- Ania i Wiktoria testują z Beat The Boredom - czyścik Dark Angels Lush -

środa, 22 czerwca 2016

Cześć Bąbelki! Przyszedł czas na zakończenie pierwszej części akcji "Testuj z Beat The Boredom", w której wraz z dwiema moim czytelniczkami testowałyśmy czyścik Dark Angels marki Lush. Zebrałam nasze opinie w jeden, dość obszerny, ale wydaje mi się, że wyczerpujący post. Dlatego z wielką przyjemnością zapraszam do przeczytania i przejrzenia naszego wspólnego dzieła. Dziewczyny spisały się na medal! <3


Moja opinia

1. Opakowanie
Klasyczne, charakterystyczne dla Lush'a. Chciałabym tylko dodać, że one strasznie zachodzą kamieniem, jeśli stoją gdzieś na wierzchu i nie można pozbyć się tego z opakowania.


2. Konsystencja i zapach
Czyścik ma postać czarnej pasty. Jest bardzo gęsty i zbity, ale jednocześnie miękki jak plastelina. Dość mocno (choć są czyściki Lush, które robią to mocniej) sypie się w dłoniach, więc lepiej od razu zmieszać go z odrobiną wody, rozetrzeć w rękach i dopiero nałożyć na zwilżoną twarz. W paście zanurzone są bardzo ostre drobinki czarnego cukru w ogromnej ilości, co czyni ten produkt silnym peelingiem. Jeśli chcecie użyć go bardziej jako czyścika niż peelingu, żeby nie tak mocno zdzierał, polecam użyć dużej ilości i wgniatać w skórę bez pocierania.


Głównym minusem tego czyścika jest fakt, że OKROPNIE brudzi. Pozostawia czarną twarz, szyję, uszy, płytki, prysznic - dosłownie wszystko! Najlepiej używać go wieczorem, bo już miałam nie raz taką sytuację, że po umyciu nim twarzy rano chodziłam pół dnia z czarną/szarą szyją albo czołem jak górnik. :D W związku z tym polecam zmyć go później żelem. Produkt jest bardzo wydajny, przy codziennym używaniu wystarczy maksymalnie na ok. 2 miesiące. Oczywiście jest to bardziej peeling niż czyścik, więc radzę go codziennie nie używać. Sam producent poleca 1-2 razy w tygodniu i ja tak też robię.

Zapach na początku przyprawiał mnie o mdłości. Jest bardzo intensywny - nie miałam chyba nigdy niczego o tak mocnym zapachu. A czym on pachnie? W zasadzie nie mam pojęcia, to jakiś zapach orientalny, ziołowy, drzewno-roślinny. Niby pachnie perfumami (drzewo sandałowe?), ale jednak czuję tu wilgotną ziemię. Zapach tylko dla koneserów, bo potrafi nieźle zatkać płuca swoją mocą.



3. Skład

(Kliknij na zdjęcie, aby je powiększyć i zobaczyć skład)

Połączenie błota marokańskiego Rhassoul z czarnym węglem to petarda oczyszczająca i doskonałe źródło mikroelementów dla naszej skóry. Samo błoto Rhassoul oczyszcza tak dobrze jak mydło, więc zastępuje wszelkie detergenty. Poza tym jest bardzo łagodne i odpowiednie nawet dla suchej i wrażliwej skóry. Czyścik ma więc nie tylko oczyszczać, ale też odżywiać, poprawiać koloryt i działać przeciwzmarszczkowo. Dodatek olejku z drzewa różanego koi zmysły, ale i atopową skórę, hamując przy okazji rozwój bakterii, wirusów i grzybów. Podobne właściwości zapewnia olejek z drzewa sandałowego, który dodatkowo eliminuje swędzenie łuszczącej się skóry. Nad nawilżeniem i natłuszczeniem czuwa tu olej z awokado. Produkt nie zawiera SLS, SLES ani parabenów, które możecie znaleźć w niektórych produktach marki.


4. Cena i dostępność

9,90 Euro / 100 g w sklepach Lush niedostępnych niestety w Polsce. Można jednak zamawiać kosmetyk na ich stronie online, ale ze względu na wysokie koszty przesyłki proponuję Wam robić zbiorowe zamówienia. Dodam jeszcze, że daty ważności tych produktów wcale nie są takie krótkie, jak się o nich mówi, więc nie martwcie się o to! Np. kremy i peelingi do ust mają ważność ponad rok, czyli więcej niż niektóre drogeryjne kremy. Jeśli macie pytanie o długość przydatności jakiegoś kosmetyku Lush, który chcecie zamówić, piszcie śmiało, chętnie pomogę. :)


5. Działanie
Szczerze mówiąc poziom oczyszczenia, jaki daje ten czyścik, oceniłabym na 4+. Trochę usuwa wągry, na pewno doskonale złuszcza martwy naskórek, ale jednak chciałabym czegoś więcej. Intensywność oczyszczania zwiększycie, jeśli - tak jak pisałam wcześniej - po zmyciu tego "Anioła" umyjecie twarz jakimś żelem. Wtedy moja ocena wzrasta do 5. :)


Produkt faktycznie działa też antybakteryjnie. Jeśli zauważam jakiegoś nieprzyjaciela na twarzy, od razu sięgam po ten czyścik. Pozwala mi zablokować powstawanie pryszcza, uspakaja cerę (jeśli nie za mocno trę w przeciwnym wypadku jest odwrotnie) i trochę reguluje przy okazji wydzielanie sebum.

Trzeba mieć też świadomość, że to nie jest produkt z kategorii wysuszających glinek. To jest produkt, który wysysa z porów zanieczyszczenia, jednocześnie pozostawiając na skórze oleistą warstwę, która jest lekko wyczuwalna po umyciu. Ja jestem już przyzwyczajona do tego, jaki efekt dają czyściki Lush, ale dla osoby "początkującej" może to być zaskoczeniem. Tak czy inaczej ten dodatek olejków sprawia, że produkt nadaje się dla każdego rodzaju skóry, nie tylko tłustej, ale także suchej, bo doskonale natłuszcza, co przy regularnym stosowaniu zwiększa poziom nawilżenia skóry. No, uważałabym tylko przy skórze wrażliwej ze względu na ostre drobinki, ale ja mam własnie taki typ skóry - do tego alergiczny - i wszystko jest w porządku.

Generalnie czyścik pozostawia skórę gładziutką, mięciutką i dobrze oczyszczoną. Ogranicza rozwój pryszczy i wydzielanie sebum. Ze względu na męczący zapach raczej jednak do niego póki co nie wrócę.




Wiktoria:
Po tym jak dostałam malutkie, czarne pudełeczko od razu wzięłam się za przetestowanie tego cuda. Po otworzeniu wieczka, w pudełku ukazała mi się czarna, zbita masa pachnąca nieco mokrą ziemią. Biorąc ją na rękę bardzo się kruszyła, a więc logicznie pomyślałam, że nie można jej samej nałożyć na skórę, postanowiłam skorzystać z pomocy wujka Google i sprawdzić jak stosować ten czyścik. Okazało się, że czyścik ma wiele aplikacji. Niektórzy mówili, żeby zwilżyć skórę i wcierać mocno czyścik w twarz, inni że trzeba go rozcieńczyć z wodą, tworząc konsystencje błota i dopiero wtedy wetrzeć w twarz. Skorzystałam z tego pierwszego rozwiązania i teraz powiem Wam szczerze, że był to błąd. Zrobiłam, jak w instrukcji: umyłam, zwilżyłam twarz, oderwałam kawałek masy i  zaczęłam ją nakładać na skórę. Niestety malutkie kawałeczki odpadały i zabrudziły mi całą umywalkę. I właśnie tutaj chciałabym poinformować, że produkt bardzo brudzi łazienkę, a więc radzę go używać pod prysznicem lub w wannie. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Po uporaniu się z małym problemem i zmyciu skóry z maseczki doświadczyłam "cudu". Kiedy dotknęłam swojej twarzy, poczułam niesamowitą gładkość i miękkość. Jakbym dotykała pupy niemowlęcia. Peeling usuwała martwy naskórek, szorstką skórę i tłuste (jak w moim przypadku) kawałki cery. Jest dodatkowo nawilżający i odżywczy, dzięki swoim naturalnym składnikom, a skóra po nim nabiera kolorków. Naprawdę polecam go Paniom z każdym rodzajem cery. Perfekcyjnie sprawdzi się dla tych, co tak samo jak ja, mają problem z tłustą cerą i zaskórnikami. Wspaniały i cudotwórczy ten anioł, nieważne, że czarny. Dziękuję, za możliwość przetestowania autorce bloga Beat The Boredom <3 




Ania:
Ania prowadzi bloga: http://malinowyskarbiec.blogspot.pl, na którego serdecznie Was zapraszam. :*



Składniki: Rhassoul Mud, Cold Pressed Organic Avocado Oil (Persea gratissima), Glycerine, Powdered Charcoal, Black Sugar (sucrose), Sodium Lauroyl Sarcosinate, Fragrance, Sandalwood Oil (Santalum austro-caledonicum vieill and Fusanus spicatus), Rosewood oil (Aniba rosaeodora), *Linalool, *Farnesol. *Occurs naturally in essential oils


Sposób użycia: Weź małą ilości na rękę i wymieszaj z wodą do utworzenia się pasty. Delikatnie masować skórę i spłukać letnią wodą.


Czyścik ma taką czarną, zbitą konsystencję. W dotyku przypomina wilgotną ziemię albo modelinę. Ma mocny zapach. Taki trochę ziołowy. Nawet nie wiem do czego go porównać, bo nigdy nic takiego nie wąchałam. Na rękę należy wziąć trochę czyściku, wymieszać go z wodą i nałożyć na twarz. Wtedy można siebie nazywać batmanem, bo cała twarz jest czarna. Bardzo fajnie to wygląda, ale gorzej ze zmywaniem tego. Cała łazienka jest upaprana. Trzeba pamiętać żeby mieć związane włosy, bo inaczej i na nich trochę wyląduje (niestety to sprawdziłam). Strasznie brudzi paznokcie, a raczej bardzo pod nie wchodzi.
Podobno ten czyścik jest nie tylko do twarzy, ale także do ciała (tak jest napisane na opakowaniu "Face & Body Cleanser"). Ja jednak wolałam go stosować tylko na twarz. Nie wyobrażam sobie tego jak musiałaby wyglądać moja wanna jakbym cała się tym wysmarowała.
Po czyściku skóra twarzy jest przede wszystkim o wiele milsza w dotyku. Taka gładka i miękka. Większość kremów nie zapewnia takiego działania nawet. Skóra wydaje się być taka odżywiona. Czyścik wyrównuje koloryt skóry. Ja mam zawsze problem z różnymi zaróżowieniami w niektórych miejscach. Po użyciu czyścika jest o wiele lepiej. Zapach pozostaje na skórze, ale dość szybko z niej znika. Dobrze oczyszcza pory (mimo, że sam jest czarny dobrze radzi sobie z czarnymi kropeczkami).


Szczerze mówiąc byłam dość przerażona kolorem czyścika. W końcu to czarny peeling. Jednak na co dzień nie spotykamy się z takimi produktami. Jednak zostałam mile zaskoczona i jestem zadowolona z tego produktu. Mimo, że jest on przeznaczony do tłustej cery, to przy mojej mieszanej zmierzającej ku suchej dobrze się sprawdził. Polecam użyć po nim jakiegoś żelu nawilżającego.
Moja ocena: 9/10


To pierwszy produkt Lush jaki miałam okazję używać. Myślę, że na tym się nie skończy.



Podsumowując...
Produkt spodobał się każdej z nas, ale problematyczne okazało się brudzenie czyścika. "Dark Angels" dobrze oczyszcza twarz, bardzo ją wygładza i zmiękcza, a także uspakaja skórę, poprawia jej koloryt i nawilża. 

Bardzo dziękuję Ani i Wiktorii za przyjemną współpracę i wyczerpujące opinie. :* Jeśli i Ty chciałbyś/abyś przetestować coś razem ze mną, śledź mojego bloga na bieżąco - niebawem kolejna okazja! :)

19 komentarzy

  1. Oj wyobrażam sobie jak musi budzić :/

    OdpowiedzUsuń
  2. jeszcez nigdy nic nie miałam z Lush'a musze coś zkaupić ;)

    chociaż nie lubie takich brudzących się kosmetyków ;<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak do tej pory to jedyny taki produkt tej marki, ale mają jeszcze jakieś czarne mydło z węglem, więc podejrzewam, że ono też nieźle brudzi. :D

      Usuń
  3. no dziewczyny to zachęcacie bardzo, czarny mi nie straszny, byłam cała niebieska na twarzy :D mam nadzieje że otworzą w Polsce internetowy sklep lusha w końcu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od czego byłaś niebieska?! :D

      Usuń
    2. byłam smerfetką i pomalowałam się cieniami na całej twarzy , rękach i ogólnie :D ale to jeszcze nic bo z pochodu jwenaliowego wróciłam po 2 ,o 5 jechałam do domu a godzinę szorowałam się z niebieskiego :D

      Usuń
  4. Nie lubię takich syfiarzy w łazience i na szczęście na tego nie muszę się napalać, bo nie dla mnie peelingi mechaniczne :). Ale pamiętam, że był kiedyś spory szał na ten czyścik na blogach i rozważałam zakup. Fajny pomysł ze wspólnym testowaniem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie ich czyściki mają niestety takie ostre drobinki i strasznie mnie to denerwuje, bo chciałabym coś do codziennego stosowania. :(

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy to jest tego warte, dlatego póki co go nie kupię. :D A jak on mocno pachnie, omg!

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. To mój niepierwszy czyścik tej marki i wszystkie działają bardzo podobnie. Największą robotę odwalają tu olejki, które rozpuszczają sebum. :)

      Usuń
  7. Nie miałam jeszcze nic tej marki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mają wspaniały asortyment - można tam siedzieć i szukać czegoś dla siebie godzinami... :)

      Usuń
  8. Ten kolor jest rzeczywiscie przerażający :D Jednak liczy się działanie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dla mnie był, dopóki nie zobaczyłam siebie w lustrze... :D

      Usuń

Instagram

Latest Instagrams

© Beat the boredom