- Kosmeceutyki? Nidiesque - sprawdź, czy jesteś uczulony na nikiel i zapobiegaj przykrym objawom. -

wtorek, 11 lipca 2017

kremy barierowe, kremy nietestowane na zwierzętach, kosmetyki naturalne, polskie kosmetyki, jak chronić skórę przed niklem, alergia na nikiel, nikiel, alergia na podkład, alergia na biżuterię, kosmeceutyki,
Polski start-up badawczo-rozwojowy? Jak mogłabym nie wesprzeć takiej inicjatywy! Tym bardziej z tak innowacyjnym i potrzebnym produktem. Ci z Was, którzy cierpią na alergię na nikiel, wiedzą, o czym mowa. Zdarza się jednak i tak, że nie jesteście świadomi tego rodzaju alergii. Może się ona bowiem objawiać m.in. po nałożeniu podkładu, użyciu lakieru do paznokci albo zastosowaniu jakiegokolwiek kosmetyku, który zawiera nawet śladowe ilości niklu. Jeśli więc zdarza Ci się dostać zaczerwienia lub wysypki po użyciu jakiegoś produktu, koniecznie musisz przeczytać to, co dla Ciebie dzisiaj przygotowałam. Ale także osoby zdrowe, które aktualnie nie widzą u siebie żadnych niepokojących objawów, muszą być czujne, bo alergia ta może pojawić się w ciągu naszego życia w wyniku częstego kontaktu z niklem. Post będzie miał więc charakter edukacyjny, a przy okazji pokażę Wam dwa genialne produkty Nidiesque, które pozwalają z tą alergią żyć normalnie i nie rezygnować z małych, codziennych przyjemności. Serdecznie zapraszam.

Alergia na nikiel

Alergia na nikiel objawia się swędzeniem lub pieczeniem skóry. Zazwyczaj obszar dotknięty alergią jest zaczerwieniony, może pojawić się nawet wysypka, pęcherzyki czy łuszczenie. Gdzie możemy znaleźć winowajcę tych przykrych objawów? W sztućcach, naczyniach, biżuterii, kluczach, oprawkach okularów, narzędziach w pracy, ale też w perfumach, podkładach, cieniach do powiek, tuszach do rzęs i lakierach do paznokci. Co ciekawe, śladowe ilości niklu można też znaleźć w jedzeniu: herbacie, mące pszennej czy orzechach.

Z badań wynika, że na alergię tego typu szczególnie narażone są nastolatki, które często noszą sztuczną biżuterię lub okulary z oprawkami zawierającymi nikiel. W Polsce 1 na 40 sieciówek sprzedaje biżuterię z niklem. W drogeriach z kolei i na stoiskach niesieciowych w aż 40% z nich można dostać alergizujące akcesoria (!). Z podobnie wysokimi liczbami mamy do czynienia na targowiskach. Warto więc zainwestować w lepszej jakości biżuterię lub w... krem Nidiesque. ;)

Źródło informacji: www.kfniccolum.pl

Czy da się wyleczyć alergię na nikiel?

Niestety nie da się pozbyć raz nabytej alergii na nikiel. Można jedynie wyleczyć aktualne objawy za pomocą leków antyhistaminowych lub sterydów, a w przyszłości unikać kontaktu z niklem. Zawsze jednak odradzam Wam stosowanie sterydów w przypadku wysypek - szczególnie te stosowane doustnie niosą za sobą okrutne skutki uboczne. 

Dla jednych alergia na nikiel oznacza jedynie rezygnację z biżuterii czy zegarków, ale niestety są i tacy, dla którzy tego typu alergia może zmienić całe życie. Osoby pracujące w służbie zdrowia czy fryzjerzy (a także wykonawcy wielu innych zawodów) są w szczególności narażeni na alergię na nikiel. Wystąpienie przykrych objawów skutkuje wtedy problemami z pracą. Dlatego dziś skupimy się na tym, jak unikać kontaktu z niklem i ułatwić sobie życie.
różowe złoto dodatki, różowe dodatki, różowe okulary, blogerka urodowa, zegarek różowy,

Jak działa Nidiesque?

Nidiesque to innowacyjne produkty nazwane kosmeceutykami. Kosmeceutyk to coś z pogranicza dermokosmetyku i farmaceutyku. Są to kremy barierowe. Oznacza to, że tworzą warstwę ochronną na powierzchni skóry, co zapobiega przedostawaniu się jonów niklu wgłąb skóry. Dodatkowo kremy posiadają właściwości nawilżające oraz sprawiają, że skóra staje się gładka i jedwabista w dotyku. Dlatego też kremy te można z powodzeniem stosować pod makijaż.

Dostępne są wersje:
- Original - wersja z delikatną substancją zapachową, 98 zł / 30 ml
- Natural - dla skóry bardzo wrażliwej, bez substancji zapachowych, bez parafiny, zawierająca naturalne składniki, 135 zł / 30 ml (aktualna promocja: 94 zł)

Kupicie je na stronie www.nidiesque.com. Tam też dokładnie zobaczycie składy tych produktów, bo producent niczego przed Wami nie ukrywa. Poza tym jestem zachwycona faktem, że produkty nie są testowane na zwierzętach! :)

Jak stosować?

Krem należy stosować jak tradycyjny krem czy balsam, wsmarowując go w oczyszczoną skórę. Już po pierwszym użyciu zaobserwujemy działanie produktu. Efekt ochrony przed jonami niklu utrzymuje się minimum 3 godziny. Jeśli chcemy ponowić aplikację, skórę powinno się najpierw oczyścić, a dopiero potem nałożyć nową warstwę kremu.

Czy to naprawdę działa?

Oba kremy mimo różnych zapachów mają praktycznie identyczne konsystencje. Są gęste i kremowe, odpowiednie na pewno dla skóry suchej, normalnej lub mieszanej. Wersja Natural faktycznie nie posiada zapachu, natomiast Original pachnie kremowo-kwiatowo. Przyjemy, bardzo delikatny zapach. Oba kremy wchłaniają się optymalnie. Leciutko lepka warstwa utrzymuje się na twarzy ok. 15 min. Pozostawiają skórę miękką i porządnie nawilżoną. Nawet jeśli nie macie problemu z alergiami, warto spróbować tych produktów ze względu na właśnie dużą dawkę nawilżenia, jaką zapewniają.
Tak się składa, że moja mama ma silną alergię na nikiel. Specjalnie do testów założyła sztuczną bransoletkę, od której w ciągu kilku godzin dostała swędzących, czerwonych plam. Po zniknięciu plamy zaczęła to miejsce smarować kremem Original i nosić tę samą bransoletkę. Okazało się, że nie ma żadnych objawów alergii. Krem faktycznie zapobiegał pojawianiu się plam i swędzenia. To samo stało się w przypadku kremu Natural. Obawiałam się, że ze względu na bardziej naturalny skład, ten krem sobie nie poradzi, ale nic bardziej mylnego. Oba spisały się świetnie. Efekt ochrony utrzymywał się prawie 5 godzin. Nie jest to może spektakularny efekt, jeśli ktoś chciałby krem nałożyć jako bazę pod podkład, ale do tej pory nie istnieje lepszy sposób na ochronę przed niklem.

Podsumowując...

Polskie kosmetyki coraz bardziej mnie zadziwiają. Nidiesque to kremy warte wypróbowania, jeśli chcecie pozwolić sobie na założenie tańszej biżuterii gorszej jakości, nałożenie kultowego podkładu lub po prostu potrzebujecie komfortu w pracy. Takiego produktu na pewno brakowało na rynku i cieszę się, że mogłam mamie sprawić przyjemność tymi dwoma kremami. Niby tylko kosmetyk, a tak może poprawić komfort życia. Czekam teraz tylko na bazę pod lakiery w tym stylu, bo to na pewno zapobiegłoby wielu alergiom. :)

Co myślicie na temat tych kremów? Jesteście uczuleni na nikiel? Jeśli tak, to jak sobie z tym radzicie?

Buziaki! :*


11 komentarzy

  1. Nie miałam pojęcia, że są u nas dostępne takie kosmetyki! Jestem totalnie zaskoczona, ale faktycznie może być to świetne rozwiązanie dla osób mających problem z uczuleniem. Kiedyś zdarzało mi się zakładać sztuczne kolczyki i strasznie bolały mnie pod koniec dnia uszy, ale teraz już takiej biżuterii nie noszę i nie mam z tym problemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest nowość, ale niebawem będzie o nich coraz głośniej. :) Właśnie po to są te kremy! :) Jeśli chodzi o kolczyki, warto natrzeć dokładnie dziurkę ucha i okolice, ten kołeczek w kolczyku pomalować przezroczystym lakierem do paznokci i kiedy wyschnie, również posmarować kremem Nidiesque. :) Można wtedy nosić je cały dzień. :)

      Usuń
  2. Ja nie mogę nosić sztucznej biżuterii - na pewno odpadają sztuczne pierścionki, natomiast kolczyki w umiarkowanych ilościach mogą być - raz na jakiś czas jak ubiorę to nie cierpię ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tego co wiem uczulenia nie mam, ale pomysł sam w sobie jest świetny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei myślałam, że z tą alergią się rodzimy. Tymczasem nabywamy ją wraz z częstym kontaktem z niklem. Mam więc wielką nadzieję, że mnie to nie spotka. :(

      Usuń
  4. Ja trochę nie na temat - a przynajmniej nie na aktualny temat, ale jesteś moim największym autorytetem w kwestii zdrowia, więc muszę podzielić się z Tobą moją wdzięcznością i... rozterkami :(
    Znalazłam na Twoim blogu dwa wpisy poświęcone nużeńcowi i dowiedziałam się z nich więcej, niż od któregokolwiek z dermatologów - a odwiedziłam ich chyba ze stu. Wyrzuciłam bardzo dużo pieniędzy, większość w błoto, bo najczęściej słyszałam (nawet od lekarzy, którzy mają miliony pozytywnych opinii w sieci!), że 'proszę pani, każdego czasami swędzi skóra i pojawiają się wypryski. Skóra nigdy nie jest idealna'.

    Z czasem łapałam coraz większego 'doła', bo nie to chciałam usłyszeć od specjalisty. Gdyby nie świąd, niedający mi spać w nocy, wypadające rzęsy, brwi i włosy w innych miejscach, to w sumie faktycznie nie miałabym nic przeciwko temu, że 'moja skóra nie jest idealna, bo przecież u nikogo nigdy nie jest'. Nie zależy mi na idealnym wyglądzie, ale na przyzwoitym samopoczuciu i śnie - bardzo :(

    Czułam, że coś jest nie tak. Leki na alergię niestety nie pomagały (bo inni spece często mówili mi, że to podrażnienie, albo świąd wywołany alergią na proszki :( ) Podejrzewałam też u siebie grzybicę, zrobiłam sobie nawet długofalową kurację odgrzybiającą i najróżniejsze badania, ale i to nie wpłynęło na świąd, wypadanie włosów i krostki. Krotek i grudek było coraz więcej, były wszędzie. Na udach, na kolanach, na brzuchu, na ramionach, na szyi, na czole, policzkach... I aż nie mogłam uwierzyć, że kilka lat temu miałam gładką skórę, bez żadnych większych 'niespodzianek'.

    Zbadałam się na chlamydię i inne złowrogie schorzenia, których objawy choć minimalnie pokrywały się z moimi. Niestety, wciąz nie mogłam trafić na trop.
    Byłam wściekła - a rodzina stwierdziła, że jestem hipohondryczką, a ten świąd to pewnie na tle nerwowym. Chciałabym...

    Aż w końcu trafiłam na Twojego bloga, postanowiłam zainwestować w testy.. I jest diagnoza.
    Żałuję, że nie trafiłam do Ciebie wcześniej - ten mały wredny stwór sprawił, że wylałam morze łez i zarwałam miliony nocy.

    Teraz jeszcze jedno zaprząta mi głowę: Moje objawy ujawniły się dawno, dawno temu - spotykałam się wtedy z facetem, który często chorował, miał problemy z odpornością. Kiedy już po rozstaniu kiedyś się z nim widziałam, zwróciłam uwagę na to, że co moment się drapie. A to po plecach, a to po szyi... Wcześniej tego nie dostrzegałam, a wtedy nagle zaświecił się w mojej głowie neonowy napis: Cokolwiek to jest, musiałam go zarazić!

    OdpowiedzUsuń
  5. W momencie tamtego spotkania nie miałam jeszcze pomysłu co może stać za tym uporczywym świądem, więc tym bardziej byłam przerażona tym, że to prawdopodobnie jest zaraźliwe.

    Przez długi czas z nikim się nie spotykałam, odpychałam wszelkich przedstawicieli płci przeciwnej, którzy po kilku kawach chcieli mnie pocałować/przytulić, bo choć bardzo bardzo dbam o higienę, czułam się niekomfortowo, czułam się chora - szczególnie niewiedząc co stoi za świądem, który nie pozwalał mi czasami zmrużyć oka.

    Bałam się, że jeśli kogoś dotknę, ta osoba będzie musiała znosić to samo co ja i tak samo cierpieć - ta świadomość byłaby straszna! :(

    Niestety zaczęłam spotykać się z facetem, z którym początkowo przez długi długi czas łączyła mnie jedynie niewinna przyjaźń - a wczoraj wyznał mi, że boi się, że się zakochał i próbował mnie przytulić i pocałować.

    I byłam zbyt szczęśliwa, żeby zdążyć pomyśleć o nużeńcu i zacząc protestować. Z resztą ta chwila byłaby zbyt piękna, żeby zepsuć ją oświadczeniem pokroju 'nie całujesz się teraz tylko ze mną, ale i z miliardem moich małych przyjaciół, a oni mogą za mocno Cię polubić i postanowić się z Tobą zaprzyjaźnić, więc musisz przestać i nigdy więcej mnie nie dotykać!'

    Choć oczywiście wiem, że powinnam tak zrobić. Od teraz nie mogę odpędzić od siebie myśli: czy on się zarazi? I nie wiem jak wyobrażać sobie zdrowy rozwój naszej znajomości, skoro każde przytulenie będzie ryzykowne?

    Rozważałam nawet to, czy mu nie powiedzieć, ale.. Nie. Nie mogę. Wiem, że powinnam, bo komunikacja to podstawa, ale wiem jak negatywne skojarzenia ta nazwa wywołuje. To jednak pasożyt. Boję się, że przestałby widzieć we mnie zadbaną kobietę i że wiedza o chorobie by go przytłoczyła. Szczególnie w tak początkowej fazie tworzenia jakiejś relacji!

    Nie wiem co zrobić. Z drugiej strony to facet, ktory bardzo dba o zdrowie i wiem, że zmaganie z nużeńcem zwaliłoby go pewnie z nóg. Nie je glutenu, zdrowo się odżywia, regularnie bada. Jeśli coś zacznie go swędzić po kontakcie ze mną - zacznie jeszcze podejrzewać grzybicę, albo coś jeszcze poważniejszego i też się zrazi.

    Nie wiem co zrobić - jednego jestem pewna: bardzo bym chciała mu powiedzieć, ale nie przejdzie mi to przez gardło :( Zaczynam teraz kurację, więc będzie lepiej (mam nadzieję!), ale jak przetrwać te 2-3 najbliższe miesiące leczenia? :(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja odpowiedź znajduje się niżej. :*

      Usuń
  6. Kochana Asiu!
    Dziękuję za te piękne słowa, są jak miód na moje serce. <3 Ale pozwól, że przejdę od razu do odpowiedzi na Twoje zmartwienia, żeby nie trzymać Cię dłużej w niepewności.

    Otóż nie ma się czego bać. Do tej pory nużeniec z Ciebie przeniósł się już pewnie na wiele przedmiotów i ludzi. 80% ludzi na świecie ma na sobie nużeńca. Z tym że nie każdy ma take objawy, jakie masz Ty i jakie miałam ja. Wszystko zależy od indywidualnych predyspozycji, od genów, jakości skóry, pielęgnacji, stanu układu odpornościowego oraz pokarmowego. W ten sposób wielu ludzi przeżywa swoje życie w towarzystwie nużeńca, a nawet o tym nie wie. Czasem mają jakiś epizod ze swędzącą skórą, oczami, wypadającymi włosami albo krostkami, jakoś to zaleczą i nawet nie wiedzą, że to było właśnie TO. :)

    W związku z powyższym: Twój chłopak może być już od dawna zarażony przez kogoś obcego i nosić na sobie nużeńca. Może też zostać zarażony dopiero w przyszłości i to niekoniecznie przez Ciebie. Przykre objawy mogą się u niego pojawić od razu, za za miesiąc, rok albo kilka lat. Mogą też nie pojawić się wcale, bo ma skórę i sebum, której nużeniec "nie lubi". To oznacza, że bez sensu jest się o to martwić. :)

    Powiedz mu o swoim problemie, jak o czymś normalnym. Jak o trądziku bakteryjnym. Przedstaw nużeńca jako współczesny dość nowy problem, z którym wiele ludzi ma problem, a nie radzi sobie, bo lekarze nie są doświadczeni. Opowiedz o tym "robalu" jak o większej bakterii. :) Na wszelki wypadek unikaj w tej rozmowie słów typu "choroba zakaźna", "pasożyt" itd. Porozmawiaj i ciesz się życiem, bo masz je tylko jedno. Prawdziwa miłość wszystko zrozumie. :) Nużeniec to nie jest nieuleczalna choroba ani wstydliwa choroba weneryczna czy śmiertelny HIV. To tylko większa "bakteria". :*

    Życzę Wam dużo szczęścia, zdrowia i miłości! :* Jestem pewna, że trafiłaś na mądrego mężczyznę, który zrozumie Twoje nieszczęście i pomoże Ci wyleczyć w 100% nużeńca, a w przyszłości zrobi wszystko, żeby zapobiegać nawrotom. :) Buziaki! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodam jeszcze, że ja mojego męża nie zaraziłam. :) Nic mu póki co nie jest. Ani jemu, ani nikomu z mojego otoczenia. :*

      Usuń

Instagram

Latest Instagrams

© Beat the boredom