- O co chodzi z tą naturą? Kosmetyczne zakupy z ostatnich miesięcy -

piątek, 9 września 2016

Hejka Misie! Dlaczego czytasz tego posta, co najbardziej przykuło Twoją uwagę na głównym zdjęciu u góry? Który produkt? :) Mi spośród tych wszystkich kosmetyków, które kupiłam lub dostałam w ostatnim czasie, serce skradły: olejek do ciała Rituals, kokosowa mgiełka do włosów Organix, matowe pomadki Bell i kolejne opakowanie myjącej odżywki Bielendy. Jest tego więcej, więc jeśli masz ochotę na to "więcej", zapraszam Cię serdecznie do przeglądu. Żeby post miał jakąś wartość, dodaję moje pierwsze wrażenia na temat działania tych kosmetyków. :)




Zestaw kosmetyków do brwi Benefit recenzowałam już tutaj. Po dłuższym czasie używania stwierdzam, że uwielbiam ten zestaw i na pewno nie wrócę już do kredek Catrice. Ewentualnie spróbuję różowego zestawu, gdzie zamiast pomady jest kredka Goof Proof - kupiłam taki mamie, więc na pewno dam Wam znać, czy kredka jest warta zakupu. :) Jeśli chcecie mieć brwi jak dziewczyny z YouTube'a, musicie użyć pomady - to cała tajemnica. :D Mi co prawda nauka rysowania idealnych brwi trochę zajęła, ale pamiętajcie, że to właśnie kształt i intensywność brwi zmienia wygląd całej twarzy i może mieć wpływ na to, jak oceniają i postrzegają Was ludzie.

Kupiłam kolejne opakowanie myjącej odżywki Bielendy z keratynowej serii. Nie zmieniam zdania na jej temat, moje włosy nadal ją uwielbiają.

W miedzianym koszyczku jest jeszcze krem łagodzący podrażnienia dla osób z trądzikiem różowatym z Ziai. Wiązałam z nim wielkie nadzieje, bo mam ogromny problem z czymś, co wygląda mi właśnie na początek trądziku różowatego, ale niestety ten krem mi nie pasuje. Faktycznie niesamowicie łagodzi zaczerwienienia, niczym korektor, ale nie leczy trądziku i grudek oraz nie ogranicza przetłuszczania skóry.

Wróciłam też w te ostatnie letnie dni do wspaniałego różowego żelu pod prysznic Feel Galmorous Palmolive. W Holandii znalazłam wersję bez drobinek, co bardzo mi odpowiada. Zapach jest tak intensywny, że przez ok. dwie godziny po umyciu czuję go bardziej niż perfumy Chanel. Kojarzy mi się z truskawkowymi perfumami dla dziewczynek. :)



Gdzieś tam w rogu zdjęcia nieśmiało daje nam znać o sobie olejek do ciała (a właściwie do masażu) Rituals, o którym już wiecie, że był moim hitem tygodnia. To zdecydowanie najlepszy olejek, jakiego używałam. Przepięknie pachnie i bardzo długotrwale nawilża. Podczas choroby przez 3 dni nie olejowałam ciała i nie miałam ani jednej suchej skórki. Coś wspaniałego. Gratis dostałam dla męża próbkę kremu do golenia z linii Samurai, ale mój wybranek jest bardzo wybredny co do produktów do golenia i nie poleca tego kosmetyku. ;D Kosmetyki Rituals możecie kupić w polskim sklepie online Hani.


Z hitów tygodnia kojarzycie też pewnie kokosową mgiełkę do włosów Organix. Wciąż z dnia na dzień poprawia kondycję moich włosów. Są bardzo miękkie, nie przetłuszczają się dzięki niej tak szybko i ładnie błyszczą.


Szampony L'Oreal z serii Magiczna Moc Olejków natomiast co chwilę zasilają nasze (moje i męża, bo i on je uwielbia) kosmetyczne zapasy. Są baaardzo odżywcze. Wersja z fioletową zakrętką i olejkiem z amli niestety bardzo obciąża włosy - nie przyspiesza znacząco przetłuszczania, ale włosy są lepkie w dotyku, aż po kilku myciach stają się pozlepiane jak po olejowaniu. Jednak jednorazowo na jakieś wyjście sprawia, że całkowicie znika puch. Nigdy jeszcze za pomocą ŻADNEGO produktu nie uzyskałam takiego efektu. Wersja z czerwonymi napisami jest dużo lżejsza, ale nadal pięknie odżywia i wygładza.

Matowe pomadki Bell z serii Moroccan Dream, która była chyba niestety limitowana, to kolejny zakup w ciągu ostatnich miesięcy. Mojej mamie udało się dla mnie upolować po ciężkich walkach trzy kolory: 01, 02 i 05. Wszystkie są oryginalne i piękne, a sama formuła pomadki bardziej przypadła mi do gustu niż np. matowe pomadki NYX czy Bourjois.

Po wykończeniu naturalnego dezodorantu Schmidt's w słoiczku przyszła pora na coś bardziej praktycznego - ten sam kosmetyk, ale w sztyfcie. Okazał się niestety bardzo drapiącym paskudztwem, które nieestetycznie roluje się pod pachami. Po jego wykończeniu sięgnę po naturalne kostki dezodoryzujące z Lush'a, bo moje pachy potrzebują chwili oddechu...


Jeśli chodzi o Lush'a, śledzący moje Instansapy wiedzą, że odwiedziłam ten sklep w sierpniu i wyszłam z pełnym arsenałem kosmetyków do pielęgnacji twarzy. Kupiłam: mydło w kostce Coalface, czyścik Herbalism, serum do twarzy w kostce Full Of Grace, serum na pryszcze Grease Lightning, a za 5 zużytych opakowań dostałam gratis świeżą maskę Cupcake. Stwierdziłam, że może naturalne kosmetyki pomogą mi pozbyć się problemów z podrażnieniem i pryszczami. Oj, jak ja się myliłam... Co prawda zestawu używam dopiero od 10 dni, ale widzę ogromne pogorszenie stanu cery. Pocieszałam się, że to oczyszczanie się skóry, bo używam detoksykującego mydła, ale zmiany, które się pojawiają, wcale się nie goją, a to oznacza, że coś z tych produktów mi szkodzi. TYLKO CO?! Pamiętajcie, nigdy nie róbcie takiej głupoty i nie zmieniajcie na raz wszystkich kosmetyków. :) Niestety wciąż przekonuję się, że nie dla mnie są kosmetyki prosto z natury. Nie wiem, dlaczego moja skóra ich nie toleruje, ale miałam już kilka podejść, niektóre wielotygodniowe i każde kończy się tak samo... Jak u Was wygląda sprawa z naturalną pielęgnacją? :*



W haulu znalazły się też dwa produkty jednej z moich ulubionych marek makijażowych - Wibo. Pierwszy produkt to primer/baza do ust. Niestety testowałam go już z kilkoma pomadkami i za każdym razem zamiast wydłużyć trwałość produktu, skraca ją... Nieznacznie, ale jednak. Poza tym po jego użyciu pomadki odbijają się mocniej na szklankach i butelkach. Pewnie wszystko za sprawą wazelinowatej, gęstej, ciężkiej i śliskiej konsystencji. Jedyna zaleta to fakt, że całkowicie eliminuje dyskomfort i przesuszenie, jakie dają matowe pomadki, nie wpływając jednocześnie na mat.

W prezencie urodzinowym od przyjaciółki dostałam paletkę cieni Neutral z Wibo. Niestety od tamtej pory użyłam jej tylko... raz. Wszystko z powodu problemów z cerą - nie lubię malować oczu cieniami, jeśli reszta twarzy nie jest bez skazy. Po co malować obraz na zabrudzonym płótnie? ;) Póki co paletka czeka na lepsze czasy, ale po pierwszym użyciu stwierdzam, że pigmentacja cieni jest średnia i potrzebna mi będzie porządna baza.










I to by było na tyle. :) Swoją drogą, wiecie, że wyrażenie "i to by było na tyle" jest bardzo niepoprawne gramatycznie? Zostało wymyślone w latach 70. przez Jana Stanisławskiego, na potrzeby satyrycznego programu telewizyjnego (a właściwie etiud) pt. "Zezem". Ot, taka ciekawostka. :D Jeśli nie znacie żadnego z produktów, które opisałam, może znacie chociaż jakąś ciekawostkę gramatyczną? :D Uczmy się wspólnie poprawności językowej. :D :*

52 komentarze

  1. Przy paletce Wibo ciemne cienie napigmentowane są nawet ok, natomiast jasne to dla mnie pomyłka. Bardzo szybko znikają z oka a w trakcie blendowania zlewają się w jeden kolor

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie próbowałam tych jaśniejszych i były słabe. :( Ale coś więcej powiem, kiedy potestuję je za kilka tygodni. :)

      Usuń
  2. Kosmetyki Lush ;)Zazdroszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać nie ma czego. :( Bardzo możliwe, że będę chciała oddać co najmniej jeden z tych produktów, więc jeśli jesteś zainteresowana, śledź bloga na bieżąco. :)

      Usuń
  3. Absolutnie rozumiem podejście po co się malować na pobrudzonym płótnie! U mnie naturalna pielęgnacja się sprawdza, ale nie jest tak, że nie tknę kosmetyku z drogerii czy perfumerii;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A moja uparta buzia tylko chemii się domaga! :) Teraz będę próbować kosmetyków z apteki, bo tego jeszcze się nie chwytałam w zasadzie. Chciałabym już uspokoić się z testowaniem produktów do twarzy, ale nie mogę znaleźć nic dobrego, bo moja cera wariuje!

      Usuń
    2. Moim zdaniem powinnaś spróbować kosmetyków Pharmaceris; dla mojej cery suchej ze skłonnościami do zapychania się działają cuda!

      Usuń
    3. Czytasz w moich myślach, bo właśnie idzie do mnie z Polski pianka tej firmy do cery wrażliwej. :) A kremy kupię z La Roche Posay, bo mają podobne składy do Pharmaceris, ale są wzbogacone o dobre bakterie. :)

      Usuń
  4. Lushowe balsamy uwielbiam :-) podobnie jak serie kokosowa do wlosow z organix (y)

    Zapraszam do siebie na mały konkurs ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A które balsamy, które? :D Ja miałam od nich kiedyś tylko szampon kakaowy i był średni, ale muszę spróbować właśnie kokosa, bo jestem w szoku - moje włosy nigdy nie lubiły tego olejku. :)

      Dziękuję za zaproszenie, zaraz zajrzę. :) :*

      Usuń
  5. Nie zaczyna się zdania od "mi", tylko od dłuższej formy tego zaimka dzierżawczego: "mnie". Ponadto nie pisze się "u góry", tylko "na górze". Takie mi się nasunęły na myśl ciekawostki gramatyczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Dziękuję za czujność. :)

      Otóż świadomie używam formy nieakcentowanej "mi", choć teoretycznie jest ona tutaj niepoprawna. Używam jej w mowie potocznej i właśnie takich nieformalnych wpisach. Pozwalam sobie na to, bo forma "mnie" jest aktualnie wypierana przez "mi" - odchodzą od niej nawet osoby, które doskonale znają poprawność językową. Może to niechlujne i przeczy mojej woli zapanowania nad poprawnością, ale to po prostu jest EWOLUCJA. ;D

      Co do drugiej zasady z tego co wiem, dozwolone jest stosowanie obu form. W niektórych dialektach mówi się nawet "do góry". To by dopiero było zamieszanie! :D

      Nie jestem też za nadmierną dbałością o właściwe stosowanie polszczyzny, żeby nie było, że mam tu jakąś obsesję. :) Wzmianka o gramatyce była raczej żartobliwa. :D

      Usuń
  6. Sporo rzeczy Ci przybyło. Ciekawostka fajna, choć oczywiście nie ma co się czepiać szczegółów :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kokosowa mgiełka do włosów mnie zaciekawiła :) Zazdroszczę produktów Lush chociaż szkoda że tak Cię wysypało :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to po wszystkim ostatnio wysypuje. :/ Także Lush'a będę miała tylko od czasu do czasu... :(

      Usuń
  8. Ile wspaniałości.:D
    Podkradłabym wszystkie.:D
    Nominowałam Cię do Liebster Blog Award. Więcej szczegółów u mnie na blogu. Zapraszam do udziału :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no to bądź gotowa, bo prawdopodobnie oddam coś z Lush'a. Używane, ale z Lush'a, więc może ktoś się skusi. :D

      Usuń
    2. Aha, no i oczywiście dziękuję za nominację, na pewno wezmę udział. :) :*

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Mieszkam w Amsterdamie, więc stacjonarnie, ale można czasem dopaść coś na Allegro lub kupić na np. angielskiej lub niemieckiej stronie Lush'a, tylko przesyłka jest wtedy droga. Ale jak się kupuje w kilka osób, cena przesyłki rozkłada się i wtedy się opłaca. :)

      Usuń
  10. Mam ten szampon z L'Oreal i jest fajny :) Choć boję się, żeby nie obciążał mi włosów, to jeszcze nigdy tak się nie stało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę. :) Jeśli do tej pory tego nie zrobił, na pewno nie obciąży. :)

      Usuń
  11. Hmm, a może trafiasz na złe naturalne produkty? mi też nie wszystko z Lusha podchodziło:) Jestem zdania, że w pielęgnacji twarzy powinno się stosować to co się u nas sprawdza, a do ciała obowiązkowo produktów z lepszym składem ponieważ nakładamy je na większą powierzchnię i oczywiście skóra na ciele jest mnie problematyczna;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypróbowałam na przestrzeni lat mnóstwo naturalnych kosmetyków i zawsze kończy się identycznie, poważnie. Zawsze pogarsza się struktura skóry, robi się taka chropowata, pojawiają się czerwone, bolące gule i często podrażnienie. Jedynym kremem, który mi pasował i wręcz był moim hitem, był krem z Lush'a Cosmetic Lad, ale on niestety nie eliminował pryszczy, wągrów i grudek na tyle, na ile bym chciała, więc szukałam dalej... :(
      Ja do ciała jednak używam produktów, które pięknie pachną, nie patrzę na składy. Wolę zapach perfum od braku parafiny. :D

      Usuń
  12. Olejek Rituals mnie zainwestował:) mam zestaw kosmetyków tej marki, ale jeszcze nie używałam :)
    A z naturalnymi kosmetykami u mnie ruletka. Raz zachwyt, raz porażka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to, nawet nie spróbowałaś?! Ja bym nie wytrzymała. :D
      U mnie do tej pory przez CAŁE ŻYCIE sprawdził się jeden, jedyny krem z Lush'a. :D I jest nawilżającą petardą, tylko chciałam czegoś bardziej na pryszcze, a tu klops. ;(

      Usuń
  13. U mnie naturalna pielęgnacja się nie sprawdza wcale. Po pierwsze większość z tych naturalnych kosmetyków capi straszliwie, dla mnie to nie jest przyjemne nakładać na twarz coś, co śmierdzi. A druga sprawa to działanie, a raczej jego kompletny brak lub wręcz pogorszenie stanu cery. Także ja jestem na nie dla natury, wolę sobie nałożyć chemię na buzię, ale wiem, że działa i czuję, że ładnie pachnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu ktoś taki jak ja! :D Wszyscy się zachwycają hydrolatami, olejkami itp., a u mnie po nich tragedia... Skoro masz podobny typ cery, muszę do Ciebie zajrzeć, czego używasz do twarzy, może zgapię. :D
      Całe życie używałam chemii: tak jak mówisz - ładny zapach, dobre działanie. Zawsze byłam zadowolona, a potem mi odbiło, że wszędzie chemia, od tego ludzie dostają raka itd. To ja jednak wolę umrzeć szybciej i szczęśliwie niż męczyć się psychicznie z trądzikiem, ale chwalić się, że to od oleju z pestek malin. :D

      Usuń
  14. mam chęć na kosmetyki z Lush, będąc w Dortmundzie na pewno się na coś skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa, na co się zdecydujesz i jak się u Ciebie sprawdzi. :) Będę śledzić! :)

      Usuń
  15. myślałam, że ta paletka z Wibo jest lepszej jakości :)

    OdpowiedzUsuń
  16. kokosową mgiełkę do włosów Organix widziałąm w Hebe i kusiła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, świetnie, że jest w Polsce dostępna! :) W takim razie bardzo polecam, bo naprawdę doskonale zastępuje ciężkie serum na końce. Daję ją na wilgotne włosy, a potem psikam 1-2 razy na dłoń, rozcieram i wmasowuję w końce, kiedy włosy są suche. Idealnie eliminuje puch, wygładza i nabłyszcza. <3

      Usuń
  17. chciałabym kiedyś wypróbować kosmetyki Lush

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno będzie okazja! :) Na moim blogu będę organizować jeszcze rozdania z tymi kosmetykami, bo widzę, że cieszą się największą popularnością. :) :*

      Usuń
  18. Ciekawa jestem tej maski z Bielendy. Nie wiedziałam nawet, że mają produkty do włosów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toż to odżywka myjąca, a nie maska, Kochanie! :) Ale fakt, że działa jak maska. :D Maski też mają, koniecznie spróbuj. :*

      Usuń
  19. Bardzo fajne nowości i już nie mogę doczekać się recenzji kosmetyków Lush oraz pomadek Bell!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Recenzji osobnych pomadek Bell chyba nie będzie, bo skoro już są niedostępne, bez sensu je opisywać. :( Ale kosmetyki Lush jak najbardziej. :*

      Usuń
  20. Mam pomadkę Bell nr 1, bardzo przypadła mi do gustu :) bardzo komfortowa w noszeniu, ładnie się "zjada".
    Tak późno trafiłam na Twojego bloga, ale już to nadrabiam obserwując :) Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi kolor nie pasuje, wolę piąteczkę, a ubolewam nad tym, że nie mam dwójki. :(

      Lepiej późno niż wcale! :) Bardzo się cieszę, dla mnie każdy obserwator jest cenny. :* Pozdrawiam również. <3

      Usuń
    2. Mi się jeszcze trójeczka spodobała, ale szybko została wykupiona niestety :( szkoda, że wycofali te pomadki.

      Usuń
    3. Haha, ja też mówię o 03, przecież 02 już mam... :D Pomyliło mi się. :)) Szkoda, szkoda. :(

      Usuń
  21. Moją uwagę przykuł Lush, oczywiście! Sama nie wiem czemu czy dlatego, że faktycznie to dobre kosmetyki, czy fakt, że są one dla mnie trudniej osiągalne..W każdym razie najbardziej wypatruję właśnie Lusha - o ile uwielbiam ich czyściki do twarzy oraz maski to na przykład produkty do ciała kompletnie mi nie pasują ( nie jestem w stanie używać czegoś co nie pachnie- często tak jest w przypadku naturalnych produktów właśnie, zdarza się, że barierą jest zapach.. nie walczę z sobą i nie demonizuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci szczerze, że ja mam je na co dzień, a i tak mi się nie nudzą. Jest tam tyle wspaniałych, oryginalnych formuł, kształtów, kolorów i zapachów, a wybór ogromny, więc ciężko się tym nacieszyć. :)
      Oj, do ciała też mają fajne zapachy. Jest ich niewiele, ale są. :) Ale to oczywiście kwestia gustu. :) Mi z kolei ich maseczki w ogóle nie pasują. :( A czyściki tak pół na pół - nie lubię peelingów mechanicznych, więc wolałabym, żeby nie miały drobinek. Bo tak to nie są czyścikami, tylko po prostu peelingami. :( Polecam Ci, Kochana, ich kremy i serum do twarzy. Drogie, ale cudowne. :)

      Usuń
  22. Miałam kokosowy olejek do zabezpieczania końcówek, ale dla mnie to bubel :)

    OdpowiedzUsuń

Instagram

Latest Instagrams

© Beat the boredom