- Hity i kity minionego miesiąca -

poniedziałek, 14 września 2015


Witajcie Moje Kochane Misie!

Mam dla Was mnóstwo przeróżnych produktów pielęgnacyjnych i do makijażu, które stoją w kolejce do osobnych recenzji. Jednak nazbierałam już ich tyle, że postanowiłam pokazać Wam je w jednym poście o hitach i kitach, powiedzmy że minionego miesiąca, choć dziś jest już 14. wrzesień. :D Hitów będzie mnóstwo, kitów troszkę mniej, ale mam nadzieję, że do tego kociołka dorzucicie coś od siebie, co mi polecacie lub wręcz przeciwnie radzicie się wystrzegać. To jak, przyłączycie się? :)



Zacznijmy od hitów w pielęgnacji twarzy. Są dwa. Pierwszy to szczoteczka do mycia twarzy z Hebe. Kosztuje 14,99 zł, co w porównaniu z bardzo podobną z Rossmanna za niecałe 40 zł, jest świetną ceną. Ostatnio kupiłam elektryczną szczoteczkę i niestety poraniła mi twarz, dlatego wolałam zaufać bardziej swoim dłoniom niż ekstremalnemu silniczkowi... :) Ta jest mięciutka jak kaczuszka, kompletnie jej nie czujemy na twarzy. Cera odczuwa ją zupełnie jak jednolitą gąbkę, tak delikatne są włoski. Poza tym dokładnie oczyszcza pory i usuwa wągry, a także lekko złuszcza naskórek. Posiada poręczny uchwyt, który dobrze leży w dłoni. Nie trzeba wcale się nią namachać, żeby uzyskać dobry efekt oczyszczenia. Idealna do codziennej pielęgnacji. Drugim produktem jest krem Garniera Miracle Sleeping Cream, okrzyknięty w internecie hitem. Naprawdę dobrze nawilża skórę (choć dla bardzo suchej skóry będzie za słaby) i regeneruje ją. Buzia po kilku minutach od nałożenia jest gładziutka, sprężysta i jedwabista. Dobrze regeneruje, bo stopniowo znikają z nosa uporczywe, suche skórki. Rano wyglądamy na wypoczęte, pory są zwężone. Nie zapycha ani trochę. Ma niesamowitą konsystencję gęstego budynio-żelu i ładny, świeży zapach. Jestem przekonana, że za jakiś czas zredukuje pierwsze zmarszczki (czytałam, że u innych to się sprawdza). Jest bardzo łagodny dla skóry - nie podrażnia do tego stopnia, że nakładam go nawet na moje wrażliwe oczy!

krem do twarzy garnier, garnier sleeping miracle, szczoteczka do mycia twarzy hebe,

Jeśli chodzi o ulubieńców w sferze makijażu, będą to trzy produkty. Pierwszym jest cudo upolowane w TK Maxxie za 45 zł z Too Faced. Jest to krem BB, który w istocie niewiele ma w sobie z kremu BB, ponieważ ekstrakty, które mają pielęgnować skórę, są na szarym końcu w składzie. Mimo wszystko go pokochałam (być może to psychika tak działa, w końcu to mój wymarzony Too Faced). Kupimy go w malutkiej pojemności, ale jest baaardzo wydajny. Wszystko dlatego, że nie nałożymy go... palcem. Po prostu się nie da. Trzeba użyć składanego pędzelka dołączonego do słoiczka (to jest ta "kokardka" u góry), który jest geniuszem. Poważnie, jeśli takiej jakości są wszystkie pędzle Too Faced, to są idealne. Krem nakłada się w cieniutkiej warstwie, nie tworzy maski, niesamowicie maskuje pory, ma dobre krycie, matuje bez przesady, nie wysusza, nie waży się, nie zapycha, ma doskonałą trwałość. Jedyny minus to fakt, że się klei (trzeba go dobrze przypudrować) i mat nie utrzymuje się cały dzień. Stosowany regularnie ma zwężać pory, zmniejszać zmarszczki i nawilżać. Posiada filtr SPF 20, więc całkiem, całkiem. 

Kolejny hit to słynny tusz L'Oreal Volume Million Lashes So Couture wersja So Black. Uwielbiam go. Nie ma nic lepszego, bardziej czarnego, bardziej trwałego, bardziej podkręcającego, bardziej wydłużającego, pogrubiającego i rozdzielającego rzęsy. Do tego ładnie pachnie, lekko stęchniętą czekoladą... :D Nawet jego zmywanie jest przyjemnością, bo nie kruszy się podczas demakijażu, a roluje w jakby silikonowe kawałki, które można usunąć na upartego samą wodą. Stwierdzam kompletny brak wad. No, ewentualnie cenę - 61 zł (teraz do kupienia w Rossmannie za 39,99 zł!). Trzeci ulubieniec to pomadka Maybelline Color Sensational Vivids w kolorze 900 Pink Pop, choć kolor nie ma tu znaczenia. Chodzi o jakość tego produktu. Samo opakowanie jest urocze, z półprzezroczystą osłonką. Pomadka jest niesamowicie kremowa, daje satynowe wykończenie o idealnej pigmentacji. Kolor na ustach będzie na 100% taki sam, jak w opakowaniu. Mimo półmatu, jaki daje, jest doskonale nawilżająca. Trwałość jest równie dobra, bo pomadka utrzyma się kilka godzin, nawet podczas jedzenia i picia. A do tego pachnie jak ciastolina! :) Delikatnie jak budyń waniliowo-śmietankowy. Takie smakołyk kupicie w Rossmannie za 28,80 zł.

Krem bb too faced, too faced, tusz l'oreal, volume million lashes so couture so black, pomadka matowa maybelline, pomadka matowa różowa,

W kategorii "Włosy" mam dwa hity, o których planuję osobną recenzję. Są to: szampon rokitnikowy oraz odżywka cedrowa Planeta Organica. Nie są specjalnie odżywcze, ale idealnie współgrają ze sobą. Szampon plącze włosy, a odżywka je rozplątuje, otaczając leciutką, kompletnie nieobciążającą warstwą włosy. Idealny zestaw dla tłustych u nasady, a suchych na końcach włosów. Największa ich zaleta? Nadają niewyobrażalny blask włosom! Mówię Wam, że nic nie nabłyszczy tak włosów, jak te produkty. Oba kosztują po ok. 15-20 zł/360 ml. 

Drugi produkt, którego musicie spróbować to ampułki po zabiegu L'Oreal Proffesionnel Pro Fiber (o którym pisałam tutaj). Nawet jeśli nie robiliście tego zabiegu, ampułki niesamowicie odbudują i wygładzą Wasze włosy. Są drogie (100 zł za 6 ampułek), ale jedna ampułka wystarczy na 1-4 użyć, więc wydajne. Pięknie pachną i naprawdę działają. Stosuję je ostatnio zamiast masek.

odżywka cedrowa planeta organica, planeta organica, szampon rokitnikowy, pro fiber l'oreal, re-charge l'oreal, odbudowa włosów, rekonstrukcja włosa, zabieg fryzjerski,

Ostatnia grupa hitów z cyklu "Inne". Po pierwsze: Aquaselin. Najlepszy bloker na świecie. Działa po jednym użyciu, kompletnie nie podrażnia jak inne tego typu produkty. W promocji kupiłam go za niewiele ponad 10 zł, więc i cena jest świetna. Po drugie: peeling Smoothie Star Breakfast Scrub od Soap&Glory. W czerwcu dostałam paczkę z kilkoma produktami tej firmy i dopiero niebawem przygotuję na ten temat posta, bo jest o czym pisać. Ten peeling cudownie pachnie syropem klonowym (podobnie do Solonego Karmelu z Yankee Candle), idealnie peelinguje, nie podrażnia skóry po goleniu i pozostawia ją nawilżoną bez efektu tłustej otoczki. No i spójrzcie na to opakowanie - która z dziewczyn (a może nawet dojrzałych kobiet?!) nie chciałaby go mieć? :) Wadą może być tylko dostępność (w Polsce tylko online) i cena (45-70 zł/300 ml). Po trzecie: balsam od ust Hurraw! od niedawna dostępny w Mintishop. Naturalny, wegański, dostępny w wieeelu różnych zapachach. Mój jest o zapachu Vata: róży, kardamonu i migdałów. Pachnie lekko świątecznie, trochę kwaśnym marcepanem. To najbardziej nawilżający i odżywczy balsam, jaki miałam. Usta się od niego nie uzależniają, kompletnie nie podrażnia i jest... leczniczy. Pomaga podczas zajadów i opryszczki. Zauważyłam też, że odkąd go używam, mimo braku peelingów, nie pojawiają mi się uporczywe skórki, które rolują się czasem pod pomadkami. Jest też wydajny, więc cena ok. 23 zł jest dość rozsądna jak za tak porządny skład. Po czwarte i ostatnie: perfumy Bi-es z Biedronki. Nie cierpię podrób perfum ze względu na obecność w nich charakterystycznej nuty, która krzyczy: "Halo! Jestem tutaj! Pachnę tanim śmierdziuchem!". Bi-es inspirują się bardzo sugestywnie popularnymi zapachami, co jest dla mnie niezłą wiochą, ale czy Wy wiecie, jak dobrze im to naśladownictwo wychodzi? Zapachy są oddane w ponad 90%, a wersja Euphorii Calvina Kleina jest moim zdaniem na maksa lepsza od oryginału. Nie czuć żadnej śmierdzącej nuty. Jedyna wada to trwałość, bo po 3-4 godzinach tracą na intensywności, ale za 15 zł za 100 ml nie chcę oczekiwać cudów. Jeśli nie stać Was na drogie perfumy, zainwestujcie w Bi-es.

soap&glory, peeling do ciała, breakfast scrub, balsam do ust hurraw, leczniczy balsam do ust, lek na opryszczkę ust, lek na zajady, podróba perfum la vie est belle, aquaselin, skuteczny antyperspirant

Teraz czas na buble. Będzie ich sześć. W porównaniu do ilości hitów, pewnie uznacie mnie za optymistkę, ale ostatnio naprawdę nie trafiam na kity. Tak czy inaczej zaczynajmy. Muszę jako jedna z niewielu skrytykować puder Rimmel Stay Matte. U mnie daje zbyt pudrowy efekt i osadza się na włoskach twarzy. Jest po prostu zbyt widoczny. Najgorsze są dwie wady: utrzymywanie matu przez... godzinę oraz okropne zapychanie. Na domiar złego ma tandetne opakowanie. To wszystko otrzymacie w cenie 26 zł (online za 16). 

Kolejny bubelek to antyperspirant w kremie Rexona Maximum Protection. Miałam wersję dla mężczyzn, bo często używam męskich, kiedy robię przerwę od blokerów. Takie po prostu działają efektywniej od damskich. Ten jednak działa jak słabej jakości antyperspirant i zbyt intensywnie pachnie. Do tego brudzi okropnie ubrania. Jeśli jednak generalnie lubicie Rexonę, to spróbujcie wersji dla kobiet, bo są to produkty suche i nie wysuszają skóry pod pachami. Taka silniejsza od normalnych antyperspirantów Rexony wersja kosztuje ok. 26 zł. Dlatego lepiej kupić bloker i mieć spokój.

Odradzam Wam również zakup kremu do rąk Isana z pantenolem i masłem shea. To zbyt lekki lotion o rzadkiej, wręcz wodnistej i kompletnie nie nawilżającej, a już na pewno nie odżywczej konsystencji. Ma brzydki, mdły zapach. Ale jest tani - 6,99 zł za opakowanie z pompką. 

Nie kupujcie też odżywki do włosów L'Oreal Pro Fiber Rectify (czerwonej). Jest bardzo lekka, kompletnie nic nie robi, tylko ładnie pachnie. Nie rozplątuje włosów, nie nawilża, nie odżywia. Jedynie dużo kosztuje. Poza tym obciąża i skleja włosy w strąki.

Nie polecam też tuszu Essence Lash Princess. Generalnie te tusze niby dają dość dobry efekt wizualny, ale okropnie się osypują. Nie nadają się dla głęboko osadzonych oczu, a tym bardziej dla tłustych cer. Ładne są tylko opakowania i cena niewiele ponad 10 zł. 

Ostatni świntuch to pędzel Real Techniques Blush Brush do różu. Kosztował mnie prawie 50 zł i niestety nie były to dobrze wydane pieniądze. Przede wszystkim ze względu na wielkość pędzla. Jest ogromny! Nie nadaje się do nakładania różu, bo robi wielkie placki. Średnio się nim blenduje, nierównomiernie nabiera i nakłada róż. Nie spodobało mi się w nim włosie, które dla mnie jest zbyt śliskie, ale też mimo delikatności dla skóry zbyt sztywne (choć dzięki temu bardzo dobrze nabiera mocno wypieczony róż Bourjois). Muszę kupić jego mniejszą wersję, może będzie lepsza.


A Wy? Odkryliście ostatnio coś, co jeszcze nie raz kupicie? Albo coś, na co już nigdy nawet nie spojrzycie? :)

72 komentarze

  1. Też bardzo lubię ten tusz l'oreal :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cuuuddoooowny! Pobił mój ideał, który miałam od lat, 2000 Kalorii od Max Factor. :)

      Usuń
  2. szczoteczka do mycia twarzy z Hebe najbardziej mnie zaciekawiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy byłam mała, moim ulubionym pluszakiem była żółta kaczka. Dziś jest nią ta "kaczuszka" do mycia twarzy. :) <3

      Usuń
  3. Mnie tam pasuje ta odżywka L'Oreal, nie zauważyłam tego typu efektów;) choć Vichy jednak była lepsza. Isanę stosowałam na stopy i też byłam zadowolona;) Rosyjskie produkty robią mi za to masakrę na głowie. Krem garniera mam i oby się sprawdził.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, może została lepiej dopasowana do Twoich włosów, do moich kompletnie nie pasuje. :( Ja z kolei kocham rosyjskie produkty - pasowały mi, kiedy miałam niesamowicie zniszczone włosy i teraz, kiedy mam już naturalne i zdrowe. :) Planeta Organica też nie lubisz? :( U mnie Garnier działa póki co świetnie, więc patrząc na nasze kontrasty, może się u Ciebie nie sprawdzić, bądź czujna! ;D

      Usuń
    2. W ogóle nic rosyjskiego do włosów się u mnie nie sprawdziło:D za to u mojej siostry większość rewelacyjnie hmm;D

      Usuń
    3. Co do Pro Fiber to może rzeczywiście mi lepiej dobrali bo w końcu o to w tym chodziło... A z Garnierem to akurat czuje, że się sprawdzi. Mam dobrą intuicję i jak coś wybiorę to rzadko trafiam na bubla;) Także jestem dobrej myśli. Tym bardziej że Vichy do którego często jest porównywany się u mnie sprawdził;)

      Usuń
    4. Może naturalne kosmetyki nie służą Twoim włosom. :) U mnie np. naturalne kosmetyki do twarzy ją masakrują i używam samej chemii.

      Nie zdzierżyłam odżywki, ale szampon od czasu do czasu w połączeniu z boosterem używam i jestem zachwycona. No i oczywiście serum, bo jest termoochronne. :)

      Ale masz dobrze! :D Ja w sumie też chyba mam dość dobrą intuicję - a jak ktoś mi dobrał ten produkt L'Oreal, to nie trafił. ;)

      No faktycznie jest podobny do Vichy, ale ja z kolei Vichy nie cierpiałam, bo mnie zapychał (jak niemal wszystko:D). Moim zdaniem pod względem pielęgnacyjnym jest nieco gorszy od Vichy, ale dla cery z niedoskonałościami sprawdzi się lepiej, ale zobaczymy. :))

      Usuń
  4. Na milion lushes mam ochotę już od jakiegoś czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę warto go kupić, bo to świetny tusz. Tym bardziej, że jest teraz w dużej promocji. :) Większej pewnie nie będzie, chyba że -50% w Rossmannie. :)

      Usuń
  5. Tusz z L'oreal'a jest cudowny <3 Przymierzałam się ostatnio do kupna tej szczoteczki do twarzy z Hebe lecz zrezygnowałam, ale chyba po nią wrócę. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Hicior jak nic! :D Wróć, szczególnie jeśli masz problem z zaskórnikami, bo na pewno pomoże. :)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Ma też oryginalną konsystencję - o tym zapomniałam napisać. :D <3

      Usuń
  7. A myślałam ,że Stay Matte tylko u mnie się nie sprawdza. Reszta nie zainteresowała mnie mam swoje hity i się ich trzymam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie jest idealne! :) Super, trzeba było się nimi pochwalić! :)

      Usuń
  8. Chcę wypróbować ten tusz L'Oreal ale najpierw w wersji klasycznej :).

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba niczego z tych produktów jeszcze nie próbowałam :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam Soap & Glory :) A pędzel do różu od RT u mniejsze się sprawdził świetnie i uwielbiam go, jak z resztą wszystkie ich pędzle, ale to kwestia gustu :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, ja również! :) No widzisz, ja mam chyba zbyt drobną twarz i u mnie robi wielkie placki. :(

      Usuń
  11. Tusz z Essence jest wielkim bublem!

    OdpowiedzUsuń
  12. u mnie niestety zadny z tych kosmetykow nie gosci, jednak uważam ze warto niektore z nich wyprobowac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jasne, zawsze trzeba próbować, nawet jeśli ma się już swoich ulubieńców. Nigdy nie wiadomo, czy nie może być jeszcze lepiej. :)

      Usuń
  13. ja loreala profesjonalnego bardzo lubię i nie spodziewałam sie że ż tak źle u Ciebie wypadnie.... najgorszy bubel to drogi bubel...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie podpasował mi szampon, bo swędzi mnie skóra głowy od niego ani odżywka, bo jest bardzo słaba. Za to ampułki i serum bardzo polubiłam. :)
      Święte słowa, zapamiętam je! :)

      Usuń
  14. Widzę, że ten tusz z loreal zbiera same dobre recenzje

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak będę w Londynie to chcę kupić ten peeling z Soap&Glory :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kup koniecznie! :) Podpowiem Ci, że zapach może mieć najgorszy ze wszystkich ich peelingów, ale za to działanie ma najlepsze. Jest jeszcze np. Scrub 'em & Leave 'em - zapach cudny, ale okropnie słaby jako peeling, nie kupuj go. :)

      Usuń
  16. Nie miałam żadnego z przedstawionych kosmetyków, ale tusz z L'Oreala bardzo mnie kusi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, nie ma lepszego, przynajmniej dla mnie :)

      Usuń
  17. wspaniale wszystko opisujesz, aż się miło czyta! na pewno wypróbuje któryś z produktów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, dla takich komentarzy prowadzę tego bloga! :) :* Daj znać, jak się sprawdzi to, na co się zdecydujesz. :))

      Usuń
  18. miałam ten pędzel. Strasznie mnie wkurzał, włosie mu uciekało i sie rozłaził...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie jest jakieś dziwnie śliskie. :( Dlatego robię nim sobie plamy - kaleka... :D

      Usuń
  19. Tusz z loreal bardzo lubię więc witaj w klubie :)
    To,że się zachwycasz Too Faced to nic dziwnego ja jak widze ich produkty to mam wrażenie, że mini gwiazdki mi się w oczach zapalają haha
    Puder od Rimmel długo był u mnie ulubieńcem ale ostatnio coś nam nie po drodze.. nie wiem czemu,ale też zauważyłam że podkreśla mi włoski i daje taki efekt ciężkości.. będę musiała rozglądnąć się za czymś nowym

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martwię się, że pokocham produkty Too Faced nawet, gdyby były beznadziejne w działaniu, tak cudowne mają opakowania. :D
      Ja go zastąpiłam matującym Catrice, dobrze matuje, jest tańszy i daje baaardzo naturalny efekt. Nie jest bardzo trwały, ale też nie ma tragedii. :)

      Usuń
  20. Pomadka wygląda na piękną! Szkoda że pędzel się nie sprawdził :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konsystencja jest bardzo oryginalna, jest sporo innych kolorów, ale chyba głównie róże. :( Noo niestety, gdyby był mniejszy nie trafiłby do moich kitów, ale niestety jest ogromniasty.

      Usuń
  21. Odcień szminki jest bajeczny! Przykro mi bardzo, że nie polubiłaś się z pędzlem RT, też go mam i jestem z niego bardzo zadowolona. Najczęściej używam go z bardzo mocno napigmentowanymi różami, bo właśnie dzięki swojej puszystości i sztucznemu włosiu nie nabiera zbyt dużej ilości. Staram się nakładać róż na centralną (dziubek) część, a później dobrze rozetrzeć go czystą częścią pędzla. Mam nadzieję, że znajdziesz jeszcze na niego sposób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiele osób go chwali, a ja go nie cierpię, chyba najbardziej właśnie ze względu na jego wielkość. Pędzle Zoevy są dla mnie milion razy lepsze, można zrobić bardziej precyzyjny makijaż. :( A widzisz, ja mam inne odczucia co do niego, nie wiem, jak to możliwe, bo dla mnie on właśnie mocno napigmentowane róże nabiera silnie i używam go tylko do tych delikatnych, bo zwiększa wg mnie ich intensywność. :D
      Tak własnie go używałam, w końcu to jajeczko, ale nie da rady i koniec. :( Zużyję go do pudru albo blendowania bronzera. :(

      Usuń
  22. Mam pytanko: produkt Too Faced udało Ci się upolować w polskim sklepie TK Maxxx czy za granicą? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W polskim. Od kilku miesięcy w TK Maxx pojawiają się produkty Too Faced. Do niedawna były to tylko pomadki/błyszczyki, teraz są to kremy BB i podkłady. :) Trzeba polować. :)

      Usuń
  23. Nie używałam jeszcze żadnych z tych kosmetyków na sobie. Ja ostatnio mniej więcej natrafiam na tę samą liczbę bubli i hitów;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to super, obyśmy na więcej bubli nie trafiały, Kochana! :)

      Usuń
  24. ciekawi mnie ta seria z planeta organica, bardzo lobie ich produkty do włosów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obie te seria i rokitnikowa i cedrowa są super - obie głównie nabłyszczające, ale też nawilżają bez obciążania (rokitnikowa bardziej). :) Jest jeszcze oliwkowa, ale nie miałam i nie planuję, bo nie lubię oliwy. :(

      Usuń
  25. Wstyd się przyznać, ale znam jedynie kilka produktów. Peeling Soap&Glory uwielbiam za zapach - jest po prostu do zjedzenia. Zaskoczyłaś mnie pędzlem RT w bublach - do tej pory myślałam, że to jedna z lepszych marek produkujących pędzle, a tu taka niespodzianka...

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie.
    http://www.hushaaabye.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, niewiele osób go nie lubi. Dla mnie ten pędzel nie za dobrze zapowiada o tej marce, ale jeszcze będę próbować. Jak na razie tylko Zoeva podbiła moje serce. :D

      Usuń
  26. Z tych wszystkich produktów mam tylko lotion Isany. Fakt, nie daje super efektów ale do częstego stosowania w domu się nadaje bo szybko się wchłania i nie robi tłustych śladów na klawiaturze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki leciutki jest, dla mnie niestety zbyt lekki. :( Nie robiłam testu klawiatury. :D

      Usuń
  27. Kiedyś szukałam jakiejś pomadki z Rimmela w odcieniu jasnego różu. Pamiętam, ze rzucił mi się w oczy właśnie Pink Pop, ale niestety nie było testera:( Uwielbiałam zapach solonego karmelu z YC, więc chętnie wypróbowałbym jakiś produkt z tej serii z Soap & Glory, ale niekoniecznie byłby to peeling :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Maybelline, Kochana! :D Ale mi te marki też się ciągle mylą, nie wiem czemu... :D :* Ja wzięłam Pink Pop, przy sztucznym świetle przekonana, że to koralowy, brzoskwiniowy róż. A to róż w stylu Barbie. :D

      Oooo, to pokochasz ten zapach! :) Masełko też mają, ale bardzo intensywnie byś pachniala, nie wiem, co na to Twoje otoczenie. :D

      Usuń
  28. Pudeł Stay Matte mam w zapasach... aż się teraz boję co to będzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele osób go lubi, może i Ty dołączysz do tego grona. :) U mnie talk się chyba nie sprawdza, bo mnie zapycha. A i nie matuje mnie nic na długo, więc jestem chyba złym punktem odniesienia. :D

      Usuń
  29. Bardzo lubiłam krem Garniera, a jego konsystencję jeszcze badziej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja młoda cera też go lubi, tak samo jak dojrzała mojej mamy. :) Uniwersalny krem. :) Nazywam go Vichy dla ubogich. :D

      Usuń
  30. Ja również nie polecam odżywki L'Oreal Pro Fiber Rectify;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bubel jakich mało - mam po niej sztywne włosy. :(

      Usuń
  31. Nie miałam chyba żadnego z tych kosmetyków, a kilka przykuło moją uwagę :) Miałam tylko te "perfumy" Bi-es ale nie dałam rady ich uzywać, nie moja bajka zupełnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coś Ty, może to nie Twój zapach po prostu?! :) Ja je uwielbiam. :D

      Usuń
  32. Ten fioletowy tusz z L'oreal muszę koniecznie wypróbować, już tyle osób go chwali wokół że naprawdę musi być świetny :) Znam rokitnikowy szampon Planeta Organica, miałam go co prawda już dość dawno albo bardzo dobrze go wspominam, służył moim włosom.
    Co do bubli to znam puder Stay Matt i cóż... u mnie sprawdza się świetnie, należę do grona jego zwolenniczek :) Ale za to zgadzam się co do kremu do rąk z Isany, faktycznie jest kiepski, szkoda grosza na niego. Na pędzel Blush Brush długo miałam ochotę, ale dałam sobie spokój, zamiast niego kupiłam pędzel do różu z Hakuro i jestem zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Puder Rimmel Stay Matte, zarówno jak i podkład z tej serii, są dla mnie totalnym kitem. Czytałam o nich dobre opinie lecz u mnie kompletnie się nie sprawdzają. :(

    OdpowiedzUsuń
  34. Szczoteczka do twarzy to dla mnie byl szok,z dobra minute sie jej przygladalem zastanawiajac sie do czego to sluzy ale jak to w swiecie kobiet,zawsze Cie cos zaskoczy :D

    OdpowiedzUsuń

Instagram

Latest Instagrams

© Beat the boredom