- Dlaczego nie warto czytać składów? -

sobota, 2 stycznia 2016


Hej Misie Kolorowe! Przemieszczacie się każdego dnia z bloga na bloga, buszując też po różnych stronach internetowych, gdzie oferowane są recenzje czy opisy kosmetyków. Dziś nikogo już nie dziwi, że przy takich informacjach pojawiają się wzmianki pod tytułem "SKŁAD". Co to właściwie oznacza?



Od jakiegoś czasu trwa moda na czytanie składów. "O, alkohol! Wysuszy mi skórę, nie biorę tego kremu." "Same silikony i to za 100 zł?!" "Niby naturalny żel, a olejek lawendowy ma na 10. miejscu w składzie." Tak to brzmi. Czego jednak nie znajdziecie wśród przewodników po czytaniu składów?




Dlaczego warto czytać składy?

1. Z powodu alergenów
Pojawianie się, nawet sporadycznie, niedoskonałości, swędzących bąbli, wysypek, krostek, plamek, suchych placków - wszystko to jest objawem nietolerancji jakiegoś składnika w jedzeniu lub kosmetyku. Musicie zwracać uwagę na jaki składnik lub grupę składników jesteście wrażliwi. Najlepiej zapisywać gdzieś składy kosmetyków, które wywołują u Was takie reakcje i kiedy pozycji się uzbiera, sprawdzić, czy któryś ze składników się powiela. To może być winowajca.

Oczywiście to nie oznacza, że unikniecie alergii w przyszłości. Często bowiem bywa tak, że alergia pojawia się tylko na określone stężenie substancji, a nie sam alergen. Ale z określeniem stężenia jest niestety osobny problem, o czym później...

2. Z powodu stosowania niebezpiecznych składników
To prawda, że nadal stosuje się niebezpieczne, RAKOTWÓRCZE detergenty, konserwanty itp. Miejcie się więc na baczności i jeśli słyszycie, że parabeny czy SLS są złe - dmuchajcie na zimne i lepiej ich unikajcie.




Dlaczego nie warto czytać składów?

1. Z powodu braku oznaczenia stężeń
Co nam to mówi, że mamy olejek na drugim miejscu? Mówi nam to tyle, że jest go "ileś tam" mniej niż składnika, który jest przed nim. Przykład:

"Woda, olejek lawendowy, alkohol, barwnik, zapach"

To może być skład dwóch RÓŻNYCH produktów. Mają niby te same składniki, wymienione w tej samej kolejności, ale mają inne konsystencje i inny zapach. Jak to możliwe? Wszystko przez brak oznaczeń chociażby procentowej zawartości danego składnika. Wody w jednym produkcie może być 90%, a olejku 5% + cała reszta. Za taki produkt zapłacicie np. 10 zł. W drugim kosmetyku będzie 50% wody, 40% olejku + cała reszta. Za taki produkt zapłacicie np. 50 zł. Pierwszy może Was nie uczulić, a jest tani. Drugi, droższy, może Was podrażnić, bo stężenie olejku może być zbyt wysokie.

2. Ponieważ czytanie składu nie pozwoli Ci wybrać pomiędzy dwoma kosmetykami
Z tego, co napisałam powyżej, wynika, że mając w sklepie w dłoniach dwa kremy, nie możecie przewidzieć na podstawie składu, w którym z nich będzie np. wystarczająco dużo kwasu hialuronowego, żeby nawodnić waszą skórę. Musicie wybierać w ciemno.

3. Ponieważ naturalne ekstrakty nie zawsze są mile widziane
Dziś jesteśmy nastawieni na poszukiwania idealnego, koniecznie naturalnego kosmetyku. Często zdarza się, że dziwimy się, czytając skład drogiego kremu. Nie widać w nich ani odrobiny naturalnego ekstraktu. Dlaczego? Dlatego że ekstrakcja olejków jest mniej kosztowna niż przygotowanie sztucznego kompleksu, który ma wniknąć wgłąb skóry. Taki kompleks czy związek chemiczny trzeba badać, testować, analizować wyniki - a to wszystko kosztuje. I tu uwaga - takie "chemiczne" produkty mogą być dla nas o wiele lepsze niż te naturalne. U mnie tak właśnie jest. Natura naprawdę uwielbia uczulać. Zajrzyjcie w składy kosmetyków dla skóry atopowej czy alergicznej - bardzo rzadko zawierają coś naturalnego! A chemia jest dobrze przebadana, skomponowana odpowiednio dla naszych potrzeb. Moja skóra uwielbia chemię.

4. Z powodu nieznajomości chemii, biochemii i pokrewnych
Wszystkie związki obecne w kosmetykach nie są w nich pozostawione same sobie. Łączą się w inne związki chemiczne, kompleksy, otaczają inne cząsteczki, zmieniają konformacje, zlepiają się w większe skupiska. Z tego powodu np. kwas hialuronowy, który nie zdał egzaminu u kogoś w czystej formie, w kremie, gdzie bytuje z innymi związkami, może się wchłaniać lepiej i szybciej.  Mało kto potrafi, widząc skład, przewidzieć, że w takiej czy innej konfiguracji i zawartości procentowej, dane składniki lepiej czy gorzej zadziałają. Dajcie więc szansę produktom, które wydają się wam - ze względu na skład - beznadziejne. :)



Wszystkie punkty są nieco subiektywne, ale też sporządzone na podstawie obserwacji otoczenia, artykułów popularnych oraz naukowych. A Wy? Zwracacie uwagę na składy kosmetyków? Czytacie je dokładnie, czy tylko orientacyjnie? A może kupujecie, testujecie i dopiero oceniacie, czy dany produkt Wam pasuje?

69 komentarzy

  1. Ja czytam składy, bo wiem, że kilka składników mi nie służy i wolę ich unikać, bez względu na stężenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze wyszukuję parafiny :)

      Usuń
    2. U mnie parafina działa niekorzystnie tylko w niektórych kosmetykach, także nic mi nie daje jej odnalezienie. :( Ale Wy szukajcie! :D

      Usuń
  2. Ja tam na składach bardzo się ne znam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak widać, wbrew panującej w dzisiejszych czasach opinii, nie jest Ci to na szczęście potrzebne. :))

      Usuń
  3. Ja czytam składy, ale zawsze sprawdzam wszystko na sobie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z przyzwyczajenia też czytam, trochę też z ciekawości. Ale kupuję, bo coś jest w dobrej cenie, ma ładne opakowanie albo ładnie pachnie. Serio. :D

      Usuń
  4. Ciekawy post, ja od jakiegoś czasu zwracam uwagę na składy, ale nie są dla mnie najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czytam składy tylko z ciekawości w zasadzie, choć nie powiem - czasem próbuję je porównać. :)

      Usuń
  5. Ja nie czytam bo po pierwsze nie umiem a po drugie te z "gorszym " składem lepiej nieraz działają niż te naturalne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... Kiedyś szukałam tych naturalnych, ale po kilkunastu naturalnych produktach, których moja skóra nie zaakceptowała, poddałam się! :D

      Usuń
  6. Ja nie czytam bo po pierwsze nie umiem a po drugie te z "gorszym " składem lepiej nieraz działają niż te naturalne :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja się na składach niespecjalnie znam, mniej więcej się domyślam, co może mi szkodzić i unikam, ale tak jak mówisz - dwa kosmetyki mogą mieć na pozór ten sam skład, ale jednak być inne.
    Specjalnie się nie zagłębiam w składy, tylko próbuję, jeśli mnie jakiś kosmetyk zaciekawi, a dużo kosmetyków znam z recenzji i tym się bardziej kieruję kupując coś nowego.
    Co do pisania o składach na blogach... rozśmieszyła mnie jedna rzecz. Raz przeczytałam jak dziewczyna chwali jeden produkt, bo nie ma w niej parafiny, ale w składzie było, że zawiera "mineral oil" i to gdzieś na początku składu. Tu się pojawiła niewiedza, bo paraffinum liquidum i mineral oil to jedno i to samo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego nie ma co się silić na analizę składów - ogólnie można zwrócić uwagę na to, co tam jest i w jakich proporcjach, ale rozkład na czynniki pierwsze nie ma większego sensu. :) Chyba że ktoś jest chemikiem czy biochemikiem, wtedy na pewno powie na ten temat coś ciekawego. :)

      Usuń
  8. ja tam nie czytam, tylko parafinę wykluczam w kremach bo nie mogę jej używać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jesteś pewna, że to właśnie o nią chodzi? :D Bo panuje w internecie powszechna opinia, że parafina zapycha itd. A często to nie ona, tylko jakiś inny składnik lub parafina w połączeniu z innym zapychaczem, który na skali "zapychania" pokazywany jest jako bezpieczny. :) Mnie np. nie zapycha olej kukurydziany - wręcz przeciwnie, dogłębnie oczyszcza, a jest pokazany jako jeden z najbardziej zapychających olejków. :)

      Usuń
  9. Nigdy nie czytam składów, nie znam się na tym i nie odnotowałam dzięki temu negatywnego wpływu na swoje życie i urodę :-) Choć z szacunku dla osób, które czytają mojego bloga, zawsze staram się dopisać taką informację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też najczęściej dodaję skład, bo warto wiedzieć, co tam jest, żeby później móc powiedzieć "jak miałam w kremie jakiś-tam-składnik, dostałam wysypki czy pryszczy". :) U mnie czytanie składów się nie sprawdza w 100%, bo nie potrafię przewidzieć co u mnie zadziała dobrze. :(

      Usuń
  10. Faktycznie zapanowała jakaś moda na czytanie składów i sama się na tym złapałam, że to robię. Nie bardzo się na tym znam ale omijam produkty, które zawierają pochodne formadehydu:) Pozdrawiam i zapraszam do siebie na nowy post

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też czytam, trochę z przyzwyczajenia, trochę z ciekawości. Wiem, że powinnam unikać SLS, SLES i parabenów, bo są rakotwórcze, ale jakoś mi to nie wychodzi... :D

      Usuń
  11. ekspertką od składu nie jestem ale zwracam uwagę na składy by wykluczyć produkty które nie są dla mnie dobre

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli wiesz, co na pewno Ci szkodzi, to czytanie składów jest wskazane. :)) U mnie to nie ma sensu, bo nie potrafię przewidzieć szkodliwości w 100%, biorąc też pod uwagę fakt, że skóra zmienia swoje przyzwyczajenia. :(

      Usuń
  12. Czasami zwracam uwagę na skład :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wydaje mi się, że ważne jest w dzisiejszych czasach aby być świadomym konsumentem. Chodzi tutaj o wszystkie produkty jakie kupujemy czy to kosmetyki czy żywność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, należy też samemu obserwować siebie, aby stwierdzić czy coś jest dla Ciebie dobre czy nie.

      Usuń
    2. A stwierdzimy ten fakt tylko wtedy, kiedy przetestujemy coś na sobie. Nie można też wierzyć wszystkiemu, co piszą producenci kosmetyków czy żywności. Przykład: jajka niby z wolnego wybiegu, często wcale takie nie są. Wystarczy się zastanowić, ile bliskich osób nas okłamało - czy obca osoba, jaką jest producent będzie miała opory, żeby nam coś naściemniać? :D Zawsze się nad tym zastanawiam...

      Usuń
    3. Jawne okłamywanie konsumenta jest już oszustwem i powinno już podlegać pod wykroczenie lub nawet przestępstwo jeżeli zagraża życiu lub/i zdrowiu.

      Usuń
    4. Niestety nikt tego nie reguluje, a tym, którzy się tym zajmują, wiele umyka. Wszystko dlatego, że producent ukrywa prawa konsumenta, a konsument nie docieka. Ale teraz w dobie Internetu coraz ciężej będzie im cokolwiek ukryć. :) Może w sądzie można się wybronić, że wcale nie miało się zamiaru okłamać konsumenta, tylko delikatnie zataiło się prawdę, opisując w tajemniczy sposób produkt, ale Internet nie wybacza. :)

      Usuń
  14. Świetny post, wiele osób powinno go przeczytać :) zwłaszcza te, które rozpisują i roztrwaniają się, rozkładając na czynniki każdą pozycję w składzie, praktycznie w 90% danego postu _-_"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi, no właśnie... :) Podanie składu w recenzji jest z jednej strony potrzebne, ale z drugiej - analiza każdego składnika, jak mówisz, nie jest raczej potrzebna. Chyba że ktoś opisuje oddziaływania między związkami i opisuje, jaki to ma wpływ na naszą skórę - wtedy z chęcią przeczytam. :D

      Usuń
  15. świetny post :) jak widzę,  że wiele osób czyta teraz składy to też się staram ale i tak nie wiele z nich rozumiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele osób niestety sili się na bycie świadomym konsumentem. A żeby nim być, trzeba by było jeść jedzenie od cioci ze wsi i smarować się olejem, który ona sama wytłacza - a i tak wtedy, nie oszukujmy się, nie wiadomo, czy ciocia nie nafaszerowała słoneczników jakąś chemią... :D Także nie dajmy się uwieść producentom, składom i czułym słówkom na opakowaniach, bo tak czy siak dzisiejszy świat nas zabija również od środka chemią... :( I nie mamy na to wpływu.

      Usuń
  16. Na składach to ja się jakoś szczególnie nie znam, jak się coś u mnie sprawdza to używam i tyle ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i super, to dokładnie moja filozofia. :)

      Usuń
  17. Ja czytam składy i lubię to robic, ale oczywiście nie popadam w paranoję :) Wszystko z umiarem. Unikam parafiny, sprawdzam potencjalne alergeny i konserwanty. Nie szaleje, że jest ich dużo, ale sama widzę po sobie, że jeśli połowa składu to właśnie te dodatki to kosmetyk nie działa najlepiej :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze to bycie świadomym, że jeśli po np. kremie wychodzą mi pryszcze, to wiem, czy są to pryszcze będące objawem zapychania czy jednak oczyszczania skóry. :) Ja w ten sposób testuję kosmetyki do twarzy, bo czytanie składów nic mi nie da. :(

      Usuń
  18. też lubię czytać składy, ale podchodze do tego z małą dozą wątpliwości ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki rzadko czytam, to chociaż skład czasem przeczytam... :D

      Usuń
  19. ja czytam składy ale orientacyjnie. Bardziej aby nie kupić produktu który ma coś czego nie lubię, niż żeby kupić coś czego pożądam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kupuję kosmetyki w ładnych opakowaniach albo te polecane w Internecie. :D

      Usuń
  20. Zazwyczaj tylko patrzę na produkty do twarzy czy mają alkohol, bo za często nie może moja skóra sobie na to pozwolić. A na reszcie najzwyczajniej się nie znam i nie doszukuję :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, alkohol etylowy też bywa niebezpieczny. Lepiej unikać. :)

      Usuń
  21. Ja czytam składy kosmetyków. Wiem co jest dobre dla mojej cery a czego powinnam unikać.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli wiesz, to super, wtedy warto czytać i szukać tych opryszków. :)) Pozdrawiam również. :*

      Usuń
  22. Te składniki naturalne też nie zawsze są dobre dla skóry. Składniki chemiczne są dobrze przebadane i wiadomo, czego można się po nich spodziewać. A te naturalne też mogą silnie uczulać i w sumie nie wiadomo, jak skóra zareaguje np. na olejek z jakiegoś egzotycznego kraju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak - u mnie naturalne kosmetyki powodują okropne rzeczy, o których opowiem w kolejnym poście. :)

      Usuń
  23. ja przeglądam składy tlyko po to, żeby mieć mniej więcej pojęcie co biorę. ale nie mam tak, że jak jest tam jakiś składnik to pale opakowanieod razu bo przecież jest beee hahaha jak chce jakiś kosmetyk to nawet alkohol mi w tym nie przeszkodzi xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha! :D Słodziutkie, różowe opakowanie i alkohol z parafiną? Biorę! :D

      Usuń
  24. Ja staram się czytać składy, ale dopiero raczkuję, więc po prostu eliminuję produkty z SLS-ami, parabenami i silikonem. Jednak nie zawsze z nich rezygnuję, po prostu staram się świadomie kupować. Co ciekawe, od momentu, kiedy zaczęłam to robić, coraz częściej sięgam po tańsze produkty. Jednak chyba każdy musi szukać, metodą prób i błędów wybierać to, co odpowiednie dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Silikonów nie warto omijać, one w dzisiejszym zanieczyszczonym świecie są wbrew powszechnej opinii bardzo wartościowe. SLS i parabeny są faktycznie rakotwórcze, a raczej mogą być, więc lepiej ich unikać. Powiem Ci, że u mnie drogie kosmetyki się nie sprawdzają, ale czasem i tak je kupuję dla potwierdzenia tej tezy i po prostu dla czystej przyjemności. Ale fakt faktem, że tańsze produkty często bywają lepsze niż te drogie... :)

      Usuń
  25. Przydatny post. Każdy ma swoje racje. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, tak jest. :) Ale trzeba przyznać bezapelacyjne, że brak liczb określających konkretne stężenie sprawia, że porównywanie składów nie ma najmniejszego sensu. :)

      Usuń
  26. Lepiej czytać składy niż etykiety zapewniające od producenta ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo! :) Ale tylko po to, żeby znaleźć potencjalne alergeny czy substancje, które nas zapychają. Tyle że do tego jest potrzebna dokładna wiedza, jaki składnik i w jakiej kombinacji z innymi składnikami nam szkodzi. Najważniejsze jest stężenie alergenu, a nie mając żadnych liczb w składzie, możemy tylko zgadywać, czy zapychającej nas gliceryny jest w składzie tolerowane przez nas 2% czy 15%, które z kolei nas zapycha. :)

      Usuń
  27. Ja nie czytam składów i bardzo dobrze mi z tym :-)

    OdpowiedzUsuń
  28. Zawsze czytam składy i zawsze je analizuję :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli ktoś się czuje na siłach, to jasne. ;)

      Usuń
  29. najmądrzejszy post jaki przeczytałam w ciągu ostatnich 2 lat. Zawsze mnie zastanawiało to, dlaczego firmy które produkują chemiczne kremy nie zbankrutowały albo nie zmieniły technologii i oto mam odpowiedź! Ja przez Orientanę, Phenome i całą rosyjską produkcję nabawiłam się trądziku różowatego. Mam nadzieję że uda mi się wyleczyć i wówczas wrócę do parabenów i chemii. Każdego w blogosferze przestrzegam przed zdradliwą naturą, ale i tak dziewczyny chcą mnie zjeść żywcem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może niekoniecznie do parabenów, bo one są faktycznie rakotwórcze, ale chemia? Jak najbardziej. :) Mnie również ludzie kąsają, bo im natura nie szkodzi. Taki jest dziś bunt na chemię i boom na wszystko co naturalne, co odrywające nas od technologii, taki powrót do korzeni. Kiedyś może natura pomagała skórze, leczyła rany itd. Dziś niestety świat i powietrze są tak zanieczyszczone, że natura nie daje sobie rady. Spróbujmy wyleczyć zapalenie płuc ziołami, skoro tak ufamy naturze... Jasne, czasem pomaga, czasem faktycznie leczy, ale o wiele szybciej i skuteczniej działają leki, które gdzieś tam w zlewce gotuje jakiś biotechnolog. :)

      Prawda jest taka, że zbyt wiele olejków naturalnych stosowanych w dużych ilościach lub po prostu regularnie, po jakimś czasie, nawet wielu miesiącach, w końcu może zapchać - nagle ludzie się dziwią, że czemu im się stan cery pogorszył? Trzeba zachować równowagę i to jest przepis na wszystko. :)

      Usuń
  30. Zasadniczo się zgadzam, zwłaszcza co do braku procentowego określenia zawartości danych składników. Ale składy zawsze czytam, bo jednak można z nich dużo wywnioskować. Np. takie oleje, którymi producent często się chwali na opakowaniu albo wręcz nazywa całą serię kosmetyków dajmy na to arganową. A w składzie co? Olej na samym końcu, daleko za barwnikami i konserwantami. Wniosek: naciągactwo. Poza tym unikam parafiny i niektórych konserwantów, więc ZANIM kupię kosmetyk sprawdzam czy je zawierają. Naturalne składniki oczywiście, że uczulają, ale te chemiczne również to potrafią :) Każda z nas jest inna i co prawda, to prawda - ostatecznie musimy zaryzykować i przetestować kosmetyk na sobie, by wiedzieć czy się sprawdzi. Natomiast świadomość polega moim zdaniem na tym, by na podstawie składów wyciągać wnioski. Krem się nie sprawdził? Wyrzucisz go do kosza albo oddasz, ale warto wiedzieć DLACZEGO się nie sprawdził, co zawierał nam szkodzącego lub czego mogło mu zabraknąć? Tak doszłam do tego, że parafina i jej pochodne są dla mnie nieodpowiednie, wcześniej nie miałam o tym zielonego pojęcia i kupowałam kolejne kremy... z parafiną. Po co zaraz wydawać kolejne pieniądze na podobnie niedziałający krem? To moje zdanie, składy czytam, lubię i zachęcam, ale najpierw trzeba trochę poczytać, poszukać o składnikach :)
    Bardzo ciekawy post! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam stworzyć posta właśnie o tym, jak znaleźć "niebezpieczny składnik" w kosmetykach, które nam szkodzą, ale... Zrobiłam analizę kosmetyków, które mi nie pasowały i wychodzi na to, że to glikol propylenowy mi szkodzi. ALE mam też kosmetyki, które go zawierają i sprawdzają się świetnie, więc wniosek: szkodzi mi pewne stężenie glikolu lub glikol w innym otoczeniu chemicznym. Czyli znów bez sensu mi poszukiwać go w składach i unikać. Także wszystko to jest błędnym kołem, które prowadzi do tego, że jeśli nie jest się chemikiem z prawdziwego zdarzenia, nie ma co "grzebać" w składach. :) Ale masz rację, że jeśli się pali czerwona lampka, że któryś składnik może być tym niebezpiecznym dla naszej skóry, można go prostu unikać i nie wydawać bez sensu pieniędzy. :)

      Co do naciągactwa się zgodzę - jeśli coś jest na samym końcu składu, na 95% jest w niskim stężeniu. Co innego, gdy mamy skład typu: "Woda, alkohol, zapach, olej". W tak krótkim składzie mogą to być proporcje: "27,26,24,23". Poza tym w takim składzie nie ma nic charakterystycznego, co mogłoby nadać nazwę serii, poza właśnie olejem i to on staje się motywem przewodnim. Oczywiście przypadek czysto hipotetyczny i raczej nierealny, ale warto mieć to na uwadze. :) I jeszcze to, że każdy oczekuje jak największego stężenia danego składnika aktywnego, a czasem właśnie za duże stężenie może szkodzić i lepiej wybrać coś, co ma 5% olejku, a nie 60%. :)

      Dziękuję za poświęcenie czasu na rzeczową wypowiedź, uwielbiam takie komentarze. :) Pozdrawiam :*

      Usuń
  31. Ja lubię czytać składy bo wiem co mnie uczula i właśnie nie natura :) Mi służy :) Jakoś wolę się miziać kosmetykami naturalnymi niż czymś z 'czegoś' :)

    OdpowiedzUsuń
  32. a i apropo stężeń niektórych składników to mają one maxymalną dopuszczaność w kosmetykach więc nie może być więcej niż ileś, więc znajomość tego też pozwala ocenić lepiej skład :)

    Ale zgadam się bardzo z postem, że trzeba mieć dużą albo sporą wiedzę żeby odpowiednio ocenić skład :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Mądry post, wódki Ci dać ;) Czasami czytam ze względu na wrażliwość swojej cery, ale zbytnio nie analizuję ;)

    OdpowiedzUsuń

Instagram

Latest Instagrams

© Beat the boredom