Cuda się zdarzają. Szczoteczka soniczna BeautyLine z Biedronki
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Hejka Misie! Dzisiaj będzie prawdziwa petarda. Dla wielu z Was szczotka soniczna z Biedronki to zbędny gadżet, a u mnie czyni cuda. Nie wiem, jak będzie dalej, ale póki co stwierdzam, że do tej pory miałam po prostu brudną twarz… 😀 Nareszcie wiem, co to znaczy dogłębne oczyszczenie. Poza tym szczoteczka: zwęża pory, minimalizuje zmarszczki mimiczne, usuwa opuchliznę, zmniejsza zaczerwienienia, nie podrażnia, odpręża, wygładza… Będę wymieniać długo, ale warto poświęcić temu gadżetowi dłuższą chwilę uwagi.

Opakowanie i wygląd
Szczoteczka była zapakowana w kartonik. Wersji kolorystycznych było kilka, ja mam, jak widać, różową. Sama szczotka wygląda bardzo podobnie do Foreo Luny, z tym że jest przekrzywiona na bok i węższa, mniej okrągła. Pokryta jest delikatnym silikonem. Posiada wypustki, dość sztywne i twarde jak na silikon. Niby wyginają się pod naciskiem palców, ale podczas mycia twarzy czuję, jakby były bardzo twarde. Wydaje mi się, że są twardsze niż w Foreo. Ich ułożenie – kilka rzędów drobnych rzęsek, na przemian z grubszymi, jest charakterystyczne dla Luny przeznaczonej dla skóry mieszanej, co oznacza, że szczoteczka jest tak skonstruowana, aby głębiej i mocniej czyścić. Może się więc nie nadawać dla bardzo wrażliwej skóry – to okaże się za chwilę. 🙂

Na dole szczotki mamy przezroczysty plastik, pod którym kryją się baterie. Wiele osób martwi się zalaniem i deklaruje, że męczy ich otwieranie komory i suszenie jej po każdym użyciu. Ja zaryzykowałam i czegoś takiego nie robię. Woda absolutnie nie wlewa mi się do baterii, a używam szczotki pod prysznicem. Choć zaznaczam, że producent nakazuje wyjmowanie baterii i zabrania używania szczotki pod bieżącą wodą.

Szczegóły techniczne
Szczoteczka działa na dwie baterie AAA. Drga z częstotliwością fal ultradźwiękowych, które używane są w laboratoriach jako skuteczny sposób na rozbijanie np. organicznych cząsteczek na mniejsze fragmenty. Wykonuje ona tym samym 8000 drgań na minutę, podczas gdy masując twarz zwykłą szczotką, za pomocą dłoni, możemy osiągnąć ewentualnie ok. 200 drgań na minutę. Ilość drgań wynosi więc tyle samo, ile w przypadku Foreo. Środkowy przycisk pozwala na włączenie lub wyłączenie – nie jest nastawiona na automatyczne zmiany wibracji ani nie przypomina co jakiś czas o zmianie partii masowanej twarzy jak to jest w przypadku Foreo. Możemy wybierać pomiędzy dwoma trybami wibracji: jeden delikatniejszy, drugi mocniejszy. Robimy to za pomocą strzałek. Oba programy są ciągłe, nieimpulsowe i intensywne. Zarówno do oczyszczania jak i aplikacji kremu/serum używam zawsze mocniejszego programu.

Cena i jakość
Szczoteczka kosztowała 32,99 zł i kupiłam ją w Biedronce. Szkoda, że jeśli się zepsuje, nie będę mogła kupić kolejnej sztuki, ale na pewno spróbuję wtedy szczotki innej marki. Może nawet oryginalną Foreo Lunę. Jak dla mnie jakość wykonania jest warta dużo więcej niż kosztuje szczotka.

Opinia

ZALETY
Efekty, o których napiszę, widziałam w większości od pierwszego użycia! Wszystkie natomiast zaobserwowałam w ciągu dwóch tygodni, więc bardzo, bardzo szybko.

– Szczoteczka już po pierwszym użyciu daje bardzo widoczne efekty. To jest jej główna zaleta.

– Usuwa wągry: już po jednym użyciu jest ich ok. 80% mniej. Teraz jednak po 2 tygodniach widzę, że ma ona nagle problem z większymi wągrami. Może to kwestia baterii na wyczerpaniu?

– Zwęża pory tak, jak jeszcze nic do tej pory ich nie zwężało. Wszystko po kilku myciach tą szczotką. Jestem w szoku.

– Ponieważ pory bardzo się zmniejszają, każdy podkład czy puder (szczególnie te rozświetlające) wyglądają na mojej skórze niesamowicie. Nareszcie dostaję w przypadku Meteorytów wymarzony efekt. Na nosie mam po prostu efekt Photoshopa – ani jednego pora! 🙂

– Wygładza skórę. Od razu pomyślałam, że szczotka może dać efekt gładkiej skóry, bo te twarde wypustki mogą po prostu zdzierać naskórek. Za pierwszym więc razem nie masowałam szczotką skóry, tylko przykładałam co kawałek, żeby dać pole do popisu wibracjom. Chciałam po prostu sprawdzić, czy te fale naprawdę są ultradźwiękowe i czy są tak skuteczne, jak mówi o nich producent. Efekt? Te fale naprawdę dogłębnie oczyszczają skórę.

– Usuwa trądzik grudkowy. Widzieliście moje ostatnie zdjęcia z recenzji Meteorytów Guerlain, gdzie pokazywałam swoją skórę bez podkładu – nie miałam niemal żadnych krostek. Ale niestety po opalaniu zawsze dostaję silnej wysypki/trądziku grudkowego, który eliminuję kwasami. Proces usuwania grudek trwa zwykle 1,5 do 2 miesięcy. W połączeniu z oczyszczaniem szczotką, kaszka zaczęła znikać już po pierwszych użyciach. Na zdjęciach niżej różnica po tygodniu stosowania szczoteczki i kwasów:

Co więcej: większość grudek znika do wewnątrz, tylko nieliczne wyłażą na wierzch, zmieniając się w ropne pryszcze.

– Na zdjęciu wyżej widać też różnicę w jasności twarzy i jej błyszczeniu. Szczotka ewidentnie przyspiesza działanie składników aktywnych w kwasach. A nie używałam jej do wmasowywania serum z kwasami. To tylko pokazuje, jak ważny jest stopień oczyszczenia skóry, aby kosmetyki, których używamy w kolejnych krokach, mogły dobrze działać.

– Usuwa wszelkiego rodzaju pryszcze.

– Wygładza zmarszczki. Głównie te mimiczne. Najlepiej, jeśli stosuje się je z kremem/serum przeciwzmarszczkowym. Wtedy działa cuda.

– Usuwa opuchliznę pod oczami. Nawet nie wiedziałam, że ją tam mam! Tym samym odświeża spojrzenie i poprawia ogólny wygląd twarzy.

– Zmniejsza zaczerwienienia. W wyniku masażu skóra robi się grubsza i mocniejsza, przez co naczynka są mniej widoczne. Potrzebuję teraz coraz mniej korektora.

– Zastępuje peeling, bo świetnie usuwa martwy naskórek bezinwazyjnie.

– Ponieważ dobrze peelinguje, zapominamy o suchych skórkach.

– Tym samym nie podrażnia bardzo wrażliwej skóry. Jest odpowiednia dla alergików. Ważne jednak, aby nie masować nią twarzy zbyt długo (max 15 sekund na każdą część twarzy, np. policzek czy czoło).

– Zwiększa wchłanianie kremów. Jeśli macie jakiś krem, który wydaje się Wam zbyt ciężki i przyspiesza przetłuszczanie skóry, spróbujcie go wmasować z użyciem tej szczotki. Różnica będzie widoczna gołym okiem.

– Ten masaż uzależnia. Generalnie nie używam żadnych gadżetów w pielęgnacji ciała, twarzy ani włosów, więc nie przekonywała mnie opcja relaksu podczas masażu tą szczotką. Ale łapię się czasem pod koniec dnia na tym, że myślę już tylko o prysznicu i masażu tym różowym jeżykiem. 😀 Także… ona chyba naprawdę relaksuje, skoro mój organizm podświadomie się jej domaga. 🙂

– Kształt zakończony łagodnym czubkiem idealnie pozwala na masaż skóry wokół oczu i oczyszczenie nosa.

– Powtórzę się, ale jakość wykonania jest moim zdaniem bardzo wysoka. Szczoteczka spadła mi z dużej wysokości na płytki i przez chwilę nie działała. Potem jednak sama się naprawiła i służy mi do dziś. 😀

– Silikon jest antybakteryjny, więc używanie szczoteczki jest bardzo higieniczne. W przypadku zwykłych szczotek z włosiem miałam problem, bo po czasie dostawałam pryszczy, nawet jeśli dokładnie oczyszczałam włoski. Dzięki takiej, a nie innej budowie, nie trzeba też wymieniać części szczotki na nowe.

WADY
– Szczotka faktycznie może powodować wysyp pryszczy. U mnie po jednym użyciu na noc, obudziłam się rano z niesamowicie wyglądającą skórą. Większość pryszczy, która była przy wierzchu (nie grudki) po prostu zniknęła. Po ok. tygodniu jednak pojawiły się nagle sporadyczne pryszcze czerwone i ropne, ale szczoteczka pozbyła się ich w dwa dni i skóra powróciła do normalnego stanu. U mojej mamy i kuzynki już po kilku użyciach pojawiły się bolące gule, więc tu widać, że co kobietka, to inna reakcja.

– Póki co nie poprawia się struktura skóry. Kiedy używałam chemicznych kosmetyków, powierzchnia mojej skóry była niemal idealnie gładka, a po wakacjach borykam się niestety z chropowatą skórą, która w dotyku jest niby gładka, ale nierówności widać w powiększeniu. Być może szczotka nie ma na to wpływu i muszę zmienić kosmetyki, których używam.

– Nie poprawia nawilżenia skóry. Suche skórki niby znikają, ale skóra sama z siebie lepiej się nie nawilża ani nie zapobiega utracie wilgoci.

– Kiedy przejeżdżam nią po kościstych miejscach twarzy jak np. nos czy kości policzkowe, uczucie jest przerażające. Zupełnie jakby głowa miała mi zaraz wybuchnąć… 😀 A nie daj Boże, po szyi nią przejechać w okolicach krtani – od razu się duszę. 😀

– Nie można z nią stosować kosmetyków zawierających silikony, granulki i/lub glinki. Trzeba też uważać na alkohol.

– Nie można robią nią zbyt dużej ilości „kółek” – zbyt mocne masowanie/pocieranie tymi włoskami, może faktycznie podrażniać skórę. Polecam więc przykładać szczotkę do twarzy.

– Jest na baterie. Wolałabym, żeby była do niej dołączona ładowarka. Byłoby to dużo wygodniejsze, bo nie mam nigdy pewności, czy zbyt słabe baterie nie obniżą jakości oczyszczania.

Wskazówka: Szczotka o wiele lepiej oczyszcza, jeśli przykładamy ją na kilka sekund do danej partii twarzy nieruchomo niż kiedy robimy kółka.

Podsumowując…
Szczoteczka skradła moje serce. Porównując ją do klasycznych szczotek – z włosiem oraz silikonowych, ręcznych oraz automatycznych – żadna z nich do tej pory nie ma szans z tą, BeautyLine. Niestety po tych 2 tygodniach używania mam już wrażenie, że wibracje słabną, dlatego dość problematyczne będzie dla mnie wymienianie baterii. Ale czego się nie robi dla satysfakcji z oczyszczania, relaksu i pięknej skóry! 🙂 Cały czas jednak krąży mi w myślach jedna rzecz: czy ta szczoteczka jest dowodem na to, że często cena wcale nie jest wyznacznikiem jakości?

Testowaliście tę szczotkę? A może macie inne szczotki w tej lub podobnej formie? Co o nich myślicie, jak się u Was sprawdzają? Czekam na odpowiedzi w komentarzach! :*