- Lush: peeling do ust Santa's oraz mydło Baked Alaska -

piątek, 11 grudnia 2015


Siemka Misie! Dziś uraczę Was kolejną porcją recenzji produktów od Lush. Są to produkty pochodzące ze świątecznej oferty: peeling do ust Santa's oraz mydło Baked Alaska. Warte swojej ceny?


Wszelkie wskazówki i informacje na temat firmy Lush znajdziecie w poprzednim poście. Natomiast ceny wrzucam Wam jeszcze raz, bo znalazłam ceny w Euro na holenderskiej stronie (spryciula!): peeling do ust kosztował  9.65  za 20 g oraz mydełko 5.95   za 100 g. Przeliczając, peeling do ust kosztuje nas ok. 40 zł, a mydło w zależności od wagi wychodzi za taki kawałek, jaki ja mam, mniej niż 10 €, czyli niecałe 40 zł. Ceny są dla mnie oporowe. Ponownie więc pytam: czy warto?

O ile produkty typu czyściki, kremy, maski czy odżywki są warte swoich cen, trzeba się zastanowić, czy na pewno potrzebujemy peelingu do ust za 4 dyszki? Ja go nie potrzebuję. Ale pragnęłam go mieć i wiem, że kiedy go skończę, kupię kolejny. Dlaczego?


Zalety peelingu Santa's
Po pierwsze dlatego, że produkt mimo swojej ceny jest bardzo wydajny. Wystarczy Wam na kilka miesięcy. Niby trzeba go zużyć w 3 miesiące, ale ja na pewno będę go mieć dłużej. Dopóki nie dostanę wysypki. :D 

Po drugie jestem człowiekiem pracowitym, ale niestety nieco leniwym i zapominalskim, dlatego peeling do ust robiłam raz na miesiąc, kiedy przypomniało mi się o tym podczas mycia zębów. Także moje usta nie zaznały żadnych olejków czy odżywienia, a jedynie tarcia szczoteczką. W efekcie mówiłam sobie "a tam, po co peeling" - i później płakałam, że pomadka źle wygląda na ustach, że się waży itd. A no, ważyła się, bo miała na czym. Teraz, kiedy Mikołajka mam w słoiczku, swoją gotową mieszankę, odkręcam go, maczam palucha, masuję usta, spłukuję (albo zlizuję, ale nie polecam, bo mimo pysznego smaku, jest tam chyba jakaś chemia... :D) i gotowe. Żadnego martwego naskórka, który wyłapywałby pomadkę. Efekty na pewno zobaczycie, jeśli do tej pory nie peelingowałyście ust.

Oczywiście dużo taniej wyszłoby nam zakupienie składników i przygotowanie produktu własnoręcznie w większej ilości, bo kosmetyki Lush często można z łatwością odtworzyć. Tylko że musicie wtedy zainwestować w duże opakowania półproduktów, które mają krótką datę ważności i ostatecznie wyrzucicie nieco pieniędzy w błoto, bo nie zdążycie wszystkiego zużyć. Szczególnie jeśli chodzi o pielęgnację ust. No i w życiu nie odtworzycie tego zapachu...

Jak wygląda skład?


Lepszy niż wszystko inne?
Czy Santa's sprawdza się lepiej niż miód czy cukier? Nie. Krótka piłka. To jest gadżet, bez którego można się w 100% obejść, ale jego zapach lizaka o smaku coca-coli obtoczonego w waniliowym cukrze jest niesamowity. Tego nie znajdziecie nigdzie indziej!

Każda kobieta, która kocha gadżety na pewno zapragnęła lub zapragnie kiedyś mieć jakikolwiek peeling od Lush. I bardzo dobrze, bo czasem takie cudo może poprawić humor lub pomóc w znalezieniu faceta - usta w końcu robią się gładkie i aż się proszą o pocałunki! ;) 

Wygląd
No i na koniec kolejny wielki plus: wygląd. Mamy śliczny słoiczek, piękną, minimalistyczną naklejkę, cudowny, czerwony kolor i... serduszka rozrzucone niedbale na powierzchni! :) Nawet nie wiem, czym one są, ich jeszcze zjeść nie próbowałam. Ale obiecuję, że jeśli mi się uda (bądź też nie), dam Wam znać. :D

Mały minus
Jedynym minusem (oprócz ceny) jest konsystencja. Peeling jest dość suchy i spada z palców, dlatego lepiej radzić sobie drugą ręką i nakładać go na wilgotne usta.


Także 40 zł za śliczny peeling i deser w jednym. Ponieważ wystarczy na bardzo długo, koszty się nieco rozłożą, więc cenowa w stosunku do jakości nie prezentuje się tak tragicznie, jak mi się wydawało. Na koniec spójrzcie, co producent mówi o tym produkcie:


A jednak można go jeść! :) No i faktycznie czuć tu nuty coli, choć jest to inny zapach niż typowej coli.



Mydło w kostce? Jestem na nie.
Kolejny produkt to mydło w kostce Baked Alaska. Szczerze mówiąc, bardzo się cieszę, że zwlekałam z jego recenzją. Początkowo napisałam o nim: "Nie lubię mydeł w takiej formie, bo obrzydza mnie, że ono leży później takie wilgotne na podstawce i rodzą się na nim bakterie i grzyby. I to mydło na szczęście nie jest moim zdaniem warte uwagi. Na szczęście, bo nie będę musiała męczyć się z jego stosowaniem. Tzn. i tak będę i może to nie będzie męka, bo zapach jest śliczny, ale ze względu na te żyjątka, będę walczyć ze sobą za każdym razem, kiedy będę po nie sięgać." Co powiem o nim dziś? Czytajcie dalej. :)  

Co mówi o nim producent?


*orby - to artefakty światła powstające na zdjęciach w postaci kółek - nadają klimatu zdjęciom, dają ładną poświatę i pojawiają się głównie, gdy mamy ostrość nastawioną na pierwszy plan, a w tle paląc się świeczki lub inne źródła światła. W tym mydle faktycznie są różnokolorowe plamki, ale czy to wygląda jak orby? Początkowo uważałam to za lekką nadinterpretację, ale w trakcie zużywania mydełka, faktycznie ujawniały się kolejne kolorowe warstwy, wyglądające jak orby! To pobudza wyobraźnię. 

**mirt - roślina o pięknym zapachu bez właściwości odżywczych

Czy jest w nim coś wyjątkowego?
Na pewno zapach. Owocowy, kwaskowy, intensywny i multiwitaminowy, ale najbardziej czuć tu cytrusy i to wcale nie jest gorzki gejpfrut. Może to ten mirt? W każdym razie dla mnie to woń zarezerwowana na wakacje, a nie Święta.

Jak wygląda skład?
    Water (Aqua), Glycerine, Rapeseed Oil and Coconut Oil, Sorbitol, Perfum, Lemon Myrtle Oil, Ylang Ylang Oil, Grapefruit Oil, Titanium Dioxide, Gardenia Extract, Sodium Chloride, EDTA, Tetrasodium Etidronate, Sodium Hydroxide, Citral, Geraniol, Limonene, Linalool, Hydroxycitronellal, Alpha Isomethyl Ionone, Colour 45350, Colour 42090, Colour 45410, Colour 17200, Colour 14700

    Jakie jest jego działanie?
Używałam go do mycia ciała. Słabo zmywa balsamy i antyperspiranty w kremie, więc trzeba się nieco namęczyć. Wszystko za sprawą bardzo słabej zdolności do tworzenia piany. Mimo wszystko genialnie nadaje się dla skóry wrażliwej, atopowej i suchej - nie podrażnia, wręcz eliminuje np. suche placki czy liszaje. Bardzo wyraźnie zmniejsza skłonność do powstawania krostek po goleniu. Pozostawia uporczywe uczucie ściągniętej skóry - jak to po mydle - ale trwa ono do 10 min po kąpieli. Jednocześnie skóra staję gładka i miękka, jak po niczym innym. Jest też tak nawilżona, że nie potrzebuje żadnych balsamów. Wow!

Coś jeszcze?
Mydełko wygląda na tradycyjne, glicerynowe, pół-przezroczyste. Jest twarde. Sam wygląd to więc nie wszystko. Na pewno nie warto zapłacić za nie 40 zł! :O




Podsumowując, w kwestii mydła jestem na nie, ale za to peeling jest cudowny i na pewno, jeśli tylko pojawi się okazja, kupię go w innej wersji zapachowej. Nie dziwię się, że na temat Lush krążą już legendy. To nie tylko klimatyczna aura, oryginalna forma i bajerancka oprawa, ale też naprawdę dobra zawartość. Dołączam do klubu miłośników tej marki! :)

29 komentarzy

  1. peeling też bym chciała, sam zapach przyciąga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że nie każdemu się spodoba, bo wbrew pozorom zapachy Lusha są bardzo specyficzne. Tak czy siak, to miły gadżet, szczególnie na Święta. :)

      Usuń
  2. Mam peeling z Lusha o zapachu gumy balonowej - mam o nim dokładnie takie samo zdanie jakie Ty masz o tym z światecznej edycji :) Warto go mieć mimo ceny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to chociaż widać, że nie skłamałam! :D

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Peeling? :) Bałam się, że aż mi zabarwi usta. :)

      Usuń
  4. Nie znam tych produktów ale mydełko za 40zł to sporo. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mega sporo, dlatego w formie gadżetu można kupić, ale 4 dyszki to niestety zbyt wiele. :( Chyba że ma się obsesję na punkcie stosowania kosmetyków naturalnych, to jak najbardziej - kupować. :D

      Usuń
  5. Ja mam peeling z Sylveco i nie zamienię na inny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę spróbować, ale wątpię, żeby pobił Mikołajka w zapachu. :D

      Usuń
  6. Za peeling do ust szkoda byłoby mi tyle dać ale... i tak bym kupiła :D ostatnio zamówiłam swój pierwszy, gotowy peeling z Bomb Cosmetics ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha dokładnie takie jest moje podejście. :) 10 Euro przeliczam na 10 zł, więc 10 zł to mało. :D I jak, i jak?? BC też mnie ciekawi. <3

      Usuń
  7. oj za tę cene to powinna być rewelacja, a tak niestety nie jest...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, co powinien robić więcej ten peeling - chyba tylko być mniej sypki i tańszy. :D A mydło mocniej się pienić. :(

      Usuń
  8. Peeling mnie zaciekawił. Może zaradziłby coś na moje usta :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że myślałam, że to pic na wodę, ale naprawdę daje widoczne efekty na ustach. :O

      Usuń
  9. Nie używałam jeszcze peelingów do ust :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę poprawiają widocznie wygląd ust. :)

      Usuń
  10. Ciekawy ten peeling, niestety nie na moją kieszeń ;) Od czasu do czasu robię sobie cukrowy do ust :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, cena wysoka, ale wystarczy na wiele miesięcy. :)

      Usuń
  11. kiedyś, kiedyś kupię sobie coś z Lusha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba choć raz w życiu spróbować! :D Na pewno za kilka lat Lush będzie u nas. :)

      Usuń
  12. Ten peeling tak pięknie wygląda że już to mnie przekonuje :D No i kocham wszystkie kosmetyki które pachną świętami!

    imaginiankaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Słyszałam wiele dobrego o kosmetykach tej marki, a ten peeling to same pyszności :D
    Ideał na moje suche usta.

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny jest ten piling, ten słoiczek jest taki fajny, że później produkt można przygotowywać w domu:)

    OdpowiedzUsuń

Instagram

Latest Instagrams

© Beat the boredom