Hity i kity tygodnia
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Hejka Misie Kolorowe! Miałam niezły zawrót głowy w ostatnich dniach, przez co znów, zanim się obejrzałam, niemal post za postem publikuję hity i kity tygodnia. 🙂 Tym razem znienawidziłam (mocne słowo) produkty Balei. Pozostaję wierna marce L’Oreal, odpokutowuję za krytykę Lush’a i pokazuję Wam dwa świecidełka w kolorówce: jedno od Yves Saint Laurent, drugie od Catrice. Które z nich mnie rozczarowało?

Włosy

HIT: Szampon Extraordinary Oil, L’Oreal
Zawodzę ostatnio pewnie nie jedną włosomaniaczkę, że tak ochoczo próbuję produktów do włosów z drogerii, ale ostatnio mam manię na „perfumowe” zapachy, o które ciężko wśród produktów naturalnych. Poza tym miałam przestać kupować produkty firm, które testują na zwierzętach, ale Nudziara namówiła mnie do zakupu szamponu z serii olejkowej. Maska i odżywka kompletnie nie przypadły mi do gustu, więc obawiałam się, że z szamponem będzie podobnie. Dlaczego więc go kupiłam? Ze względu na zapach… 😀 Tak czy inaczej szampon sprawdza się póki co rewelacyjnie. Bardzo ładnie pachnie – jednak nieco inaczej od całej serii, mnie intensywnie. Doskonale się pieni i świetnie oczyszcza włosy, ale ciężko byłoby spodziewać się czegoś innego. W końcu to szampon z SLS. Oczywiście napakowany jest nie tylko wspomnianymi przez producenta cudownymi sześcioma olejkami, ale także chemią (zawiera też odrobinę silikonu). Ostatecznie jednak włosy są po nim niesamowicie miękkie i gładkie. Eliminuje puch, jednocześnie nadając objętość włosom. Ułatwia rozczesywanie, całkowicie pozbywając się za nas kołtunów. Dzisiaj zauważyłam nawet, że o wiele słabiej wypłukuje farby lub płukanki niebieskie z blond włosów. Będzie więc faktycznie świetny dla rozjaśnianych włosów, szczególnie, jeśli chcecie długo cieszyć się chłodnym blondem. Minusy? Obawiam się podrażnienia/swędzenia skóry/łupieżu, bo najczęściej tak działają na mnie drogeryjne szampony, a i o tym w internecie czytałam podobnie opinie. Dodatkowo musicie go dokładnie wypłukać – u mnie czasem zostaje na włosach. To czuć, bo włosy w tym miejscu po prostu się kleją.

KIT: Farbglanz 2-minuten-kur, Granatapfel&Gojibeere, Balea
Ta dwuminutowa kuracja jest gorsza od zwykłych odżywek Balei, bo mniej zmiękcza i słabiej nawilża włosy. Trzeba jej sporo nałożyć, bo szybko się rozpuszcza na mokrych włosach, przez co jest niewydajna. Jedyny plus to fakt, że ładnie pachnie słodkim granatem i jest tania. Po wysuszeniu nie widzę praktycznie żadnego efektu na włosach, a już na pewno nie widzę różnicy w wypłukiwaniu koloru, który powinien taki kosmetyk zapewniać, skoro jest przeznaczony dla włosów farbowanych.

Twarz

HIT: Krem do twarzy Cosmetic Lad, Lush
O tym kremie będzie osobny post, może nawet w tym tygodniu. Jeśli ktoś ma odwodnioną cerę lub chce pozbyć się suchych skórek MUSI spróbować tego kremu. W przeliczeniu na złotówki jest bardzo drogi, ale uważam, że warty swojej ceny.

KIT: Antybakteryjny nawilżający krem pichtowy, ProOil, Profarm
Kiedyś go lubiłam, ale dziś kosmetyki, których używam, wyznaczają zupełnie inne standardy. Ten krem to przede wszystkim silikony (i niestety parabeny), które faktycznie wygładzają skórę i dają uczucie nawilżenia, ale po nałożeniu podkładu prawda wychodzi na jaw. Ujawniają się suche skórki, szrostkie placki itp. Krem więc nie nawilża. Działa antybakteryjnie na ropne pryszcze czy bolące gule to fakt, ale nie radzi sobie z wągrami i grudkami – wręcz przeciwnie, nasila ich powstawanie.

Ciało

HIT: brak
Niestety w tym tygodniu nie ma żadnego hitu w pielęgnacji ciała, ponieważ dostałam uczulenia na całym ciele i nie wiem, od czego. Póki co więc niczego nie stosuję i szukam produktu, który pomoże mi pozbyć się wysypki. Swoją drogą, nie mam pojęcia, dlaczego w ostatnim czasie z każdej strony atakuje mnie alergia. :/

KIT: Żel do mycia ciała Fresh Smoothie, Balea
Kolejny kit z Balei. Niestety ale odsuwam się od tej marki i prawdopodobnie nigdy do niej nie powrócę. Czasem sięgnę tylko po odżywkę do codziennej pielęgnacji. Póki co żele Balea strasznie wysuszają moją skórę w porównaniu z żelami Dove czy olejkami Ziai. Powiem Wam nawet, że trafiłam na okropne wersje zapachowe, a byłam przekonana, że Balea = piękny zapach. Z mojego doświadczenia wynika, że pięknie pachną tylko różowe lub fioletowe żele Balei. 😀

Kolorówka

HIT: Tusz do rzęs Effet Faux Cils, Yves Saint Laurent
Myślałam, że nie znajdę lepszego tuszu do rzęs niż L’Oreal Volume Million Lashes, ale chyba się udało. Piszę „chyba”, bo nie dałabym temu tuszowi szóstki, ale 5+ na pewno. Jakie ma plusy? Niewyobrażalnie wydłuża rzęsy. Wydłużenie, jakie daje L’Oreal, to jest pikuś. 🙂 Niestety przez to wydłużenie rzęsy dotykają mi łuku brwiowego i jeśli nie mam tam mocno zmatowionej skóry, tusz szybko dobija się, robiąc szare plamy. Tusz też odrobinę mniej podkręca rzęsy niż L’Oreal. Bardzo podoba mi się natomiast, że rzęsy wyglądają na bardzo długie i pogrubione, ale jednocześnie na naturalne. Są pięknie rozdzielone. Może napiszę na jego temat osobną notkę i więcej szczegółów zachowam na później. 🙂

KIT: Illuminating Highlighter Pen, Catrice
Rozświetlacz w pisaku od Catrice miał być moim hitem. Był jedynym rozświetlaczem w płynie dostępnym w drogerii i niestety bardzo mnie zawiódł, głównie kolorem. Jest sino-różowy. Może u bardzo bladych osób sprawdzi się lepiej, ale na mojej żółtej karnacji niestety zbyt mocno się odznacza. Poza tym ma tępą konsystencję i szybko zastyga, przez co tworzy plamy i ciężko go równomiernie rozetrzeć. Nie wytrzyma też na twarzy całego dnia i szybko z niej spłynie. Nie do końca daje też efekt tafli, bo zawiera naprawdę spore drobinki brokatu. To nie jest to, czego oczekuję od płynnego rozświetlacza.

A jakie kosmetyki rozkochały Was w sobie w ubiegłym tygodniu? Odkryliście jakieś perełki czy raczej była posucha? 🙂 Polećcie mi też, proszę, jakieś dobre kosmetyki dla skóry alergicznej, żeby wyleczyły mnie z tej alergii! 🙁