Czy istnieje granica nawilżania?
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Witajcie Kochane Misie! Po ostatnim poście obalającym potrzebę analizy składów kosmetyków, przychodzi czas na dyskusję na temat nawilżania – głównie skóry twarzy. Jedni nadmiernie skórę matują, doprowadzając do odwodnienia, inni z kolei mocno ją nawilżają, a mimo to jest wciąż napięta. Są też tacy, którym udało się osiągnąć równowagę lub po prostu natura obdarzyła ich hojnie bezproblemową cerą. Jasne, nawilżenie to podstawa. Ale gdzie kończy się rozsądne nawilżanie, a zaczyna przesada? Czy istnieje granica dla tego rytuału pielęgnacyjnego? Czym grozi nadmierne nawilżanie, nawadnianie i natłuszczanie?

Opowiem Wam krótką historię mojej skóry twarzy, bo to na niej przekonałam się, że ISTNIEJE GRANICA NAWILŻANIA. Skutki były i są opłakane. Strzeżcie się więc i czytajcie uważnie…

Przygodę z pielęgnacją twarzy rozpoczęłam, o ile mnie pamięć nie myli, ok. 6. klasy w podstawówce. Wtedy powoli zaczęły pojawiać się rozszerzone pory, wągry, pryszcze, błyszczenie skóry. Wiecie, typowe objawy dojrzewania. Jak walczyło się wtedy z tłustą cerą? Alkoholem, mocnymi, czasem niemal żrącymi kosmetykami, które wysuszały skórę na wiór, faktycznie pozbawiając ją bariery ochronnej. Efekt? Słynna odwodniona tłusta cera, której nawilżanie kremami do tego przeznaczonymi kończyło się zapchaniem i nadmiernym błyszczeniem, a matowienie… również nadmiernym błyszczeniem. Błędne koło.

[Pin on Pinterest]

Mordercze próby nawilżenia czy nawodnienia skóry trwały latami. Dopiero pod koniec studiów zmusiłam się do zmiany pielęgnacji i odstawiłam wszystko co matujące. Z produktów antybakteryjnych zostawiłam tylko głęboko oczyszczający żel oraz codziennie na noc serum z kwasami Bielendy. Na to nakładałam jakieś kremowe, lekkie serum i krem – często inny na dzień, a inny na noc. Wszystko mocno nawilżające, początkowo o lekkiej konsystencji, później coraz cięższe. Po ok. roku udało mi się doprowadzić twarz do takiego stanu, że mimo niestosowania pudru czy podkładu słyszałam komplementy na temat cery i pytania „jakiego podkładu używasz?”. Tak w zasadzie tylko przez kilka miesięcy w swoim życiu używałam kremu BB i było to za czasów świetności kremu BB Soraya Piękna Cera. To wystarczyło, bo tak naprawdę nigdy nie miałam prawdziwego trądziku. Za to natura nie żałowała mi szerokich porów, wągrów na nosie, czole i brodzie oraz sporadycznych wysypów pryszczy, a także niewyobrażalnej skłonności do zapychania i wyskakiwania grudek. Tak czy inaczej kwasy w połączeniu z nawilżaniem pozwoliły mi uspokoić skórę, pozbyć się suchych skórek.

Jednak pewnego dnia zdałam sobie sprawę z tego, że… zaczął mnie swędzieć czubek nosa i jego wnętrze. Nie było to uciążliwe, ale coś mi nie grało.

[Pin on Pinterest]

Przełom nastąpił w momencie, kiedy cały ten misz-masz wymieniłam na produkty niemal w 100% naturalne, wyłącznie nawilżające i nawadniające. Do tego zaczęłam rzadziej stosować kwasy i wkroczyłam z olejkami. Olejkami do mycia i czasem w wersji saute. Wągry znikały prawie w 100%. Jednak po kilku tygodniach po bokach płatka nosa, a w zasadzie na samych bruzdach nosowo wargowych pojawiło się zaczerwienienie. Rozchodziło się powoli, a z plam wyłaniały się grudki, przemieniające się w drobne, ropne krostki. Tajemnicze coś zajęło też brodę. Nie zmieniałam w tamtym czasie kosmetyków, nie zmieniałam jedzenia… Czym była dziwna wysypka (i w sumie nadal jest)? Zapaleniem okołoustnym, któremu poświęcę całego kolejnego posta (polecam przygotować się na niego osobom z trądzikiem, wągrami, szerokimi porami, skłonnością do nadmiernego przetłuszczania skóry twarzy i głowy, z wypadającymi rzęsami, brwiami, włosami, z zespołem suchego oka, ze skłonnością do częstych infekcji oczu, skóry głowy, czerwonych plam na twarzy, z alergiami). Dlaczego nadmierne nawilżanie i natłuszczanie sprawiło, że moja skóra zaczęła się, krótko mówiąc, sypać?

Martwe komórki naskórka (Rys. A), które pokrywają skórę właściwą, chłoną wodę i substancje odżywcze, które im dostarczamy. Najpierw pęcznieją, zmniejszając odległości pomiędzy sobą (Rys. B). Kiedy pojawia się nadmiar wody, między komórkami tworzą się cysterny z wodą, co powoduje rozpychanie komórek naskórka, skutkując rozpulchnieniem skóry (Rys. C). Co to dla nas oznacza? Że tworzą się wodne kanały między komórkami, ułatwiające niesamowicie penetrację CZEGOKOLWIEK wgłąb skóry. Czegokolwiek tj. nie tylko substancji odżywczych z kremów – co w zasadzie jest korzystne – ale też i bakterii czy pasożytów obecnych na powierzchni skóry. Mają po prostu więcej miejsca i więcej możliwości do przemieszczania się w porównaniu do suchej skóry, gdzie między komórkami brakuje wodnych kanałów. Wygląda to mniej więcej tak:

[Pin on Pinterest]
http://www.ncbi.nlm.nih.gov

Jakie są tego skutki?*
*pod koniec posta wrzuciłam nieco drastyczne lub obrzydzające zdjęcia, więc osoby o słabym żołądku niech przewijają powoli 🙂

1. Z jednej strony dobrze nawilżona skóra jest jednocześnie dobrze odżywiona

2. Z drugiej strony zwiększa się stężenie drobnoustrojów i różnych żyjątek w skórze właściwej

3. W normalnych warunkach pkt. 2 nie jest dla nas niebezpieczny, bo nasz organizm świetnie radzi sobie z wszelkimi intruzami – układ immunologiczny zawsze czujny. Zdarza się jednak, że pojawiają się skutki uboczne nawilżenia:

– zbyt duża ilość substancji odżywczych staje się świetną pożywką dla bakterii, powodujących m.in. trądzik. Pamiętajmy jednak, że bakterie lubią też martwe komórki naskórka, więc jeśli nie złuszczamy skóry regularnie, to również sprzyja zapychaniu skóry.

– u alergików rośnie prawdopodobieństwo powrotu objawów alergicznych, dotyczy to w szczególności alergii na roztocza.

– jeśli połączymy dwa powyższe podpunkty, czasem w towarzystwie spadku odporności, stosowania sterydów, SLS, fluoru, zaburzeń hormonalnych, otrzymamy okropny efekt: objawy nużeńca. O tym napiszę więcej w następnym poście, ale dziś już pokażę Wam zdjęcia, co dzieje się, jeśli zbyt mocno nawilżamy i/lub natłuszczamy skórę. Objawy ze zdjęć są zaawansowane, ale często mamy po prostu jedynie tłustą skórę, wągry lub pojedyncze pryszcze przez lata, a wzmożone symptomy nigdy się nie pojawiają.

Oczywiście podany przykład jest tylko jedną z możliwości ataku jakiegokolwiek drobnoustroju, którym może skutkować nadmierna pielęgnacja skóry twarzy. Chciałabym na koniec dodać, że nadmierne wysuszenie skóry i jej odwodnienie jest o wiele mniej opłakane w skutkach niż nadmierne nawilżenie. Odwodniona skóra traci płaszcz ochronny i zmienia pH, stwarzając tym samym dobre środowisko dla rozwoju bakterii, które są dość dobrze przebadane i na rynku są już obecne produkty wykazujące działanie je niszczące. Przypadki nadmiernego nawilżenia skóry skutkują rozwojem innych warunków środowiska, w których rozwijają się inne żyjątka, na które ciężko znaleźć odpowiedni lek… Jeśli do kogoś przemawiają liczby: nawodnienie skóry może zająć tylko 24 godziny i mamy problem z głowy. Pozbycie się ataku najeźdźców na skórę nadmiernie wypielęgnowaną, trwa czasem niestety latami – szczególnie w naszym kraju, gdzie podaje się lek bez wcześniejszych badań naskórka…