Krem do cery tłustej i mieszanej Morwa i Lukrecja, Orientana
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

W dzisiejszych czasach panuje przekonanie, że naturalne kosmetyki są naszymi sprzymierzeńcami. Moja skóra zarówno na twarzy jak i na ciele nigdy nie doceniała tej całej dobroci płynącej z wnętrza roślinnych komórek, kryształków najsłodszego miodu i źródlanych wód. Tylko moje włosy uwielbiają taką pielęgnację. Jednak ostatnio zajrzałam do pobliskiej zielarni i… przepadłam. W poście pokażę Wam, na co się skusiłam i zrecenzuję pierwszy produkt, bo do niego większość z Was ma raczej swobodny dostęp. O tym co i jak, dlaczego, gdzie i w czym tkwi magia kremu do cery mieszanej na dzień i na noc Morwa i Lukrecja Orientanty dowiecie się klikając „Czytaj dalej”.

Właśnie zobaczyliście zdjęcie moich zakupów. Raczej ostrożnie podeszłam do całej tej naturalnej obsesji, zważając na dotychczasowe niemiłe doświadczenia, dlatego wybrałam cztery produkty. Jednym z nich był właśnie krem Orientany do cery mieszanej z morwą i lukrecją. Jak widać na zdjęciu kosztował mnie 35 zł, więc nawet 1 zł mniej niż na stronie producenta (troszkę wiocha, że nie odkleiłam ceny, ale zauważyłam to dopiero później i jako zawodowemu leniowi, nie chciało mi się powtarzać zdjęć :D). Dlaczego on?

[Pin on Pinterest]

Ponieważ poleciła mi go sympatyczna pani z zielarni Herbafloris. Powiedziałam, że szukam czegoś co, nawilży moją mieszaną twarz ze skłonnością do przetłuszczania i przy okazji jej nie zapcha. Ten krem właśnie taki miał być. Czy jest? Czytajcie dalej.

[Pin on Pinterest]

Krem zapakowany jest jak widać w kartonik, wszystko ładnie (jak za chwilę pokażę, nie do końca ładnie) opisane, do czego służy, co ma robić, jaki ma piękny, naturalny skład. Dość długi, ale naturalny (no, w 99%, bo coś tam by się niefajnego znalazło, np. konserwant). Producent na stronie pisze coś innego niż na opakowaniu, co mnie bardzo zdziwiło:
„Naturalny krem do twarzy na bazie olejku ze słonecznika, zawierający masło shea, olejek z migdała i grejpfruta. Korzeń lukrecji posiada silne właściwości łagodzące i przeciwalergiczne. Łagodzi stany zapalne skóry i podrażnienia, działa antybakteryjnie, zmniejsza zaczerwienienie skóry i wzmacnia naczynka krwionośne. Ekstrakt z morwy- uelastycznia skórę, chroni ja i hamuje procesy starzenia.”

[Pin on Pinterest]

W środku znajduje się niby ciężki i masywny słoiczek z przezroczystego plastiku średniej jakości, ale okropnie się zamyka. Kluczem jest chyba nie za dobra zakrętka. Obawiam się, że w końcu się zepsuje, ale póki co jeszcze to nie nastąpiło. Krem zabezpieczony ciężkim do zerwania sreberkiem i trzeba go przedziurawić palcem (przydałby się mały „języczek”, który pomógłby w oderwaniu zabezpieczenia). A pod spodem…

[Pin on Pinterest]

Gęsty, mocno maślany krem. Tak zbity, że jak widać na zdjęciu, utknął w jednej pozycji w słoiczku. 🙂 Ma konsystencję podobną do kremu siarkowego z Barwy, również dość tępą, ale na pewno bardziej miękką i troszkę puszystszą. Wsmarowuje się dobrze i jeśli nałożymy niewielką ilość, wchłonie się całkiem ładnie, pozostawiając delikatny film na twarzy, który w upalne dni będzie przeszkadzał tłustym cerom, ale na wiosnę i na noc będzie w sam raz. Moje suche policzki wypijają go niemal do zera i będę je smarować nim nawet latem.

[Pin on Pinterest]

Przy zapachu przystanę na chwilę, bo mnie oszołomił. I nie jest to szał szczęścia, ale przykry obłęd. Ten krem pachnie kiblem. Przepraszam za sformułowanie, ale nazywam rzecz po imieniu. Czytałam w Internecie, że to zapach kremu Nivea, kwiatów, ziół, że jest śliczny, przyjemny… Być może pisały to osoby, które miały katar lub zaburzenia w węchu, bo aż wydaje mi się to niewiarygodne, że zapach miejskich toalet: najtańsze leśne kostki do WC, lizol i odurzająca woń moczu, może się komuś podobać. Faktycznie zapach jest ziołowy, ale w najgorszym znaczeniu tego słowa. A najgorsze jest to, że jest bardzo intensywny i utrzymuje się niemal cały dzień na twarzy i czasem, jak mi wiatr zawieje, czuję w ciągu dnia, jakbym się wysmarowała wodą z toalety. Oczywiście po tygodniu już zdążyłam się do zapachu nieco przyzwyczaić, ale szczerze wątpię, że kiedykolwiek stosowanie tego kremu będzie dla mnie przyjemnością. Moja mama z kolei mówi, że zapach jest przyjemny, więc chyba oszalała… 😀

[Pin on Pinterest]
Samo działanie kremu może powalić, ale może również początkowo zniechęcić. Na pewno idealnie nawilży mieszaną cerę (podejrzewam, że również i suchą, bo nie najgorzej radzi sobie z moimi suchymi skórkami na nosie). Regeneruje również całkiem dobrze, ale znam do tego celu lepsze kremy. Nie leczy pryszczy w jedną noc, zajmuje mu to kilka dni, ale faktycznie działa. Słyszałam, że niektóre dziewczyny odczuwają po jego zastosowaniu pieczenie, u mnie to nie wystąpiło a mam bardzo wrażliwą twarz. Zamiast pieczenia czułam… swędzenie. Delikatne, identyczne jak to, które odczuwam, kiedy mam brud i kurz na twarzy, gdyż jestem na niego uczulona. Na szczęście wszystko mija po czasie, ale dziwne, że taki antyalergiczny krem może wywoływać takie objawy.

Absolutnie nie zapycha. Nie przyczynia się również do powstawaniu wągrów mimo swojej treściwej konsystencji. Fajnie łagodzi podrażnienia, ale po czasie, kiedy się do niego przyzwyczaimy, bo pierwsze podejścia kończą się niezbyt zachęcająco. Na pewno nie matuje – tzn. pozostawia naturalny blask, buzia wygląda ślicznie i świeżo, jest gładka nie tylko w dotyku, ale też wygląda na gładką i satynową, ale jeśli nałożę go zbyt dużo, to czoło świeci mi się jak żarówka. Na suchych policzkach pozostawia gładką skórę i film jest słabo wyczuwalny. Mam nadzieję, że będzie zapobiegał starzeniu się i pojawianiu pierwszych zmarszczek, bo na pewno z niego nie zrezygnuję. Za jakiś czas dam Wam znać, czy zredukował moje rozszerzone naczynka. 🙂

Podsumowując. To naprawdę dobry nawilżający śmierdziuch dla każdego typu cery, który nie zapycha, delikatnie łagodzi podrażnienia i wypryski, a stosowany regularnie będzie leczył i utrzymywał buzię w stanie dobrego nawilżenia, bez suchych skórek. Aktualnie zastąpiłam nim mój ukochany krem Skin Perfect L’Oreal i jestem zadowolona z takiej zmiany.

A jaki jest Wasz ulubiony krem do twarzy? Stosujecie na buźki naturalne kosmetyki, czy nie boicie się chemii?