Moja podkładowa rutyna dla skóry tłustej – Tony Moly, La Roche Posay, AA, Bell i Catrice
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Moja toaletka nie pęka w szwach od nadmiaru kosmetyków do makijażu, ponieważ na swojej drodze spotykałam jak dotąd kolorówkę, która nijak miała się do potrzeb mojej skóry. Wędrowała więc dalej w świat, szukając nowej właścicielki. Aktualnie jednak jestem na etapie „Wow, o to chodziło!”. Mat przez minimum 8 godzin, żadnego zapychania, pogorszenia stanu cery, brudzenia ubrań czy szalików. Okazuje się, że żeby osiągnąć taki efekt, najważniejsza jest baza i puder. Podkład odgrywa drugorzędną rolę w moim przypadku, ponieważ traktuję go jak lekarstwo, a nie korektor. Jeśli jesteście ciekawi mojej podkładowej rutyny dla cery tłustej, wrażliwej i skłonnej do trądziku: jakiej używam bazy, podkładu, pudru, korektora – zapraszam dalej. 🙂

1. Najlepsza baza pod makijaż?
Najlepszą bazą pod makijaż jest dla mnie… brak bazy. 🙂 Dzięki temu nie obciążam niepotrzebnie skóry, więc nie pogarsza się jej stan. Zamiast tego nakładam krem z filtrem SPF 50 – aktualnie jest to ultralekki Anthelios XL La Roche Posay. Posiada niemal żelową konsystencję, która wchłania się w kilka sekund, nie wysusza i pięknie wygładza skórę. Absolutnie nie zachowuje się jak kosmetyk z wysokim filtrem: nie bieli, nie zapycha, nie jest tłusty – wręcz ogranicza przetłuszczanie skóry w ciągu dnia. Minus jest taki, że zawiera alkohol, więc przez pierwsze 20 min po aplikacji mam zaczerwienioną skórę.

W gorsze dni nakładam pod spód specjalistyczne kremy. Jeśli potrzebuję nawilżenia dorzucam krem Uriage Xemose – ten jednak sprawia, że sebum szybciej daje o sobie znać. Jeśli walczę z niedoskonałościami wybieram krem na noc Niszcz Pryszcz Kosmetyki DLA.
[Pin on Pinterest]

[Pin on Pinterest]
[Pin on Pinterest]
Za to pod oczy palcem wklepuję bazę, którą kupiłam przez pomyłkę – myślałam, że to sztyft chłodzący (Boże, proszę, nie odbieraj kobiecie mózgu podczas zakupów… :D). Jest to baza Tony Moly Eye Brightening Base, słodka panda, która widocznie rozjaśnia, rozświetla (bez drobinek) i zwiększa krycie korektora. Ze względu na biały kolor rozjaśnia korektor, jeśli ewentualnie jest za ciemny. Jest tłusta, gęsta, treściwa i nawilżająca. Zapobiega wysuszaniu skóry przez korektor i włażeniu kosmetyków w zmarszczki. Niestety trzeba uważać z korektorami zastygającymi, ponieważ nałożone na nią palcem lubią się ważyć. Wszystko ratuje u mnie gąbeczka, choć i tak polecam Wam w duecie z tą bazą stosowanie raczej kremowych korektorów zamiast tych zastygających.
[Pin on Pinterest]
2. Tanie i dobre podkłady drogeryjne dla skóry tłustej
Jeśli śledzicie mnie na bieżąco wiecie, że nie cierpię podkładów. Wszystkie mnie zapychają i za mocno wyczuwam je na skórze. Przypadkiem jednak udało mi się trafić na podkłady, które zadowalają mnie niemal w 100%. Są to produkty marki AA: jedwabisty podkład rozświetlający LUMI oraz matująco-wygładzający MAT. Osobiście bardziej odpowiada mi wersja matująca, choć w rzeczywistości nie matuje, a raczej reguluje wydzielanie sebum, utrzymując równowagę między matem a nawilżeniem. LUMI z kolei w zasadzie nie rozświetla mocno skóry, nie posiada żadnych drobinek. Od wersji MAT różni się tym, że ma jedynie cięższą konsystencję, przez co daje zdrowe, świetliste wykończenie. Oba podkłady mają wykończenie naturalne, bardzo podobne do azjatyckich kremów BB i absolutnie nie podkreślają suchych skórek. Kryją średnio i dla mnie jest to wystarczające. W zasadzie używam ich po to, żeby wyrównywały koloryt i leczyły moją skórę, o czym więcej opowiem za chwilę. O wiele lepiej kryją nakładane gąbeczką niż palcami, dlatego do ich aplikacji używam pomarańczowej gąbki Real Techniques. W miejscach, gdzie potrzebuję mocniejszego krycia, dokładam odrobinę podkładu, bo oba świetnie dają się nadbudować.
[Pin on Pinterest]
[Pin on Pinterest]
Zmniejszają widoczność mniejszych porów, a większych nie podkreślają (możecie to zobaczyć na przedostatnim zdjęciu). Są lekkie, niezastygające, zupełnie jak kremy BB, ale z większym kryciem. Co więcej z kremami BB łączą je też składy: bogate w różnorodne ekstrakty, bezolejowe, bez parabenów. Te podkłady po prostu leczą moją skórę. Mają składniki, które sprawdzą się nie tylko dla skóry tłustej czy trądzikowej, ale będą też odpowiednie dla wrażliwej, alergicznej lub suchej.

Wersja MAT:

witamina B3 – reguluje wydzielanie sebum, przyspiesza regenerację stanów zapalnych, łagodzi trądzik i rozjaśnia przebarwienia;
ekstrakt z drożdży – skutecznie zwalcza trądzik bakteryjny oraz czasami również ten pochodzenia grzybiczego;
alantoina i pantenol – łagodzi podrażnienia i zmniejsza zaczerwienienia;
ekstrakt z kasztanowca – wzmacnia naczynka, redukując zaczerwienienia, zmniejsza opuchliznę i stany zapalne, przyspiesza gojenie pryszczy szczególnie w trądziku różowatym;
korzeń lukrecji – intensywnie działanie przeciwbakteryjne;
witamina E – poprawia nawilżenie tłustej skóry;
glukonian cynku – reguluje pracę gruczołów łojowych, wspomaga leczenie łojotoku i trądziku grudkowatego;
olej z ogórecznika – jeden z najlepiej tolerowanych olejów przez skórę trądzikową, który dostarcza niezbędnego kwasu gamma-linolenowego, zapobiegającego przetłuszczaniu skóry i tworzeniu wągrów;
skwalan i ceramidy – genialne i podstawowe źródło nawilżenia;
kofeina – zmniejsza obrzęki, zapobiega fotostarzeniu i nowotworom skóry;
biotyna – wzmacnia skórę, reguluje pracę gruczołów łojowych.

Wersja LUMI:

ekstrakt z róży stulistnej – zawiera witaminę E, działa regenerująco, wzmacnia naczynka krwionośne, zwiększa intensywność odżywiania skóry, wygładza;
alantoina i pantenol – łagodzi podrażnienia i zmniejsza zaczerwienienia;
wyciąg ze stokrotki – regeneruje silne zniszczenia skóry, owrzodzenia i zmiany trądzikowe, zmniejsza opuchliznę, zapobiega fotostarzeniu;
ekstakt z jaśminu – uszczelnia barierę lipidową również w głębszych warstwach skóry, redukuje drobne zmarszczki;
olej z ogórecznika – jeden z najlepiej tolerowanych olejów przez skórę trądzikową, który dostarcza niezbędnego kwasu gammaoleinowego, zapobiegającego przetłuszczaniu skóry i tworzeniu wągrów;
skwalan i ceramidy – genialne i podstawowe źródło nawilżenia.

[Pin on Pinterest]
Minusy są dwa. Okropne opakowania, kompletnie niepraktyczne, z których od razu po otwarciu wylewają się podkłady oraz kolorystyka. O ile żółte tony bardzo mi odpowiadają (w ciemniejszym kolorze wręcz są pomarańczowe, ale ja właśnie na taki kolor się niestety opalam), o tyle mam problem z tym, że są bardzo ciemne. Dodatkowo utleniają się nieco, więc na pewno blade osoby nie dopasują sobie koloru. Muszę więc koniecznie kupić biały mixer z NYX. 🙁 Co dziwne, na zdjęciach kolory wyglądają normalnie (nałożony mam kolor 101 w wersji LUMI), ale nie dajcie się zwieźć pozorom.
[Pin on Pinterest]
[Pin on Pinterest]

3. Korektor
Jeśli robię pełny makijaż, pod oczy i w inne problematyczne miejsca nakładam korektor Catrice Liquid Camouflage, również za pomocą gąbeczki RT. Ostatnio jednak zaczął mi wchodzić w zmarszczki, więc szukam jego godnego następcy.
[Pin on Pinterest]
4. Najlepszy puder matujący dla skóry tłustej i wrażliwej
A oto i on, król całej parady, bo bez niego nie uzyskałabym trwałego matu i wyczuwałabym podkład na twarzy. Transparentny sypki puder matujący Bell Hypoallergenic jest po prostu genialny. Moja skóra dzięki niemu przejawia pierwsze oznaki blasku po 3-4 godzinach, ale w dotyku nadal jest matowa. Sebum wychodzi na powierzchnię dopiero po 7 lub 8 godzinach! Mogę więc cały dzień bez poprawek chodzić w makijażu. 🙂 Ponad to puder utrwala makijaż, więc nic nie odbija się na telefonie, nie zjeżdża i nie migruje. Puder kryje też pory! Należy jednak uważać na bazę, jaką mamy pod spodem, ponieważ dwa razy zważył mi się w zmarszczkach – miałam pod spodem ciężki nawilżający krem. Dodatkowo nie zapycha ani nie podrażnia (a miałam już takie przygody z kremami BB Bell). Minus jest taki, że ten puder nie jest do końca transparentny. Nadaje delikatny różowy odcień, co nie do końca mi pasuje, ale za ten mat oddam życie! 🙂
[Pin on Pinterest]

[Pin on Pinterest]

[Pin on Pinterest]
Na tym zdjęciu nie mam bazy i korektora pod oczami, co od razu widać. 🙂

Podsumowując…
Mimo zbyt ciemnych podkładów jakoś ratuję je pudrem i noszę z wielką przyjemnością na co dzień. Dlaczego nikt nie opakował ich w różowe butelki i nie nazwał kremami BB? Byłyby hitem! 🙂 Widziałam jednak, że AA wprowadziło nowe podkłady, jest nawet taki, który sam dopasowuje kolor do skóry, do tego jest w ofercie kilka nowych baz o również ciekawych składach, więc przy okazji wizyty w Polsce na pewno zerknę na ich produkty, bo uważam, że nie doceniałam do tej pory tej marki. 🙂

Lubicie kosmetyki AA? Pewnie wiele z Was zna już te kultowe, stare podkłady. A bez jakich kosmetyków Wy nie wyobrażacie sobie swojej podkładowej rutyny? 🙂