Lush, Mask Of Magnaminty – mięta, która leczy trądzik? Biorę Lush’a pod lupę!
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Witajcie, Kochani! Recenzuję dzisiaj kolejną legendę firmy Lush – maskę do twarzy Mask Of Magnaminty. To miętowy hit, opisywany w samych superlatywach. Czy jest faktycznie tak świetna? Czy nadaje się dla każdego? A sama marka Lush – czy naprawdę zasługuje na tak dużą miłość swoich fanów?

Maska kosztuje 8.65 € za 125 g lub 16.25 € za 315 g. Mam wersję mniejszą i jak na maskę jest to zdecydowanie wystarczająca ilość. Kosztuje mniej niż peeling do ust o wadze 20 g!

1. Skład
Tu należy zaznaczyć, że są dwie wersje tej maski. Jedna z nich zawiera parabeny i ja niestety mam właśnie taką:

Bentoniet gel (Bentonite Gel), Kaoline (Kaolin), Honing (Honey), Talkpoeder (Talc),Adukibonen, gemalen (Phaseolus angularis), Glycerine (Glycerine), Teunisbloem olie (Oenothera biennis), Pepermunt essentiële olie (Mentha piperita), Afrikaanse goudsbloemolie, essentiële (Tagetes erecta), Fair Trade Vanille absolue (Vanilla planifolia), *Limonene (*Limonene), Parfum, Chlorofyl (CI 75810), Methylparabeen

Druga wersja jest bezpieczniejsza, pozbawiona nie tylko parabenów, ale też gliceryny, podczas gdy zawartość poszczególnych składników jest nieco inna:

Honing (Honey), Kaoline (Kaolin), Bentoniet gel (Bentonite Gel), Talkpoeder (Talc),Glycerine (Glycerine), Adukibonen, gemalen (Phaseolus angularis), Teunisbloem olie (Oenothera biennis), Pepermunt essentiële olie (Mentha piperita), Afrikaanse goudsbloemolie, essentiële (Tagetes erecta), Fair Trade Vanille absolue (Vanilla planifolia), *Limonene (*Limonene), Parfum, Chlorofyl (CI 75810)

Druga wersja (pod nazwą Mask Of Magnaminty Zelf Conserverend (hol.) lub Self Preserving (ang.)) jest oczywiście lepsza, a przy tym… nie ma różnicy w cenie.

Jestem przeciwniczką rozkładania składu na czynniki pierwsze i ich dogłębnej analizy, ale tu mamy nieco niestandardowe składniki i musicie wiedzieć, na co możecie liczyć w przypadku tej maski:
– żel bentonitowy, który występuje też np. w żwirku dla kotów, ma genialne właściwości absorbujące,
– glinka – nie wiadomo jaka!!!
– miód – naturalny antybiotyk, działa antybakteryjnie, przeciwzapalnie, ale przy tym mocno nawilża
– mielone fasoli adzuki – mają mnóstwo protein, aminokwasów, minerałów i witamin, to odwieczny sposób Azjatek na piękną cerę, szczególnie stosowane jako peeling przy trądziku
– olej z wiesiołka – posiada wiele kwasów nienasyconych, więc pomaga w oczyszczaniu porów
– olej miętowy – stymuluje naczynia krwionośne do transportu krwi
– olej z aksamitki wzniesionej – działa antybakteryjnie, przeciwgrzybicznie (co jest rzadko spotykane) i przeciwstarzeniowo. Redukuje przebarwienia.
– ekstrakt z wanilii – działa antybakteryjnie i wygładza
– chlorofil – działa odżywczo, ale też reguluje wydzielanie sebum.

2. Co to jest? Co ma robić?
Po funkcjach poszczególnych składników widać, że jest to maska, można powiedzieć, multizadaniowa. Można ją stosować do codziennego oczyszczania (jako tzw. czyścik) albo jako maskę – raz na jakiś czas. Ma oczyszczać, dzięki zawartości glinki, talku i bentonitu, ale też nie wysuszać, dzięki dużej zawartości miodu i olejków. Ma jakieś tam właściwości antybakteryjne, więc powinna być dobra dla cery trądzikowej. Ale czy dla wrażliwej?

Ma wygładzać twarz, pozostawiając ją nawilżoną. Po dłuższym stosowaniu skóra będzie bardziej promienna. Według producenta jest ŁAGODNA.

3. Opakowanie, zapach i konsystencja
Opakowanie standardowe dla Lush’a, więc nie będę się rozwodzić nad tym, jak bardzo podoba mi się taka estetyka.

Jeśli chodzi o kolor, jest jasnozielony z ciemnymi drobinkami. Pachnie miętowo, więc na myśl przychodzi mi tu miętowy mus z czekoladowymi kawałkami… Ale niestety ten zapach nie jest czekoladowo-miętowy. Dla mnie to zapach mięty wymieszanej ze stęchłą czekoladą z wielkanocnego zajączka, tego samego, którego wkładamy do koszyka od dziesięciu lat. Brzydki i intensywny, ale znośny.

4. Działanie

Niestety, ale jak kocham czyścik Let The Good Times Roll czy peeling do ust, tak ta maska jest niewypałem. A byłam nastawiona do niej w 100% pozytywnie ze względu na wiele dobrych opinii.

– Nie oczyszcza dogłębnie. Ani stosowana jako maska na nawet 15-20 min, ani jako czyścik do mycia 2x dziennie. Znam inne produkty, które oczyszczają świetnie, włącznie z wągrami.

– Nie zaobserwowałam cudownego działania antybakteryjnego ani rozpromienienia. Podobne efekty wyciszające stany zapalne daje czysta glinka.

– Stosowana zbyt często lub na zbyt długi czas przetrzymana powoduje wysuszanie.

– Niestety uczula. Odkąd zaczęłam ją stosować, nasiliły się u mnie objawy zakażenia nużeńcem (będzie o tym kolejny post) – swędzenie skóry, zaczerwienienie. To oznacza, że maska musi stanowić pożywkę dla bakterii, grzybów i pasożytów – niebezpieczna i niepokojąca cecha…

5. Czy LUSH jest naprawdę taki genialny?

Muszę Was rozczarować. Dla mnie, póki co, Lush to w większości legendy. Obwąchałam w sklepie stacjonarnym wszystko, do czego były testery i niestety – PRAWIE WSZYSTKIE kosmetyki Lush śmierdzą. Serio. To jakaś ściema, że mają pięknie pachnące produkty. Najładniej pachną kule do kąpieli, ale zapachy się powielają. Mydła pachną w większości przypadków bardzo orientalne lub jak odświeżacze do toalety. Natomiast w każdej kategorii np. kremy do twarzy, czyściki, maski, balsamy – znalazłam maksymalnie DWA produkty, które ładnie pachniały. Ładnie lecz nie zachwycająco (tylko czyścik Let The Good Times Roll pachnie i działa cudownie). Maski dwutygodniowe pachniały zepsutym jogurtem albo kozim serem… Wszystko pachniało po prostu nieświeżo.

Drugi mit to w 100% naturalne produkty. To NIEPRAWDA. Wiele z nich zawiera parabeny (które są na szczęście już powoli wycofywane) oraz SLS. Tak, moi drodzy, w szamponach i żelach macie SLS na 1. lub 2. miejscu w składzie. Zdziwieni?

Mogłabym przeżyć te SLS, ale ceny tych produktów są tak wysokie, jak gdyby produkt był autentycznie w 100% naturalny.

Poza tym nie każdy może używać naturalnych produktów, bo takie lubią – jak widać – mocno uczulać, ale jest to już kwestia indywidualna.

Nie martwcie się więc brakiem dostępu do produktów Lush. Wiele nie tracicie. Oczywiście kwestia zapachów jest jak najbardziej subiektywna. Znajdziecie w ofercie na pewno coś, co skradnie Wam serce (na pewno bomby do kąpieli!), ale nie uważam, żeby Lush zasługiwał na miano cudownej firmy z cudownymi, naturalnymi produktami. Raczej na popularną pozytywną opinię działa tu siła sugestii i pewnie gdyby nie wysypka, którą dostałam po tej masce, nigdy nie zeszłabym na ziemię i nie spojrzała krytycznie na tę markę… Lepsze produkty i w niższych cenach znajdziecie na polskim rynku. Tak czy inaczej, jeśli będziecie mieli okazję, próbujcie Lush’a, bo to może być mimo wszystko ciekawa przygoda. 🙂