Ziaja Świąteczne Aromaty – mydło w piance i kremy do rąk
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Już miesiąc po Świętach, ale kto zabroni nam nadal rozkoszować się zapachem cynamonu, karmelizowanych orzechów czy pomarańczowych galaretek w czekoladzie? Chyba tylko dietetyk. 😉 Ale czego tu się bać. Te trzy kosmetyki nie mają przecież żadnych kalorii. Mydło w piance o zapachu czekolady i pomarańczy, krem do rąk z tej samej linii oraz krem o zapachu karmelizowanych migdałów. Brzmi smacznie, ale przecież jeść ich nie będziemy, łasuchy! 😀 Jak więc obchodzą się one z naszą skórą?

Kwestie techniczne
Pianka jest delikatniejszym sposobem na oczyszczenie skóry niż bezpośrednie nakładanie żelu z detergentem. Lubię te rozszerzone dzióbki w aplikatorach pianek do mycia rąk. Same opakowania Ziai są minimalistyczne, białe, z małymi elementami świątecznych dekoracji. Po prostu urocze. Pojemności są spore, pompki z możliwością szybkiego zablokowania, więc opakowania jak najbardziej na plus, nadają się też do transportu (chociaż kto wozi ze sobą mydło do mycia rąk albo wielką butlę kremu? :D).

Ceny to niecałe 9 zł za 250 ml mydła i niecałe 11 zł za 200 ml kremu. Tanio, dużo i wydajnie. Dostępność dobra. Wszędzie tam, gdzie jest Ziaja, możecie szukać i tej serii. 🙂

Składów nawet nie pokazuję, bo nie ma w nich nic ciekawego. W skrócie: parafina, woski krystaliczne, silikony i parabeny.

Jak bardzo świąteczne są aromaty Ziai?
A, no nie za bardzo. Ciasteczka były oklepane, więc wybrałam karmelizowane migdały i czekoladę z pomarańczą. Nie chodzi o poziom ich „uświątecznienia”, ale o to, że nie do końca oddają rzeczywisty aromat tych kompozycji. Karmelizowane migdały pachną czymś słodkim, ale chemicznym, a i w cytrusowo-słodkim połączeniu nie ma stuprocentowej czystości zapachu, szczególnie w przypadku mydła. Krem do rąk pachnie o wiele bardziej realistycznie i smakowicie – Delicjami. W mydle mocniej czuć sztuczną czekoladę, ale tragedii nie ma. Do przeżycia. Intensywność 3+/5, a do tego zapach szybko się ulatnia.

Mydło wszystko umyje?
Mydło tworzy zbyt delikatną piankę. Moim zdaniem jest słabsze i gorzej oczyszcza skórę niż np. pianki Palmolive. Jeśli dłonie są mocno ubrudzone szczególnie olejem lub czymś gęstym, trzeba myć je dwu- lub trzykrotnie. Nie nadaje się też do mycia pędzli ani do niczego innego. To bardziej gadżet niż praktyczny kosmetyk.

Pielęgnacja jak to z Ziają bywa…
Mydła nie pielęgnują skóry, wręcz zauważyłam ostatnio znaczne wysuszenie skórek wokół paznokci.

Kremy natomiast wchłaniają się bardzo szybko. Mają lekkie i przyjemne konsystencje. Nie pozostawiają lepkiej ani żadnej przeszkadzającej warstwy. Odrobinę koją skórę, mocno ją wygładzają i lekko nawilżają tylko przez ok. godzinę. Nie regenerują jednak uszkodzeń, nie wpływają na stan skórek i raczej również nie paznokci. Lubię jednak mieć taki lekki krem do rąk z pompą postawiony gdzieś w mieszkaniu, żeby raz dwa go zaaplikować i móc za chwilę znów używać dłoni np. do pracy przy komputerze. Śliska warstwa ochronna, którą zapewnia, na pewno nieco chroni skórę przed uszkodzeniami, więc można nałożyć ten krem nawet na jakiś inny, bardziej naturalny, żeby zwiększyć barierę ochronną.

Wersja z karmelizowanymi migdałami jest u mojej mamy. Posiada ona dodatkowo filtry UV, więc przy zapewnieniu podobnego poziomu pielęgnacji skóry, ma dodatkowy atut – chroni skórę przed starzeniem i przebarwieniami. Całkiem fajna opcja na lato, bo przecież zimą i tak chowamy ciągle dłonie, więc dostęp szkodliwych promieni UV jest tak czy inaczej nieco ograniczony.

Podsumowując…
Nie są to produkty, które mają regenerować. Raczej ich celem jest zapewniać aromaterapię. Niestety ze względu na to, że zapachy nie do końca przypadły mi do gustu, nie sięgam po nie z jakąś szczególną przyjemnością. Kolejny raz Ziaja mnie zawiodła…

P.S. Gdyby ktoś się zastanawiał, dlaczego momentami brakuje w tekście myślników lub są dziwne przerwy, coś mi się pozmieniało w kodzie i poznikały kreski… 😀 Naprawię to w wolnym czasie, ale mam nadzieję, że Wam to nie przeszkadza. <3