- Masz mało problemów? Poproś Lusha o więcej! -

poniedziałek, 10 października 2016

Czasem wystarczy jeden kosmetyk, żeby zniszczyć wszystkie starania o idealną cerę. Żeby ratować moje czoło pokryte po wakacjach grudkami, sięgnęłam po naturalnie kosmetyki ze sklepu Lush, kiedy mój dotychczasowy wybawca - serum z kwasami Bielendy - się poddał. Przeprowadziłam dokładne badania opinii w Internecie i wybrałam swój zestaw: mydło z węglem Coalface, czyścik Herbalism, serum punktowe Grease Lightning, serum nawilżające w kostce Full of Grace oraz maskę oczyszczającą 2-tygodniową Cupcake. Jaki skutek odniosła naturalna pielęgnacja?



1. OCZYSZCZANIE: Mydło Coalface


Pierwszym etapem pielęgnacji mojej skóry było oczyszczanie jej za pomocą mydła dwa razy dziennie. Mydło Coalface jest na bazie wyciągu z lukrecji oraz olejów kokosowego i rzepakowego. Dodatkowo zawiera sproszkowany czarny węgiel, olejek z drzewa sandałowego, olejek z drzewa różanego i ... SLS. Pachnie bardzo intensywnie, dokładnie tak samo jak czyścik Dark Angels. Czyli bardzo egzotycznie, kadzidlanie. Aż mnie od niego dusiło, ale po czasie się przyzwyczaiłam i zaczął na mnie działać pobudzająco.

Mydło bardzo dokładnie oczyszcza skórę - po umyciu aż skrzypi. Eliminuje świetnie nawet wągry, co bardzo mnie ucieszyło. Niestety odbywa się to kosztem nawilżenia skóry, ponieważ Coalface bardzo ją wysusza. Ciężko jest później przywrócić właściwe pH i nawilżenie za pomocą toników czy kremów, dlatego odradzam częste stosowanie tego mydła, szczególnie w przypadku łojotokowego zapalenia skóry. Tak czy inaczej 2-3 razy w tygodniu oczyszczam twarz za pomocą tego mydła oraz szczoteczki sonicznej z Biedronki.

Stosowanie mydła pomaga usunąć grudki na czole i wągry, ale nie sprzyja u mnie eliminowaniu bolących guzów. Nie przyspiesza też gojenia krost.


2. PEELING: czyścik Herbalism


Bardzo żałuję, że nie wybrałam wersji Aqua Marina, bo ten produkt od początku wydawał mi się niezbyt działający antybakteryjnie. Przede wszystkim brzydko pachnie jakoś tak roślinnie i mdło. Ma jednak świetną konsystencję plastycznej, nieco kruchej ciastoliny, w której zatopione są niewielkie peelingujące drobinki. Są one bardzo delikatne (delikatniejsze niż w przypadku Let The Good Times Roll i Angels On Bare Skin), dlatego pasta nadaje się do użytku codziennego. Poza zapachem bardzo przyjemnie mi się jej używa. Spłukuje się całkiem nieźle, pozostawiając bardzo cienką oleistą warstwę, która mi akurat nie przeszkadzała. Nie spełnia ona jednak funkcji nawilżającej, a jedynie natłuszcza.

Sam produkt nie działa jednak antybakteryjnie. Jest chyba najgorszym czyścikiem Lusha, jakiego używałam. Nie robi dla skóry właściwie nic. Dodatkowo wydaje mi się, że zapycha.

W składzie znajdziemy: bardzo drobno zmielone migdały, białą glinkę (której nadmiar właśnie zapycha pory), chlorofil (tak jest w składzie, ale z opisu składnika wynika, że to w zasadzie ekstrakt z lucerny alfalfa bogaty w chlorofil, minerały, witaminy, kwasy AHA), pokrzywa, rozmaryn, ocet ryżowy, olej z otrębów ryżowych, absolut różany, olej z rumianku błękitnego, olejek szałwiowy. Znów świetnie brzmiący skład, ale mojej skóry to nie przekonało.



3. COŚ POD KREM: Serum Grease Lightning 


Teoretycznie jest to produkt przeznaczony do stosowania punktowego. Sprzyja temu szybko zastygająca konsystencja. Jeśli nałożycie zbyt dużo produktu, może utworzyć przezroczystą skorupkę. Jednak ja nakładałam serum na całą twarz w niewielkiej ilości.  Wchłaniało się w kilka sekund, napinało skórę, ale nie nawilżało. Nie zauważyłam mocnego działania antybakteryjnego. Produkt praktycznie w ogóle u mnie nie działał, co bardzo mnie dziwi, bo skład jest naprawdę świetny. Kosmetyk nie przyspieszał gojenia bolących pryszczy ani nie usuwał śladów po nich. Póki co go nie używam, bo boję się, że sok z winogron i oczar wirginijski nie służą mojej skórze.

Produkt zawiera: tymianek, rozmaryn, olejek z drzewa herbacianego, aloes, woda morska, sok z winogron (bogaty w witaminy A, C, B i kwasy AHA), karagen (polisacharyd, który tworzy warstwę ochronną na skórze, ale też nawilża), olejek lawendowy i oczar wirginijski.


4. NAWILŻANIE: serum w kostce Full of Grace


Niesamowity kwiatowo-pudrowy, delikatny zapach i ciekawa forma tego serum to niewątpliwe dwa atuty Full of Grace. Jednak dopiero po aplikacji doceniałam dobro płynące z wnętrza składników zawartych w tym serum: masło murumuru, puder kalaminowy, masło cupuacu, wyciąg z płatków róży, organiczny olej migdałowy, grzyby portobello, olejek z rumianku błękitnego, olej różany, olej z aksamitki. 
Kostka ta została wynaleziona, aby zastąpić silikonowe bazy. Jak dla mnie jest to rewolucyjne rozwiązanie, bo serum daje jeszcze lepszy efekt niż bazy silikonowe. Po nałożeniu jest niewyczuwalne. Nie zostawia oleistej warstwy, nie klei się. Niesamowicie wygładza twarz i przedłuża trwałość makijażu. Skóra staje się cudownie miękka i nawilżona. A jak ono koi! Łagodzi zaczerwienienia a nawet w 100% zapobiega podrażnieniom nosa podczas mocnego kataru. Produkt widocznie (i w szybkim tempie) wygładza zmarszczki - nie tylko u mnie, ale i u mojej mamy! Do tej pory nie miała jeszcze tak dobrze działającego na zmarszczki produktu, co nas bardzo dziwi, bo to w końcu naturalny kosmetyk. Serum nadaje się także do pielęgnacji skóry wokół oczu. Po prostu brak mi słów na opisanie jego cudownych właściwości. To kolejny "krem" z Lusha, który daje efekty, jakich w życiu nie uzyskałam żadnym innym kremem i gwarantuję Wam, że większość z Was nie zna tego poziomu odżywienia skóry. ALE...

... Full of Grace niemiłosiernie zapycha. Tworzą się po nim bolące gule, dlatego nie można go używać regularnie i często. Nawet okolice oczu potrafi zapchać. Co więcej... Wydaje mi się, że niehigieniczna forma w postaci kostki, która leży na drewnianej desce w sklepie i każdy może ją obmacać, jest obrzydliwa. Niby kostka sama w sobie jest antybakteryjna, ale masło murumuru i cupuacu a także olej migdałowy to trzy ulubione oleiste produkty grzyba Malassezia, który najprawdopodobniej zaatakował moją twarz po regularnym stosowaniu tego serum. Nie wiem, czy grzyb przeniósł się z tej kostki na moją twarz, czy miałam go wcześniej, ale na wszelki wypadek odradzam Wam stosowanie tego produktu. 




 5. OD ŚWIĘTA: maseczka Cupcake

To był chyba najgorszy kosmetyk ze wszystkich przeze mnie zakupionych. Śmierdział starą, miętową czekoladą, więc nie miałam przyjemności z używania tej maski. Żeby ona jeszcze oczyszczała, tak jak obiecuje producent, a Cupcake nie robi absolutnie nic. Nawet nie czuję mrowienia czy chłodu, które powinna dawać mięta. Maska może odrobinę nawilża albo raczej natłuszcza, ale poza tym nie widać poprawy w wyglądzie skóry, nie oczyszcza porów, nie zwęża ich ani nie ogranicza wydzielania sebum. Nie eliminuje też suchych skórek. Po prostu wlepiam jej uwagę do dziennika! Niestety nie ma jej na najnowszych zdjęciach, bo mijała jej data ważności, a że u mnie nic dobrego nie robiła, oddałam teściowej.

Co powinno w tej masce czynić cuda? Błoto Rhassoul, ekstrakt z nasion lnu, talk, masło kakaowe fair trade, masło kakaowe (chyba jest tu mowa o kakao w pudrze), świeża mięta, olejek z drzewa sandałowego, wanilia, olejki z różnych rodzajów mięt.




Jak zakończyła się moja przygoda z w 100% naturalną pielęgnacją? 
Dopiero teraz skojarzyłam fakty i uświadomiłam sobie, że moje problemy z nużeńcem (link do mojej historii) zaczęły się w momencie, kiedy pierwszy raz użyłam czyścika z Lusha. Później mi się skończył i objawy zniknęły. Aktualnie mam na twarzy masakrę w postaci trądziku, bolących guzów, ropnych krost, grudek, wągrów, a także czerwonych, swędzących plam i łuszczącej się skóry. I to wszystko dzięki kosmetykom Lusha. Bardzo możliwe, że po prostu źle je dobrałam, ponieważ w Internecie również czytałam opinie, że wystarczyło zmienić jeden z używanych produktów na inny tej marki i wszystko diametralnie się zmieniało. Ja jednak boję się ryzykować i póki co z ich kosmetyków rezygnuję. Nie przekonuje mnie brak zabezpieczeń tych kosmetyków - każdy może wsadzić tam palucha albo nocha i zostawić coś od siebie w produkcie, którym my potem chcemy leczyć twarz... Kuszące? :D


A jak u Was sprawdza się naturalna pielęgnacja? Może macie sprawdzone naturalne kosmetyki, które działają dobrze nawilżająco lub antybakteryjnie? Czy któryś kosmetyk z Lusha skradł Wam do tej pory serce? Dajcie znać w komentarzach! :*

33 komentarze

  1. Kurcze... na początku czytam, brzmi fajnie, a potem mówisz o zapychaniu... niestety, z moją cerą jest całkiem nieźle, ale sama się ostatnio czymś zapchałam - nie wiem czy olejkiem czy to przez powrót do Krk... także teraz wolę nie sięgać po kosmetyki Lush, bo jeszcze i u mnie zrobi się wielka masakra na twarzy. ;(

    Tobie życzę, aby skóra jak najszybciej wróciła do świetności! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety w tych naturalnych kosmetykach jest sporo olejków, które mogą zapychać. :( A brak konserwantów, którego tak pożądamy, może skutkować niestety grzybiczymi zakażeniami... :(

      Dziekuję, Kochana! :*

      Usuń
  2. U mnie się sprawdza, ale nie jest tak, że tylko taką stosuję.
    Ty wszystkich kosmetyków zaczęłaś używać w jednym momencie? Jak sobie teraz radzisz z twarzą? Ja polecam Skinoren, czyste glinki. I rezygnację z kremów na rzecz olejku do twarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wszystkich na raz, co jest jazdą po bandzie, ale próbowałam później eliminować kolejne kosmetyki, żeby sprawdzić, który czym skutkuje i wyciągnęłam takie wnioski, jakie opisałam. :(

      Teraz niestety nie mam jeszcze obranego dobrego kierunku w pielęgnacji, bo ŁZS jest niesamowicie problematyczne. :/ Niestety oleje tylko pogarszają sprawę, jeśli ktoś ma grzybicę. W zasadzie olejowanie jest głównym źródłem tego grzyba i w ten sposób pewnie kiedys się go nabawiłam. Tzn. teoretycznie olej kokosowy np. może pomóc, ale u mnie lecząc grzyba powoduje przy okazji zapychanie porów, także nie znalazłam jeszcze sposobu idealnego. :( Zaraz poczytam o Skinorenie. :*

      Usuń
  3. Wow, masakra :O ja nigdy nie miałam kosmetyków Lash. Nie mam dużych problemów z cerą ale czasem coś się pojawia... Teraz zaczęłam się bać :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdemu pasuje coś innego, może Twoja skóra lubi naturalne kosmetyki. :) U mnie tak łatwo nie jest jak widać... :D

      Usuń
  4. z tej firmy nic nie miałam ale u mnie naturalna pielęgnacja pomogła w walce z cerą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę! :( Też chciałabym stosować naturalną pielęgnację, ale do tej pory jeden jedyny krem z tej kategorii się u mnie sprawdzał.

      Usuń
  5. Niefajnie:/ Ja miałam jeden produkt Lusha i super się sprawdził. Ale różnie bywa u mnie z naturalną pielęgnacją. Raz super, a raz nie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaki produkt miałaś?? :)
      Niestety na stronie Lusha ciężko uporządkować opinie od najgorszych do najlepszych - ale pofatygowałam się o to już po fakcie i okazało się, że wiele osób ma takie same objawy jak ja po tych kosmetykach... Wielka szkoda! :(

      Usuń
  6. Mnie jakoś te produkty Lush tak bardzo nie kusza ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. ale mi smutno! i to poważnie :( cały czas marzyłam żeby wypróbować te cuda, a teraz już sama nie wiem czy chce, moja cera jest kapryśna do granic możliwości wiec pewnie byłoby podobnie ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, Kochana, wiele osób lubi naturalne kosmetyki. Normalnie powiedziałabym, że te kosmetyki po prostu nie pasują mojej skórze, ale one wszystkie tam naprawdę leżą bez konserwantów i zabezpieczeń, wszyscy je macają, dlatego mam tak duże wątpliwości... :(

      Usuń
  8. Przeraziłaś mnie, po takich podbojach kosmetycznych ciężko doprowadzić cerę do funkcjonalności;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie miałam takich problemów ze skórą jak teraz, ale jakoś sobie poradzę - wypróbowałam już pół apteki i zielarskiego. :D

      Usuń
  9. U mnie część naturalnych rzeczy robi ała ;/ ale tak patrzę na te Twoje i zapachowo żaden no może serum w kostce ale za zapychanie podziękuje ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lush generalnie ma sporo brzydkich zapachów, ale to oczywiście kwestia gustu. :D

      Usuń
  10. Dlatego ja do tego co jest w 100% naturalne podchodzę sceptycznie. Jednak lepiej działają na mnie starannie zbilansowane składy - ekstrakty w połączeniu z kwasami itp. Bolące grudki i mnie towarzyszą, szczególnie przed okresem. Działa olejek z drzewa herbacianego i plasterki punktowe na wypryski. A wiesz co? Dzięki Tobie lush właśnie przestał mnie kusić, dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nigdy nie miałam problemów z takimi pryszczami, dlatego panikuję. :D Niestety olejek już wypróbowałam i d... blada. :/ :D U mnie też zawsze chemia się świetnie sprawdzała, nie wiem, co mnie podkusiło, żeby przejść na 100%ową naturalną pielęgnację. :)
      Hehe, cieszę się, ale w zasadzie Lush to baaardzo ciekawy sklep i można tam przepaść. Tylko najlepiej kupować coś, co jest zapakowane, czego nikt inny przed nami nie macał. :) Chociaż mnie po tych przygodach wszystko tam obrzydza. :D

      Usuń
  11. Ojej jaka masakra :( Do tej pory czytałam praktycznie same dobre opnie o Lushu, wielka szkoda że u Ciebie zrobił taką masakrę :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy cieszy się, kiedy wpadną mu w łapki te ciężko dostępne kosmetyki i ciężko jest o nich źle pisać. :D A tak jak już wyżej napisałam - ciężko jest znaleźć na stronie Lusha opinie negatywne, bo są na samym końcu. :D A jest ich naprawdę sporo. :)

      Usuń
  12. Jakoś lush na szczęście nigdy mnie nie kusil ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nigdy nie miałam niestety przyjemności spróbowania kosmetyków Lush :(

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo lubię kosmetyki z węglem, ale naturalne - swoje domowe ;) Obserwuję z przyjemnością ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie nie wszystkie z węglem się sprawdzają, ale np. to mydło z węglem świetnie oczyszcza pory, ale niestety pojawiają się bolące gule. :(

      Usuń
  15. nie nie i nie. Nie kupiłabym ich. Właśnie zmagam się z takimi problemami, jakie powodują te kosmetyki :(

    OdpowiedzUsuń
  16. Marzy mi się wypróbować coś z lush :)

    OdpowiedzUsuń

Instagram

Latest Instagrams

© Beat the boredom