- Czyścik Let The Good Times Roll, Lush + Spełnianie marzeń -

niedziela, 25 października 2015


Hej Kochani moi!

Dziś w nocy wróciłam z Warszawy, z konferencji Meet Beauty, gdzie poznałam kilka z Was! :) To bardzo miłe, szczególnie kiedy zaczyna się przygodę z blogowaniem i jest się nieco w tych kwestiach zagubionym. Konferencja była moim pierwszym spotkaniem na żywo z Wami i jestem pozytywnie zaskoczona. Mam nadzieję, że na wiosnę uda się zorganizować kolejne takie wydarzenie. :) Zanim jednak przedstawię Wam relację z konferencji, chciałabym zaspokoić Was recenzją produktów Lush. Są to: czyścik do twarzy i ciała Let The Good Times Roll, peeling do ust Santa's oraz mydełko Baked Alaska. Dziś skupię się jednak na samym czyściku, bo choć w planach miałam haul, nie chcę zamęczać Was długością posta. Na koniec też czeka na Was mała prośba z mojej strony... :)

O co tyle szumu?
Wiele z nas było lub nadal jest zafascynowanych kosmetykami Lush. To niemal w 100% naturalne kosmetyki, własnoręcznie wykonywane "od stóp do głów". Można je praktycznie jeść. :) Każdy znajdzie tu coś dla siebie, również mężczyźni. Główna idea to sprzedawanie części kosmetyków na wagę i pakowanie ich w papier lub czarne, charakterystyczne opakowania niczym pudełka po lodach. Sklepy stacjonarne wyglądają na cukiernie albo dziwne sklepy nabiałowe, bo na drewnianych tacach leżą mydła w kształcie wielkich serów, które kroi się na kawałki.



Na każdym słoiczku mamy skład, zawsze też zobaczymy grafikę z podobizną i imieniem osoby, która zajmowała się tworzeniem produktu:



Od razu czujemy się pewniej, bo w razie czego będzie na kogo nakrzyczeć za nieudany produkt. :) Daty, które widzicie na zdjęciu powyżej to data produkcji oraz data końca ważności kosmetyku. No i tu niestety jest jedna z niewielu wad Lush - mamy tylko 3 miesiące na zużycie. I naprawdę, mimo bardzo niewielkich wielkości tych produktów, ciężko mi będzie do końca terminów je wykończyć! Są bowiem baaardzo wydajne. Zapachy i składy są bardzo różnorodne, niektóre produkty ponoć wręcz śmierdzą, a inne są po prostu do zjedzenia. Jeśli nie lubicie mydeł czy szamponów w kostce na wagę, Lush ma w ofercie też produkty w butelkach. Dodatkową i bardzo cieszącą mnie informacją jest fakt, że kosmetyki nie są testowane na zwierzętach. Bo i po co je w ogóle testować, skoro wszystkie składniki są jadalne?



Jak wyglądają ceny?
Wbrew powszechnej opinii wyglądają przeciętnie dobrze. :) Niestety kosmetyki dostałam w prezencie od Narzeczonego. Tzn. dla mnie jak najbardziej stety (:D), ale dla Was nie, bo nie znam cen. :( Dlatego pobieram je z Internetu: czyścik kosztuje 6.95 funta za 100 g (lub 17.35/ 250 g, ale 100 g w zupełności Wam wystarczy, jeśli zużyjecie go tylko do twarzy), peeling do ust 5.50 za 20 g oraz mydełko 3.25 za 100 g. Są to ceny konkretnie produktów, które ja posiadam, a w danej kategorii w zależności od składników i zapachu oczywiście ceny różnią się. Czy to dużo czy to mało? Moim zdaniem opłaca się w 100%. Wydaje się, że 100 g to niewiele, ale naprawdę wystarczy na 2-3 miesiące, a skład i filozofia firmy rekompensują ból portfela. Sprowadzane do Polski kosmetyki Lush stają się jednak znacznie droższe i czasem musimy zapłacić za nie ok. 100 zł...

Gdzie kupić?
Niestety nie ma ich sklepów w Polsce, ale na stronie internetowej możecie zamówić je z przesyłką do kraju bez problemu. :) Na Allegro znajdziecie wysyłki z Polski, ale wybór jest znikomy, a do tego ceny z kosmosu. Odpowiednikiem mogą być ponoć produkty Bomb Cosmetics, w dużych miastach dostępne już stacjonarnie, ale składy odbiegają ZNACZNIE od idei "naturalności".

Czyścik Let The Good Times Roll
Od producenta:



Spójrzcie najpierw na skład, bo jest interesujący:

Mamy tu kukurydzę w każdej możliwej postaci - od oleju, poprzez polentę i mąkę, aż po popcorn. Z naturalnych rzeczy znajdziemy też ekstrakty z gardenii i cynamonu. Do tego gliceryna, jakiś zapach i niestety talk. Piszę niestety, ponieważ wiele osób zapycha. Z resztą olej kukurydziany również. Na szczęście ten czyścik nie zapchał mnie, a do tego usunął w 90% moje wągry. Nos wreszcie nie jest jak oprószony sadzą! :) 

To jest bardzo mocny peeling, idealnie nadałby się do peelingu ciała, ale rzecz jasna bardzo mi go szkoda. :D Dlatego używam go do twarzy i to... dwa razy dziennie. Jak? Ilość wielkości orzecha rozcieram w dłoniach i nakładam na wilgotną twarz, delikatnie dociskając. Można go również zostawić jako maskę. Jeśli potrzebuję peelingu, masuję, a nie dociskam. Dla cer naczynkowych jednak nie polecam takiego masażu. Mimo że nie pojawiło mi się po nim podrażnienie, może sprzyjać powiększaniu wykwitów, więc uważajcie.

Teraz przystanę chwilę przy zapachu. Ten czyścik pachnie jak surowe ciasto na pierniki z nutą pomarańczy. Wcale nie czuję tu maślnego popcornu, jak twierdzi producent. Ewentualnie nuty maślane. Zapach jest całkowicie naturalny i pobudza zabójczo ślinianki do działania. Przyznaję bez bicia, że próbowałam go zjeść! Jest słodki i... smaczny. :D

Konsystencja jest również ciastowa, niczym ucierane ciasto na tartę. Idealnie lepka, trzyma się skóry. Przeszkadza mi tylko obecny popcorn - dodaje tylko wagi, a ja go wyrzucam, a wraz z nim więc i pieniądze. :( Niby fajny dodatek, nietypowy, ale totalnie niepraktyczny!

Jakie daje efekty? Po umyciu pozostawia grubą, oleistą, ale nie lepką warstwę. Znikają suche skórki, cera staje się nawilżona, a może raczej natłuszczona. I mimo że mam tłustą cerę w kierunku mieszanej, takie natłuszczenie mi odpowiada. Zastępuje mi z powodzeniem krem rano i świetnie sprawdza się jako baza. Cera wcale się nie świeci. Do tego pory są zwężone, bez wągrów. Ale uwaga! Najpierw myję twarz żelem antybakteryjnym, bo sam peeling niestety nie oczyszcza zbyt dobrze i na pewno nie usunie Wam podkładu. Przyśpiesza też nieco gojenie pryszczy, bo zawiera antybakteryjny cynamon, ale nie oczekujmy w tej kwestii cudów. Poza tym olej kukurydziany jest bogaty w witaminy E i A oraz kwas linolowy niezbędny do prawidłowej regeneracji naskórka. Polenta z kolei posiada wiele minerałów i jest genialnym źródłem aminokwasów. Także samo zdrowie dla podrażnionej skóry, która potrzebuje natłuszczenia, nawilżenia i regeneracji. :)


Ostatecznie nie dziwię się, że Lush skradł tyle serc i to nie tylko kobiecych.  Zapytacie pewnie o to, o co ja często pytam, przeglądając różne posty: po co Wam recenzja tak trudno dostępnych produktów? Po to, żebyście napisali w komentarzu, o jakim kosmetyku od Lush sami marzycie, bo być może spełnię Wasze marzenie... :) Jutro wybieram się na jakiś czas do Amsterdamu i rozejrzę się wtedy za czymś dla Was. Dajcie znać, czekam na Was z magiczną różdżką! :)

34 komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Ale coś bardziej do twarzy, do ciała, włosów, a może makijażu...? :) :*

      Usuń
  2. Marzyłoby mi się coś do pielęgnacji twarzy, może być ten peeling do ust Bubble Gum :D

    OdpowiedzUsuń
  3. raaaj :) nigdy nie miałam nic z lusha ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas najwyższy to zmienić! :) Co chciałabyś mieć jako pierwsze? :)

      Usuń
  4. Ah te Lush! Uwielbiam czytać recenzje o tych kosmetykach. Niedługo sama wybieram się do Lush i będzie to moja pierwszy wizyta, nie mogę doczekać się. Mam w planach zakupić coś do twarzy, najbardziej kusi mnie maska cupcake. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie można go nie kochać... :) Udanych łowów, Kochana! :*

      Usuń
  5. Oj wypróbowałabym bardzo :) Z LUSHa mam peeling do ust o smaku gumy balonowej i jest extra :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem już w Amsterdamie, więc skoczę go niebawem powąchać. <3

      Usuń
  6. Kurcze, sklep wygląda jak jakaś cukiernia :D Kuszące są te kosmetyki, szkoda, że z dostępnością jest gorzej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby był w Polsce, chodziłabym do niego podczas diety... :D

      Usuń
  7. Nie słyszałam jeszcze o tym peelingu :) Moich wągrów z nosa nic nie chce ruszyć, ciekawe czy dał by sobie rade :D
    Jeśli miałabym jednak coś już kupować to zdecydowanie marzy mi się Million Dollar Moisturiser <3 - tak to jest jak człowiek naogląda się brytyjskiego youtube'a :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno by pomógł, bo ma dużo olejków, a tylko olejki usuwają w 100% wągry. :* :) Haha, jutro sprawdzę, cy będzie dostępny! :) :*

      Usuń
  8. Cudne kosmetyki i smakowite zdjęcia,a co istotne, nareszcie zapoznałam sięz Lush :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że nie możesz poznać zapachu, mniam. :)

      Usuń
  9. Super, zacheciłaś mnie :) Cena faktycznie nie taka straszna :) Pozdrawiam i obserwuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi wystarczy on spokojnie na 3 miesiące, więc wychodzi ok. 13 zł na miesiąc, więc warto! :)

      Usuń
  10. woo ale cuda! nigdy w życiu nic ztego nie miałam, ale zachwyca :D! Chciałabym coś z tego!!!! :D
    buziaki kochana zapraszam do mnie w wolnej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno byłabyś zadowolona z ich produktów. :) :*
      Dziękuję za zaproszenie, zaraz zajrzę! :)

      Usuń
  11. Ja baaardzo dobrze wspominam czyścik Lush:)

    OdpowiedzUsuń
  12. w tym sklepie unosza sie takie zapachy, ze zal z niego wychodzic...! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Narzeczony stwierdził, że nie za ładnie pachnie, ale co on tam wie... :D

      Usuń
  13. Jeszcze nigdy w tym sklepie nie byłem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda cudownie, ale pachnie tam - przynajmniej w tym okresie - co najmniej dziwnie, jakieś klimaty Indii, czy coś w tym stylu. :(

      Usuń
  14. Od dłuższego czasu mam w planach przetestować którąś z masek Lush! Mają świetne opinie. Pozdrawiam ciepło :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lush to cudowna historia... :) Pozdrawiam :**

      Usuń
  15. Też mam ten czyścik i podzielam właściwie każde słowo Twojej recenzji ;) Też kojarzy mi się z surowym ciastem - zarówno pod względem zapachu, jak i konsystencji.
    Marzę, by jeszcze kiedyś mieć czyścik do twarzy Buche de Noel (pojawia się tylko w okresie świątecznym) oraz maskę Mask of Magnamity - podobno jest super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś byłam w końcu obwąchać wszystko w stacjonarnym sklepie i niestety BARDZO nieładnie pachniało czymś indyjskim. Większość mydeł pachniała jakby kadzidłem i zabijała zapach innych produktów. Tak czy inaczej mój czyścik jako jeden z niewielu pachnie cudownie, dlatego cięzko mi było cokolwiek innego wybrać. :D
      Testuję teraz Mask of Magnamity i jeśli się sprawdzi, wybiorę ją też dla Was na rozdanie. :* Buche de Noel też już jest w sprzedaży, ale kompletnie nie pachnie, a przynajmniej w testerze. :(

      Usuń
  16. Nie słyszałam jeszcze o tej firmie :D Chętnie wypróbowałabym ich kosmetyki skoro są takie dobre :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mają cudowne kremy do twarzy, ale kosztują od 20 Euro wzwyż. :( Niby sama natura, ale czasem jakiś paraben czy SLS się znajdzie, o czym wcześniej nie wiedziałam, dlatego mój zachwyt powoli mija. Tak czy inaczej zapachy są bardzo oryginalne, opakowania śliczne, a sam sklep to raj dla oczu i nosa. :)) No i obsługa - marzenie!

      Usuń

Instagram

Latest Instagrams

© Beat the boredom