Hity i kity tygodnia – październik
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Ależ dawno nie było „Hitów i kitów tygodnia”! Żeby nie zajmować Wam cennego czasu, piszę tylko: dzień dobry, życzę udanego tygodnia (dotrwania do piątku z uśmiechem na twarzy) i zapraszam oczywiście na szybki przegląd tego, co mnie zachwyciło, a co rozczarowało w czterech niezmiennych kategoriach: ciało, twarz, włosy i kolorówka.

1. CIAŁO

HIT: Lotion w spray’u After Sun, marki ISDIN
O tym lotionie pisałam już w poście o produktach do opalania i po. Po powrocie z wakacji stwierdziłam, że już nie muszę go używać i niestety po kilku dniach na dekolcie zaczęła mi schodzić skóra. Chwyciłam więc po niego ze złudną nadzieją, że mi jeszcze pomoże i zatrzyma proces mojego przepoczwarzenia. I wiecie co? Wierzcie lub nie, ale pomogło! :O Nie wiem, co ma w sobie ten balsam, co go odróżnia od innych z pantenolem, ale działa. Na wierzch wrzucam teraz jeszcze jakiś balsam lub olejek i schodzenie skóry zatrzymane. Miałam zamiast niego dodać jako ulubieńca żel do opalania Australian Gold, ale jednak to ten kosmetyk uratował wygląd mojego dekoltu, za co należy mu się bezsprzecznie tytuł hitu.

KIT: Afrykański olejek marula, Bogactwo Olejków, Kolastyna
Nie wiem, jak dokładnie nazywa się ten olejek, bo jak sami widzicie sporo na opakowaniu jest napisów. Jest on przeznaczony do ciała, włosów i twarzy. Użyłam go do włosów – tłuste jak smalec po dodaniu minimalnej ilości (mniej się już nie dało). Może do olejowania na noc by się ewentualnie nadał, ale próbowałam najpierw wsmarować go w ciało i… Dostałam wysypki. Dawno już mnie nic tak nie uczuliło. Widzicie, że zużycie tego kosmetyku już jakieś jest, ponieważ przejęłam go od mamy, która twierdzi, że ten olejek „może być”. Miałam do niego trzy podejścia i za każdym razem dostaję jakiejś pokrzywki. Chyba po prostu oddam go z powrotem mamie… Zapach ma dość ładny, delikatny, kwiatowy, babciny. Konsystencja dość tłusta jak na nowoczesny olejek, ale nadal dość lekka i wchłaniająca się. Spójrzcie jednak na to opakowanie – jeśli tak wygląda po kilku użyciach, co będzie pod koniec opakowani – czy przetrwa? O tym w kolejnym odcinku. 😉

2. WŁOSY

[Pin on Pinterest]

HIT: Odżywka myjąca z keratyną, seria Artisti Professional, Bielenda
W drodze do mnie jest już kolejne opakowanie. Jest dokładnie tym, czym nazywa ją producent: odżywką do mycia. Nie jest to ani odżywka, ani szampon. Włosy na długości regeneruje już po kilku umyciach, likwidując puch i sztywność moich rozjaśnianych pasm. Przy skórze oczywiście zmniejsza świeżość włosów i przyspiesza przetłuszczanie, ale mam na to sposób. Używam jej tak: nakładam na długości, skalp myję czymś innym, po spłukaniu wszystkiego nakładam ją jak normalną odżywkę i znów spłukuję. Przecudownie pachnie i naprawdę odżywia włosy.

[Pin on Pinterest]

KIT: Szampon z olejkiem arganowym i kameliowym, Loving Blends, Garnier
Bardzo słaby szampon. Dobrze oczyszcza, ale niestety nie zmiękcza ani nie wygładza włosów. Sprawia, że są sztywne i ciężko je rozczesać. Pachnie dość ładnie, kwiatami, ale bardzo delikatnie, a ja wolę intensywne zapachy.

3. TWARZ

[Pin on Pinterest]

HIT: Pianka głęboko oczyszczająca, Clean&Clear
Wydaje mi się, że pochodzi ona z serii „przeciw wągrom”, bo ma takie same opakowanie jak żel-maska, który został wycofany. Używam jej od dawna, z przerwami i zawsze wracam z podkulonym ogonem. To mocno oczyszczająca pianka, która zachowuje maksimum łagodności przy wysokiej skuteczności. Bardzo dokładnie zmywa makijaż i usuwa zanieczyszczenia z porów. Usuwa wągry i pryszcze! Nie podrażnia, wręcz łagodzi podrażnienia. Jest tania, wydajna i ładnie, kremowo pachnie. Najlepszy produkt antybakteryjny do mycia twarzy, jaki kiedykolwiek miałam.

[Pin on Pinterest]

KIT: Czarne mydło Babuszki Agafii
Do włosów i ciała sprawdza się genialnie, ale niestety nie do twarzy. Moja cera po prostu nie lubi naturalnych produktów i reaguje na nie swędzącymi bąblami. Tyle w temacie tego mydła mogę póki co napisać. Na pewno pojawi się osobna jego recenzja.

4. KOLORÓWKA

[Pin on Pinterest]

HIT: Tusz 2000 Calorie Volume&Curl, Max Factor
Próbowałam już wielu tuszy i jednak niezmiennie, przy moich głęboko osadzonych oczach i opadających powiekach, najlepiej spisują się te marki Max Factor. Mają niezawodną trwałość, nie osypują się ani nie kruszą nawet pod koniec opakowania. Nie odbijają się absolutnie nawet na olejkach do twarzy czy tłustych kremach pod oczy. Doskonale rozczesują rzęsy, dając naturalny, ale jednocześnie spektakularny efekt. Ta wersja dodatkowo świetnie podkręca rzęsy. Bardzo łatwo się zmywa. Uwielbiam ten tusz! 🙂

[Pin on Pinterest]

KIT: Tusz Volume Effet Faux Cils, Yves Saint Laurent
Nie trzyjcie oczu ze zdumienia, bo ten kosmetyk był całkiem niedawno w moich hitach. To prawda – daje efekt sztucznych, baaardzo długich rzęs, ale ma dwa (poza ceną) zasadnicze minusy. 1: niedokładnie rozczesuje rzęsy. Niby je rozdziela, ale są one jednocześnie jakieś takie poplątane. 2: koszmarnie odbija się na powiece górnej i dolnej, niezależnie od kremu czy podkładu lub pudru. Pewnie jest to wina tego, że za bardzo wydłuża moje rzęsy i w wyniku pocierania ciągle o skórę, tusz się osypuje. Jednak jak za taką cenę (155 zł!) to po prostu masakra. Użyłam go tylko kilka razy i mam zamiar go sprzedać. Jeśli ktoś z Was byłby zainteresowany, niech da znać na maila: adamczykmarcin88a@gmail.com.